Pół tysiąca bitew może robić wrażenie, trzeba jednak wziąć poprawkę na jedną rzecz - by gra przeglądarkowa była sukcesem, potyczka nie może trwać za długo. Pół godziny byłoby przegięciem, dlatego twórcy zdecydowali się na bardzo dynamiczny system rozgrywania starć, dzięki czemu na prezentacji trwały po kilka minut. Zakładam, że na wyższych poziomach może to wzrosnąć do minut kilkunastu. Powodem jest ograniczenie mapy do trzech linii (stąd skojarzenie z MOBA), chronionych przez wieżyczki (stąd tower defense). Tymi trasami gracze wysyłają do siebie jednostki. Pojedynki rozstrzygane są na zasadzie zwanej „combat chain”, choć to ładne określenie na „papier, kamień, nożyce”. Czołgi niszczą artylerię przeciwlotniczą, artyleria - śmigłowce, a te niszczą czołgi. By nie było zbyt monotonnie, pozostałe typy jednostek zaburzają nieco ten schemat - robi się więc bardziej taktycznie. Nalot może zaatakować dowolne jednostki naziemne, piechota przejąć struktury neutralne i zwiększyć liczbę Command Points, które pozwalają na użycie umiejętności, a drony pozorują ruch tam, gdzie go nie ma. Nie zaryzykuję oceny, czy jest supertaktycznie, ale na pewno bitwy nie są proste. W pierwszej nie do końca jeszcze wiedziałem co robię, a wygrałem. W drugiej usiłowałem kombinować, ale przeciwnik widocznie robił to lepiej - poniosłem klęskę.