W koncepcji Newella rzesze graczy inwestowałyby niewielkie sumy w dobrze zapowiadające się tytuły, w które sami chcieliby zagrać. W zamian otrzymywaliby nie tylko kopię gry, ale również potencjalny zysk. Finansowanie gier przestałoby być jedynie sprawą pomiędzy wydawcą a deweloperem, a zamiast tego społeczność graczy kierowałaby fundusze w stronę tych gier, których koncepcje naprawdę im się podobają.
Według mnie jest to naprawdę ciekawy pomysł, chociaż raczej nie sprawdzi się w przypadku gier wymagających naprawdę dużego budżetu. Taki model finansowania mógłby jednak pomóc niezależnym grom o niższych wymaganiach budżetowych i opartych na ciekawej koncepcji. Może Valve zachęci również graczy możliwością wpływu takich inwestorów także na samą zawartość gier. Czy nie chcielibyście, żeby na przykład któryś z budynków albo któraś z postaci w Half-Life 2: Episode 3 nazwane były waszym nazwiskiem?
Paweł Dembowski
[via Good Game]