Wander miało być wyjątkowe, a jest jedynie wyjątkowo popsute
Babol goni babol, innych graczy nie widać, a rozgrywka to tragedia. Mam kilka dowodów na to, że powinniście omijać tę grę szerokim łukiem.
marcindmjqtx
Udostępnij
Przypomnę tylko, czemu w ogóle warto było interesować się Wanderem. W teorii, to MMO, w którym zamiast ganiać za innymi graczami z mieczem czy granatnikiem, mieliśmy ramię w ramię, wspólnie poznawać tajemniczą krainę. Mało? A jeśli powiedziałbym Wam, że jeden z graczy mógłby wcielić się w gryfa, a drugi szybować na jego grzbiecie, w skórze przypominającej ludzką kobietę (nie licząc skrzeli i lotek) Hiry? Do wyboru są jeszcze formy wielkiego kroczącego drzewa i wodnego płaza, a na poznanie czeka cały tajemniczy język i mnóstwo niesamowitych widoków, fundowanych przez CRYENGINE.
Tyle teorii.
Praktyka wygląda tak, że gra ukazała się na PC i PS4 i jest jednym z najbardziej popsutych kawałków kodu, z jakimi miałem (nie)przyjemność obcować.
Czuję nawet wdzięczność, że do tej pory nie udało mi się spotkać w świecie tego MMO żadnego gracza, bo byłoby mi go żal. Mi kod recenzencki spadł wszak z nieba. A gdybym go spotkał, pewnie nawet nie mógłbym się z nim przywitać. W świecie Wander obowiązuje bowiem stworzony na potrzeby gry język Rozhda. Słów uczymy się z kamiennych glifów, by później wypowiadać je smyrając panel dotykowy pada (gram na PS4). Działa to w kratkę. Ale częściej nie działa wcale. Lub zawiesza grę na odchrząkiwaniu bohaterki.
Załóżmy jednak, że akurat w tym MMO nie chcecie grać z innymi. Wystarczy Wam możliwość pobiegania po prześlicznej dżungli, skakania z wodospadów czy popluskania się na plaży. Pozwólcie, że te nadzieje rozwieję kolejnymi ruchomymi obrazkami. Nie pamiętam gry, w której łapanie podobnych wpadek, byłoby tak proste. Wystarczy iść przed siebie, podskoczyć lub podejść do skały, drzewa, monolitu czy innego obiektu, by Wander zaczął zniechęcać do zagłębiania się w jego świat.
Piękne krajobrazy? Owszem, są widoczki, ale trudno doceniać je, gdy na ekranie nowe obiekty to pojawiają się, to znikają kilka metrów od gracza. Nieustannie i co krok, ekran funduje nam namiastkę dyskoteki.
Wielka wyspa do zwiedzenia powinna oznaczać frajdę z samego biegania i skakania, tymczasem w Wander poruszanie odbywa się z ogromnym mozołem, a skok nie przydaje się wcale. Ot, kolejna z niedziałających rzeczy. W dodatku nawet na wydawałoby się "bezpiecznym" dla silnika terenie, postać może zacząć nagle chodzić po wodzie.
Lub w powietrzu.
Jest fatalnie. Może kiedyś będzie lepiej, bo autorzy nie wetknęli głowy w piasek. Uruchomili adres mailowy, pod który można zgłaszać bugi i pracują nad łatkami. Powinni przyłożyć się do tego przed premierą.
Szkoda. Oryginalny, niebanalny pomysł wcale nie musiał się sprawdzić, ale przez niedbalstwo dewelopera póki co się tego nie dowiemy. Granie w Wander to udręka. Jeśli w ogóle jest możliwe, bo na przykład pecetowa wersja nijak nie chciała się nam odpalić.