Problem pojawia się jednak, kiedy grze zaczyna brakować iskry przy pytaniach. Niby twórcy przygotowali ich ponad 1000, ale powiedziałbym, że połowa jest niespecjalnie ekscytująca - bo czy "Kto uważa, że ma najlepszy fartuch kuchenny?" albo "Kto ustawiłby swoje roślinki na parapecie w alfabetycznej kolejności?" naprawdę ma taki potencjał komediowy? Chyba tylko w bardzo konkretnej grupie, która ma jakąś zabawną historię związaną z fartuchem albo w której znajduje się duchowy ziomek Moniki Geller. A podczas rozgrywki odrobinę za często zdarzały się właśnie takie pytania czy zadania, które nas specjalnie nie bawiły. W tym miejscu warto jednak pochwalić, że gra pozwala na pisanie swoich pytań. Może to być czasochłonne, ale ważne, że taka opcja istnieje.Drugi problem pojawił się niestety po rozegraniu kilku półgodzinnych rund. To jesteś Ty! okazuje się bowiem grą monotonną. Tryb jest tylko jeden i wygląda zawsze dokładnie tak samo - ileś pytań, runda z selfie, pytania, narysuj coś, pytania, końcowe rysowanie z przekazywaniem swojego dzieła kolejnej osobie, by coś dorysowała, koniec, zliczamy punkty. Ta przewidywalność dosyć szybko daje się we znaki. W pewnym momencie robi się zwyczajnie nudno.Nie pomaga, gdy narrator próbuje być śmieszny i ponosi sromotną, kolosalną porażkę. Bardzo fajnie, że mamy pełny polski dubbing, nasz wodzirej stanowi bowiem przyjemne tło dla rozgrywki... dopóki nie zbiera mu się na żarty. Wtedy pierwsza lepsza kostka brukowa wydaje się mieć lepsze poczucie humoru. Z początku działa to jeszcze na zasadzie "tak nieśmieszne, że aż śmieszne", ale po kilku razach, kiedy dodatkowo sama rozgrywka zaczyna nużyć, kolejne gagi wzbudzają już głównie uczucie zażenowania i pragnienie wypełnienia uszu betonem.Z To jesteś Ty! najlepiej pamiętam zatem jakieś pierwsze półtorej godziny, gdy wszystko było jeszcze świeże. Potem monotonia dawała się we znaki, a nieśmiesznych pytań czy zadań robiło się jakby więcej.Poza rywalizacją dla 3-6 graczy, gra oferuje też tryb współpracy dla dwóch osób. Ten wygląda bardzo podobnie, z tą różnicą, że punkty zbiera się wspólnie, a na koniec gra wylicza, jak dobrze znają się grające osoby. Niestety, próbowałem tego i z moją dziewczyną, i z kolegą, i w obu przypadkach było diabelnie nudno. Wracał problem nijakich pytań, a brak większej liczby uczestników uniemożliwiał stworzenie zabawnych interakcji. Dlatego jeśli już bawić się z To jesteś Ty!, to w minimum trzy osoby. A najlepiej w sześć. I tak z godzinkę.Jest to zatem całkiem fajna gra na krótkie dystanse. Tak, żeby zaprosić znajomych, rozegrać z dwie partyjki, a potem czym prędzej przejść do czegoś innego, zanim pojawi się więcej ziewnięć niż uśmiechów. Dużą zaletą To jesteś Ty! jest też fakt, że do 26 października gra jest darmowa dla osób z Plusem. Potem jednak trzeba będzie już za nią płacić 79 zł, co wydaje mi się trochę niekorzystną ceną. Nawet jeśli gra ma zaskakująco atrakcyjną oprawę i potencjał na kilka zabawnych scen.W grę można grać przez sieć, ale wiążą się z tym dwa problemy. Po pierwsze natura To jesteś Ty! sprawia, że tytuł działa przede wszystkim w realnym towarzystwie. Ta atmosfera spotkania jest tutaj kluczowa. Po drugie możemy łączyć się tylko jako jeden gracz, więc nici z zaproszenia dwójki znajomych i połączeniu się wspólnie z drugą grupą, która z jakiegoś powodu nie mogła przyjść.