Ale przecież nie będziecie tylko o tym rozmawiać. Zresztą już pogodziłeś się z faktem, że akurat w kwestii negocjacji i niewojennych rozwiązań te dziewczyny nie są zbyt bystre. Po nich oczekujesz przede wszystkim dobrej zabawy w wojnę i rozwijanie swojego królestwa.I faktycznie, choć Brytania interesuje się tylko jednym, wydawałoby się niewielkim regionem, to ma dużo do zaoferowania. Pokazuje ci na mapie liczne prowincje i od razu widzisz, że pod tym względem jest ciekawsza niż ta od samurajów. Tylko szkoda, że od razu zakłada, iż dobrze ją znasz i rzuca cię na głęboką wodę. A tu okazuje się, że to wcale nie tak jak jej siostra, która interesowała się starożytnym Rzymem albo ta druga, uwielbiająca Warhammera. Bo jej prowincje to jedno duże miasto i kilka wiosek. Mówisz jej o dekretach i tym, że mogą dawać bonusy, ale ona nie wie o co chodzi. Pytasz, czy lepiej infrastrukturę rozwijać we wsiach, a w mieście skupić się na budynkach wojskowych, ale widzisz, że równie dobrze mógłbyś do niej mówić po chińsku. Czujesz się zdezorientowany, tracisz pewność siebie, ona nie jest taka, jak inne!Ładnych parę godzin zajmuje ci przestawienie się na jej nowe spojrzenie na świat. Ale ona w tym czasie nie zwalnia i opowiada ci o całej heptarchii. O Wessex, Sussex, Mercji, Nortumbrii, Essex, Kencie, Anglii Wschodniej oraz dodatkowo o Szkocji, Walii i Irlandii. I o wikingach, którzy ciągle najeżdżali te ziemie. Za to bardzo mało mówi o religii, bo ponoć „wtedy praktycznie wszyscy byli chrześcijanami”. No nie, ale trudno, wybaczasz. Dużo tego, a ty czujesz się coraz bardziej zagubiony, więc robisz to, co zawsze w takiej sytuacji – próbujesz jej zaimponować swoimi zdolnościami stratega.Opowiadasz jej zatem, jak werbujesz potężną armię i ruszasz na podbój. Ale ona ci wtedy odpowiada, że nie – tak szybko to nie dasz rady. Zobacz, twoi włócznicy to tylko 1/3 oddziału. Podobnie z łucznikami i całą resztą. Próbujesz się dowiedzieć, o co jej chodzi, ale ona jak to kobieta: Domyśl się.Do tego okazuje się, że w tamtych czasach wcale nie było z wojną tak łatwo. Brytania opowiada ci, że kiedy walki trwały zbyt długo, ludności zaczynało to ciążyć, obrywała gospodarka, ład i tak dalej. Z kolei okres zbyt długiego pokoju prowadził do wzmożonej rządzy krwi, co również negatywnie się odbijało na społeczeństwie. Tak źle i tak niedobrze. Jak stereotypowa kobieta.Jednocześnie dokładnie w tym momencie uświadamiasz sobie, jak wielki sens miały jej wcześniejsze słowa o prowincjach. Bo skoro otwarta walka nie zawsze jest wskazana ze względu na liczebność wojsk, to możesz rozwinąć strategiczne skrzydła i pokonać wroga w wojnie na wyczerpanie. Snujesz przed nią plany zdobywania nie miast, a okolicznych wsi i odcinania linii zaopatrzenia, co spowoduje przymieranie wrogiej armii głodem i dezercje. Widzisz, że jej zaimponowałeś.A jak już dochodzi do walki, to zauważasz, że jest bardzo podobna do swoich sióstr i koleżanek, choć na Wyspach walczyło przede wszystkim mięso armatnie, a elitarne jednostki były nieczęstym widokiem na polu bitwy. Wszak nie każdy się do tego nadawał. Tylko z pewnym rozrzewnieniem wspominasz tę warhammerową koleżankę i jej historie o magii, bohaterach i tak dalej. Nie oszukujmy się też - miłośniczka fantasy była sporo ładniejsza. No, ale Brytania woli autentyczność historyczną, zatem zapomnij o szpanowaniu kulami ognia czy odradzających się herosach. Jak tutaj ktoś zginie, to umarł, co dotyczy też królów i generałów.Ale, ale! Wszak jesteśmy na wyspach, a to oznacza bitwy morskie. Brytania próbuje zainteresować cię opowieściami o abordażach, podpalaniu okrętów, desantach i czym tam jeszcze. Tylko szybko okazuje się, że nie ma w tym temacie wiele do powiedzenia, bo chyba postanowiła cały wątek nieco zignorować. Szkoda.