Na ich opinię musimy zaś wpłynąć, by odblokować przydatne później w różnych aktywnościach punkty wpływu. A żeby wiedzieć co zrobić, musimy wiedzieć, jak przesłuchiwać. Wręcz nie warto pytać o wszystko, bo przy każdym pytaniu znajduje się piktogram, sugerujący czy dany wątek pogrąży czy też wybieli oskarżonego. Są też tak zwane pytania-pułapki, które przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego.Wszystko uzupełniają dodatkowe sprawy bez przesłuchiwania, w których decyzję podejmujemy na podstawie samego donosu. Szkoda, że gra nie tłumaczy przy okazji, czemu sprowadzanie do Francji szachów z bliskiego wschodu zasługuje na proces, a podwójny gwałt już nie – pomijając jednak wybiórczość tego rozwiązania, z grubsza wpisuje się to w prawdę historyczną. Przy okazji drobne sprawy są też odrobinę bardziej nieprzewidywalne, bo mamy do dyspozycji tylko piktogram wskazujący pochodzenie społeczne oskarżonego. Wiadomo więc, że dana frakcja ucieszy się z uniewinnienia swego, ale co będą sądzić inni?W teorii wszystko fajnie, ale rozprawy szybko okazują się niewolnikami pasków wpływu. W każdej chwili możemy podejrzeć, jak na wyrok zareaguje arystokracja, lud czy rewolucjoniści, a wydawanie ich szybko zmienia się w dbanie o to, by relacje z frakcjami nie wyczerpały się. Utrudnia to mocno wczucie się w rolę sędziego Fidele, bo szybko zaczynamy traktować oskarżonych jako środek do równoważenia tego wszystkiego.Inaczej natomiast się nie da, bo całkowita utrata zaufania u danej frakcji nie kończy się zmianami w fabule, lecz planszą sugerującą, że za to byś kolego zarobił jednak nóż w plecy, więc powtórz sobie rozprawę. Mam też wrażenie, że twórcy wszystko dokładnie sobie obliczyli, żebyśmy za dużo nie namieszali i nie zapędzili się w sytuację bez wyjścia. Dziwnym trafem, gdy jesteśmy już blisko ściany, wpada zwykle sprawa, w której frakcje o dziwo są zgodne i odpowiednia decyzja bardzo poprawi nasz wizerunek w ich oczach. Absurd...Jak już wspomniałem, w grze poza rozprawami dzieje się dużo – tylko niekoniecznie są to rzeczy warte uwagi. Po wizycie w sądzie, zależnie od fazy gry, nasz bohater snuje też intrygi, nadzoruje dzielnice miasta i stacza bitwy. Wszystko to jest jednak ubogie. Intrygi wiążą się z okazyjnym wybieraniem odpowiedzi w dialogach – na boku mamy wypisane parę zagadnień i decydujemy, czy mówić o nich z beztroską, agresją, pokorą czy manipulując słowem. Na początku pozbawieni szerszego kontekstu określamy nastawienie, a gra pokazuje na czerwono lub zielono czy będzie dobre. Jeżeli nie, podczas rozmowy mamy jeszcze drugi, ostateczny strzał. Komora maszyny losującej jest pusta, zapraszamy do zabawy – „wybitna” mechanika.Równie bezpłciowe jest zarządzanie mapą strategiczną. Przestawiamy sobie figurki agentów, przejmujemy dzielnice, czasem zwolnimy komorę maszyny losującej, próbując przekonać zbirów do wypuszczenia pojmanego przez bandytów agenta, coś tam poudajemy, że walczymy z zamieszkami. Generalnie jednak czujemy się cały czas jak aktor Teatru Polskiego. Delikatna improwizacja jest możliwa, ale przecież Konrad nie skitrał nigdy brzeszczotu i nie spiłował krat. Przepraszam, chciałem rzec sędzia Fidele...