Tylko dla orłów - pierwsze wrażenia z Brink

Jeśli myśl o zakupie Brink pojawiła się u Was po obejrzeniu filmików, które prezentowały rozmaite elementy gry w akcji, to muszę Was ostrzec - rzeczywistość targanej wojną domową Arki znacząco się od nich różni. Produkcja Splash Damage to nie łatwa i przyjemna strzelanina z elementami parkuru, na jaką się zapowiadało. To rzecz dla hardkorowców. W dodatku na razie mocno popsuta.

marcindmjqtx
SKOMENTUJ

Singiel na niby Zacznijmy od tego, że Brink to gra stawiająca olbrzymi nacisk na rozgrywki wieloosobowe. To ważne. Owszem, dwie kampanie, w których wcielamy się w dwie strony konfliktu o przyszłość umierającej utopii można rozegrać bez podłączenia do Internetu, ale i tak nie ucieknie się od walk dwóch ośmioosobowych drużyn. Po prostu w miejsce żywych zawodników pojawią się sterowane przez konsolę boty. Każda misja składa się z kilku etapów, w których musimy realizować inne cele, co popycha naprzód fabułę, ale tak naprawdę to tylko otoczka, dająca nam złudzenie brania udziału w historii. Standardowa kampania, w której sterujemy żołnierzem samotnie przedzierającym się przez kolejne rozdziały opowieści nie jest tu dostępna.

Niestety, obecnie sieciowa strona Brink jest w totalnej rozsypce. Nie pamiętam już, kiedy widziałem podobnie absurdalne lagi w trakcie meczów sieciowych, jak w produkcji Splash Damage. O płynnym graniu można tylko pomarzyć, bo opóźnienia wahają się od „nie mogę w nikogo trafić” do „nie mogę się ruszyć”. W sieciowej strzelaninie? Kpina. Tym większa, że Brink doczekał się już jednej aktualizacji, a autorzy zastąpili w sieciowych pojedynkach połowę członków drużyny botami. Na próżno - dołączenie do wolnego od lagów meczu to pobożne życzenie. Kolejna poprawka już w drodze, ale z każdym dniem jest tylko bardziej spóźniona.

Wirtualne żółtodzioby W sieci grać się nie da, więc na razie zostało mi bieganie z botami, by zaliczyć kilka awansów na nowe poziomy, odblokować umiejętności i dodatki do broni, dzięki którym późniejsze mecze będą łatwiejsze. Doświadczenie zdobywa się tu w zasadzie za wszystko, więc w ciągu jednej nocy nabiłem 8 poziomów (jest ich chyba 20). Po wyłączeniu konsoli do głowy przyszły mi dwa główne wnioski.

Pierwszy jest niezbyt przyjemny - gra z botami to bezsens. W Brink nie chodzi o samo strzelanie, a dodatni stosunek fragów do własnych śmierci znaczy tu tyle, co nic. Misje polegają bowiem na wypełnianiu zadań, które wymagają ścisłej współpracy między członkami drużyny, a to nie jest coś, w czym bryluje sztuczna inteligencja. Owszem, boty chętnie korzystają ze specjalnych umiejętności każdej z klas, podbijając nam życie, siłę broni, lecząc czy rzucając amunicję, ale gdy przychodzi do ataku na główny cel misji, zwykle nie ma ich w pobliżu. Wolą uganiać się za drugorzędnymi zadaniami i do upadłego walczyć z wrogiem o punkty kontrolne. Szanse gracza na samodzielne wygranie bitwy są mikroskopijne. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że przy nierozgarniętych botach łatwo o zgarnięcie solidnej puli punktów doświadczenia, która nie przepada w przypadku przegrania meczu.

Rzeź zamiast finezji Drugi wniosek wiąże się z konfrontacją wyobrażeń o grze z rzeczywistością. Absolutnie nie spodziewałem się aż tak oldschoolowej rozgrywki. Jasne, Splash Damage i Enemy Territory kojarzyły się każdemu, ale filmiki skupiały się głównie na kolorowych mapkach, zróżnicowanych zadaniach i parkurze. Kto by pomyślał, że ten ostatni odegra w grze tak marginalną rolę?

Przeskakiwanie nad barierkami to żadna nowość, a wspinanie się na ściany jak dotąd nie sprawdziło się jako manewr taktyczny. Do tego grze brakuje nie tylko płynności (a wcale nie wygląda rewelacyjnie - nawet po instalacji na dysku tekstury doczytują się z wyraźnym opóźnieniem), ale też gracji w poruszaniu się postaci. Sama rozgrywka zaś nie tylko nie zachęca do zabawy w Yamakasi, ale wręcz ją uniemożliwia. Mapki nie porażają wielkością, a ciasne korytarze powodują tworzenie się wąskich gardeł, w których dochodzi do zabójczych wymian ognia. W akrobatę można pobawić się dobiegając do celu, ale jaki ma to wtedy sens?

Odpalając grę spodziewałem się też, że będzie ona dużo bardziej przystępna. Okazało się jednak, że kolorową grafiką i stylizowanymi postaciami Splash Damage mydliło tylko oczy, a sama rozgrywka to rzeźnia w starym stylu i na krótkim dystansie. Jeden dobry zawodnik nie jest w stanie decydować o losach meczu, ponieważ do ubicia przeciwnika rzadko kiedy wystarcza krótka seria - trzeba wpakować w niego cały magazynek, a bez wsparcia kolegów amunicja kończy się w mgnieniu oka. Współpraca i agresywne rzucanie się na pozycje wroga to klucz do przepchnięcia krwawej linii frontu w pożądanym kierunku na tyle, by udało się zaliczyć kolejne zadanie.

Główne cele każdej misji zwykle wiążą się z dobiegnięciem do wyznaczonego punktu i jego obroną, wysadzeniem, zhackowaniem, rozbrojeniem itp. Każda z tych czynności wymaga czasu i jesteśmy w jej trakcie bezbronni. Podczas gdy my trzymamy przycisk X, za naszymi plecami dwie drużyny wystrzeliwują w swoje strony całe zapasy amunicji, a my trzymamy kciuki, by ostatni żywy był z naszej ekipy. Jeśli nie lubicie co chwilę ginąć, odradzać się i znowu ginąć, gdy osiągniecie linię frontu, to raczej odradzam Wam Brinka. To gra dla twardzieli.

Tak to przynajmniej wygląda na pierwszy rzut oka...

Osobiście, po kilku godzinach spędzonych na walkach z botami mam ich już dość. Tak nie powinno się grać w sieciowe strzelaniny, zwłaszcza takie, w których pojedynczy, oddzielony od drużyny gracz nie znaczy nic. Mam nadzieję, że Splash Damage pośpieszy się z łatką i gra w końcu rozwinie swoje sieciowe skrzydła (motywacja jest - Brink w pierwszym tygodniu sprzedaży wspiął się na szczyt listy przebojów w Wielkiej Brytanii).

Nie sposób bowiem odmówić jej pewnego szorstkiego uroku, który mniej życzliwi okrzykną po prostu zacofaniem. Coś w tym jest, ale fakt, że obecnie podobnych gier już się nie robi, może być też plusem Brinka. To, czy faktycznie będzie, przyjdzie mi ocenić dopiero w pełnoprawnej recenzji.

Maciej Kowalik

Wybrane dla Ciebie

Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne