Być może będzie to porównanie trochę na wyrost, ale w jakiś sposób może nawet bliżej Tyranny do np. Cywilizacji niż Baldur’s Gate. Jest mapa do podbicia, graczu decyduj, jak poprowadzić swoje imperium, a potrzebny kontekst w razie potrzeby dobuduj sobie sam.Mniejsza skala gry, chociaż nieco ogranicza ją fabularnie, ma z kolei bardzo dobry wpływ na samą rozgrywkę. Nad czterema postaciami w drużynie łatwiej zapanować niż nad sześcioma. Zdolności jak w MMO używać można nieograniczoną liczbę razy, czekając tylko na ich odnowienie się. Umiejętności posługiwania się bronią, atletyki, parowania itd. rozwijają się przez samo ich używanie (trochę jak u Bethesdy). Walka w Tyranny jest mniej ograniczająca, więcej tu miejsca na eksperymentowanie, jest też po prostu łatwiej niż w Pillars of Eternity.Obsidian zrobił też dużo dobrego interfejsowi użytkownika, który jest teraz lżejszy, bardziej czytelny, nieprzeładowany niepotrzebnymi ozdobnikami. Wszystkie potrzebne informacje są tu pod ręką, z radością wita się np. ramkę, pokazującą wartość poszczególnych rodzajów obrony przeciwnika, na którego najedziemy kursorem. Dostęp do wszystkich taktycznych informacji jest w trakcie walki bardzo łatwy i prościej jest np. wykorzystać broń dystansową przeciwko wrogowi, który akurat jest na nią wrażliwy.Wisienką na torcie jest naprawdę przyzwoita polska wersja gry. Tak jak tłumaczenie Pillars of Eternity sprawiało miejscami wrażenie półamatorskiego, tak tutaj wydaje się, że w końcu zatrudniono fachowców z prawdziwego zdarzenia. Cieszy dobór słownictwa, konsekwencja w tłumaczeniu imion czy nazw własnych, ba, nawet interpunkcja jest w porządku (a to już naprawdę rzadkość).Terasy, bo tak nazywa się kraina, którą przychodzi nam w Tyranny podbijać, nie jest zbyt przyjemnym miejscem. Nie są też szczególnie „sympatyczni” bohaterowie tej historii. Ale tacy przecież mają być. Miało być o źle i faktycznie jest.I z całą pewnością w podróż tę warto się wybrać. Sama rozgrywka, prowadzenie walk, rozmów, dobieranie ekwipunku postaci, rozwijanie ich - wszystko to działa tak samo dobrze, jak działało w Pillars of Eternity i w Baldur’s Gate te wszystkie lata temu. I wciąż bardzo łatwo zorientować się, że za oknem już świta, a my wciąż przed komputerem, z nieco przekrwionymi oczami, przedzieramy się przez kolejne zastępy wrogów.