Zaledwie poprawny ich wygląd i animację kaleczy polska wersja językowa. Rzecz nie w tym, że dubbing jakoś źle brzmi. Głosy w przeważającej większości dobrane są dobrze, ale słychać niestety, że były bardzo wyrywkowo nagrywane. Różna intonacja bohatera w nawet jednym akapicie. Wybijająca z rytmu przesadna ekspresja końcówki dialogu, która nijak się ma do jego spokojnego początku. Ukryty Plan to skomplikowane drzewko przyczynowo-skutkowe, podobnie zapewne wygląda od kuchni konstrukcja ścieżek dialogowych. W polskiej wersji językowej słychać ich "zszycia". W grę tak naprawdę wciągnąłem się więc dopiero przy trzecim podejściu, przestawiając język konsoli, i co za tym idzie gry, na angielski (nie da się wtedy jednak ustawić polskich napisów – te też zostają oryginalne).Dopiero w anglojęzycznej ścieżce dźwiękowej dialogi mają odpowiednie brzmienie. Ogromną robotę robi też wtedy synchronizacja ust postaci z wypowiadanymi kwestiami. Wszystko nabiera wiarygodności, ale wymaga też większej koncentracji. Ukryty Plan to przede wszystkim dialogi, bez ich śledzenia i stuprocentowego zrozumienia z gry może umknąć to, co w niej najważniejsze.Dopiero kolejne dwugodzinne przejście gry pokazuje też, jak wiele ma ona do zaoferowania. O ile pierwszy kontakt, zwłaszcza z polskim dubbingiem, kojarzy się z takim elektronicznym "Dlaczego ja?" czy kryminalnymi paradokumentami odgrywanymi w telewizji przez naturszczyków, tak z czasem odkrywa się to tytułowe (dosłownie tłumacząc Hidden Agenda) drugie dno. Całe nowe sceny i wątki. Motywacje bohaterów i przemyślenia. Dopiero wtedy widać też, jak pozornie błaha decyzja może mieć duży wpływ na dalszą akcję. Czy w stresowej sytuacji zachowasz zimną krew, czy jednak spanikujesz. Czy znajdziesz wszystkie dowody na miejscu zbrodni, czy jednak nie. Albo czy w wydawałoby się niezobowiązującym dialogu wyluzujesz się biorąc łyk piwa, czy jednak zakończysz rozmowę stwierdzeniem w stylu „nikt nie może czuć się bezpiecznie”. Choć zdarzają się też oczywiście pozorne wybory i głupotki, jak u Telltale. Czasem trzeba na nie przymknąć oko.W Ukryty Plan można grać w nawet 6 osób, każda decyzja jest więc wtedy demokratycznie podejmowana przez ludzi siedzących przed telewizorem. Dlatego polecam grać... samemu, albo w większym gronie. W dwie było to bez sensu. Sony reklamuje gry PlayLink właśnie tym towarzyskim aspektem rozgrywki. Sami twórcy Ukrytego Planu mówią, że pomysł na wspólne podejmowanie decyzji wziął się z popularności Until Dawn na streamach, gdzie widzowie podpowiadali grającym, jak powinni się zachować. Ukryty Plan jak najbardziej grywalny jest jednak solo.Przeszedłem grę dwa razy, za drugim starając się podejmować diametralnie inne decyzje. Trzecie przejście to natomiast już moje świadome lawirowanie między nimi, pamiętając skutki poprzednich wyborów i finał. I nawet wtedy nie tyle nie udało mi się rozwiązać do końca głównej intrygi, co uratować wszystkich bohaterów. To nie Heavy Rain albo Until Dawn, gdzie wszyscy mogą zginąć albo przeżyć, ale i tak finał, czy raczej finały, mogą wypadać… różnorodnie.Przy Ukrytym Planie bawiłem się gorzej niż przy Heavy Rainie albo Until Dawn, ale jednak lepiej niż w Beyond czy sequelach The Walking Dead od Telltale. Po ciężkich początkach, w miarę odkrywania tych wszystkich uwarunkowań przyczynowo-skutkowych i przełączenia się na język angielski, było już tylko lepiej. Na tyle, że na pewno jeszcze raz Ukryty Plan przejdę, dążąc do jak najlepszego zakończenia.