Unavowed - recenzja. Z piekła rodem

Unavowed - recenzja. Z piekła rodem
08.08.2018 15:00
Unavowed - recenzja. Z piekła rodem

Zdecydowanie najgorsza przygodówka Wadjet Eye.

Unavowed to próba połączenia klasycznej, pixel-artowej przygodówki point and click z rozwiązaniami znanymi ze współczesnych gier RPG. Studio Wadjet Eye, producent i wydawca, który ma na koncie wiele tytułów nawiązujących do hitów sprzed lat, chciało tu najwyraźniej spróbować czegoś innego. Dokonać jakiejś ewolucji gatunku. Niestety, nie podołało.

Platformy: PC

Producent: Wadjet Eye Games

Wydawca: Wadjet Eye Games

Data premiery: 08.08.2018

Wersja PL: Nie

Wymagania sprzętowe: Windows 7- 10, 64 MB RAM, Intel Pentium III 700 MHz, Intel HD

Grę do recenzji dostarczył wydawca. Graliśmy na PC. Zdjęcia pochodzą od redakcji.

Okazuje się bowiem, że robiąc z przygodówki takiego pół-erpega, w którym wybrać można sobie postać (odgrywając później dopasowany do pochodzenia wstęp, trochę na wzór Dragon Age’a: Origins), podejmować decyzje i obserwować ich konsekwencje, być może kształtować jakoś swoją postać, odbiera się tego typu grze to, co w niej najważniejsze - charakter. Bo co mi z tego, że mogę być kobietą lub mężczyzną jednej z trzech profesji (aktor, barman, policjant), jeżeli żadna z tych postaci nie jest ani trochę ciekawa? Sprowadzona jest po prostu do nieczytanych kwestii dialogowych (nagranie tych samych wypowiedzi dla różnych płci i dodatkowych, zależnych od profesji, byłoby pewnie za drogie).Ja grałem aktorem i jedyne momenty, kiedy mogłem jakoś podkreślić swój charakter, sprowadzały się do tego, że jestem świetny w okłamywaniu ludzi (miałem więc do wyboru dodatkową opcję dialogową).Taka jest cała ta gra. Prostacka, naiwna, sprowadzająca wszystko do najłatwiejszych stereotypów, jakby twórców tak bardzo zmęczyło konstruowanie odpowiadającej na decyzje gracza narracji, że nie mogli już w sobie znaleźć sił, żeby było w niej cokolwiek ciekawego. Naprawdę nic mi z tego, że jakiś bohater będzie pamiętał, co zrobiłem dwie godziny temu albo zmieni się rozwiązanie jakiejś zagadki, jeżeli sama historia w ogóle nie angażuje.Unavowed brakuje przy tym nie tylko pomysłowości - jest również bardzo źle napisane i to chyba największa wada tej gry. Stereotypową historię, nawet sztampowe postacie, można by jakoś wytrzymać, gdyby chociaż dialogi były błyskotliwe, zabawne, ciekawe. Zamiast tego są suche, pozbawione jakiegokolwiek ludzkiego czynnika, sprowadzają się niemal w całości do ekspozycji, a do tego ciągną się w nieskończoność, aż człowiekowi chce się włosy rwać z głowy.W rzadkich momentach, kiedy próbują wyjść poza nią stają się z kolei wręcz karykaturalne - jak kiedy okazuje się, że nasz towarzysz lub towarzyszka zaczyna nagle rozmowę z jakimś bohaterem niezależnym. Wspominają chwilę jakieś wydarzenie z przeszłości, a gracz praktycznie za każdym razem, kiedy to się dzieje, może wciąć się z pytaniem: “Wy się znacie?”. Za pierwszym razem mnie to zdziwiło, za piątym nie mogłem już zrozumieć - jak głupi może być prowadzony przeze mnie człowiek? Tak, jeżeli dwójka ludzi zaczyna nagle rozmawiać na ulicy i wspominać coś, co razem przeżyli, to znaczy że się znają!Gra tak samo wykłada się na scenariuszu, gdy próbuje coś pokazać zamiast tylko powiedzieć otwartym tekstem. Kiedy więc badamy sprawę tajemniczych morderstw, nagle wszyscy ludzie, w jakikolwiek sposób związani z ofiarami, robią wielkie oczy (gra wyraźnie podkreśla to na pojawiających się podczas rozmów portretach) i powtarzają w kółko jedno zdanie: “To wielka tragedia”. Trójka superagentów działającej w podziemiu jednostki do walki z nadprzyrodzonymi mocami stwierdza: “Coś tu jest nie tak. Jakby ktoś wyprał im mózgi”.Ze światem przedstawionym jest w jakiś tajemniczy sposób (to dopiero zagadka dla Unavowed) jeszcze gorzej! To fantasy w najgorszym stylu, tak przeładowane regułami, nazwami własnymi, tajemniczymi ludami, ukrytymi światami, że jest to zwyczajnie nieznośne.Do tego wszystkiego twórcy co i rusz wymyślają nowe zasady jego działania, tak, by pasowały im do fabuły. Zamiast koncentrować się na opowiadaniu spójnej, ciekawej historii w ramach ustalonego świata przedstawionego tylko go non stop modyfikują, żeby pasował do tego, co się akurat dzieje.

Na początku gry dowiadujemy się, że duchy wprawdzie widać, ale nie można się z nimi w żaden sposób porozumieć - nasze światy są zbyt odległe. Przynajmniej do momentu, kiedy okazuje się, że owszem, chyba że taki duch jest “połączony więzią” z człowiekiem, wtedy można - ale tylko w specyficzny sposób (duch może np. pisać na szkle). Chwile później okazuje się, że duch może być jeszcze poltergeistem i wtedy może już oddziaływać na świat zewnętrzny, chociaż wciąż nie może mówić. A później nagle pokazuje się duch, który może mówić i już nawet nie ma wyjaśnienia, jakby scenarzysta wyrzucił kartki w powietrze i krzyknął: “a pieprzyć to, kogo to obchodzi".I tak jest cały czas! Przez całą tę grę, zamiast jakoś wczuć się w świat i opowieść, co i rusz dowiadujemy się jakichś nowych rzeczy. O tym, że jedna z naszych towarzyszek potrafi instynktownie i bez pomyłki rozpoznać, że ktoś kłamie, słyszymy nagle w połowie gry (jakby to nie była zdolność przydatna od samego początku). Zasłona, którą nałożono na głównego bohatera na początku gry (wciąż jest poszukiwanym mordercą - chodzi o to, by nikt go nie rozpoznał) w przypadku innej bohaterki zagłusza pistolet - bo akurat potrzebny był cichy pistolet. Życiowa energia w piwnicy szkodzi tylko umarłym, dopóki jesteśmy żywi - jest w porządku (ŻE CO!?).Kiedy w pewnym momencie bohater spytany o to, czemu nie wezwał pomocy przez komórkę, odpowiedział: “duchowa energia źle wpływa na zasięg”, miałem ochotę krzyknąć: “dość”! Dość wymyślania reguł, o których wcześniej nie słyszałem, tylko po to, by później je zmienić, kiedy tylko będzie to wygodne. Tego się nie da wytrzymać!

W zasadzie jedyny powód, dla którego chciało mi się w ogóle męczyć z Unavowed, to ładne pixel-artowe tła. Bo zagadki - czyli to, co przecież powinno być najważniejsze - są słabe i zaskakująco nieliczne. Sprowadzają się do użycia tego jednego przedmiotu, który akurat mamy w ekwipunku, wpisania jako kodu do zamka jedynych liczb, które pojawiły się w innym miejscu albo znalezienia właściwej szuflady, którą trzeba otworzyć.Unavowed okazało się dla mnie bolesnym i niezmiernie irytującym rozczarowaniem, również dlatego, że jestem wielkim fanem praktycznie wszystkich pozostałych gier Wadjet Eye. Nawet pozornie podobnie nadprzyrodzonej serii Blackwell - bo i tam było miejsce na jakąś ciekawą opowieść, na ludzkie emocje, na postacie i ich problemy.

W Unavowed, grze pełnej demonów, duchów, alternatywnych światów i ciągle zmieniających się reguł - wszystkich nudnych, stereotypowych i sztampowych - nie ma już miejsca na nic innego.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (15)