Dalej w odświeżonych formach powracają wszystkie bajery, które pamiętamy z oryginału. Pościg policyjny uciszymy kombinacjami z sygnalizacją świetlną czy eksplozjami rur ukrytych pod asfaltem. Strażnikowi wyślemy zabawnego SMS-a, by odwrócić jego uwagę, a gdy wszystko szlag trafi, wyłączymy zasilanie całego obiektu i przemkniemy przez pogrążony w ciemności chaos. Zhakować możecie dosłownie każdy pojazd - samochodem potrącicie węszące jednostki, wózki widłowe lub mobilne platformy przydadzą się, gdy trzeba będzie wejść gdzieś wyżej. Ograniczeniem są tylko Wasze przyzwyczajenia. Ja nawet z zasypanego agentami ochrony Alcatraz uciekłem jak magik - improwizując sobie windę, którą uciekłem z dachu i dzięki której ominąłem dziesięć minut wymiany ognia. Aiden pasował na zabójcę, Marcusowi szkoda tak brudzić ręce.Łatwo zatem zauważyć, że tym, co z pierwowzoru pozostało, jest potencjał, jaki daje technologia. Gra może teraz naprawdę wygląda jak "GTA według Ubisoftu", ale sposób rozgrywki to zupełnie inna bestia. Nawet nielubiana minigierka z hakowaniem potężniejszych komputerów, w której trzeba przeprowadzić strumień ruchomymi kanałami do celu (kojarzycie też taką z BioShocka), wraca z impetem. Polega na tym samym, lecz jest wpisana w świat przedstawiony; zręcznościowo-logiczna siatka rozrysowuje się na naszych oczach po ścianach. I zamiast cichego westchnięcia powodowała zawsze u mnie szczerą ekscytację.A jeżeli jedną trzecią misji pobocznych stanowią krótkie (i zawsze wpisane w jakąś narrację) misje taksówkarskie, to pewnie model jazdy wymiata, prawda? Nie, za dobrze by było. Jest jednocześnie lepiej, jak i gorzej niż w oryginale. Czyli zupełnie inaczej. Ale samochody cierpią na standardową w piaskownicach (nieznośną) lekkość bytu, lubią wpaść w dziwaczny poślizg lub nagle wylecieć w przestworza.Dlatego warto od czasu do czasu poszukać jeszcze dodatkowych aktywności na piechotę. Tylko tak zobaczymy najfajniejsze easter eggi, jak chociażby wspomniana wizyta w Ubisofcie, i tylko tak - niestety - zbierzemy część specjalnych umiejętności. Ich schowanie na mapie uważam ze decyzję średnich lotów, ale ostatecznie lepszą niż setki piórek czy ukrytych paczuszek. Yhm, upierdliwego kolekcjonerstwa jest dość mało. Aż dziw za to, że wyleciały narkotyczne minigierki - jeden z najbardzej atrakcyjnych elementów oryginału, bo w tym klimacie sprawdziłyby się idealnie. Na uszko, dlatego, że się lubimy, podpowiem tylko, że ostał się robopająk, ukryty gdzieś głęboko-głęboko.Gdy stałem na moście Golden Gate, zastanawiałem się, czy majacząca w oddali panorama miasta to wizualny szczyt tej produkcji. Ulice, choć czasem pustawe, nie mają się co prawda czego wstydzić, a szczegółowość wszystkich lokacji wewnętrznych to prawdziwa klasa, lecz panorama zawsze wygrywała w moim prywatnym rankingu. Nie lubię dywagować na temat oprawy w produkcjach z otwartym światem, bo wszystko w nich tak naprawdę jest losowe. Wasza pierwsza przechadzka po Krzemowej Dolinie wcale nie musi odbyć się w nocy i strugach deszczu, przez co pozostawi w pamięci obcy mi ślad. Jak wygląda Watch Dogs 2? Tak, jak pokazywały zwiastuny. Aż dziwne, że mogę to napisać. Widać ktoś uczy się na swoich wpadkach.Bez problemu mogę Wam za to napisać o muzyce. O ile licencjonowane kawałki to typowy mariaż wszystkich gatunków (gram Murzynem - ma być rap, więc na Run the Jewels reaguję z piskiem), tak autorska ścieżka dźwiękowa autorstwa Hudson Mohawka (jego pierwszy romans z grami) jest po prostu elektroniczną petardą. Muzyka odpowiada tutaj za połowę całej wczuwki. Wraz z kolejnymi etapami misji narasta oprawa dźwiękowa, a równie pojechane, duszne kompozycje wywołują autentyczną presję. Wspominam o tym nie bez powodu. Gry z otwartym światem i radiami w samochodach rzadko szarpią się na fantastyczny soundtrack. Watch Dogs 2 jest chlubnym wyjątkiem.