Ludzkie maszyny Swoboda poruszania to jedno, jednak po zdobyciu odpowiedniej liczby punktów pojawiają się tytułowe tytany. Dosłownie z nieba spadają i jest to razem z animacją wsiadania do kabiny jeden z bardziej pamiętnych momentów meczu. Tytan łapiący w metalową dłoń człowieka i zamykający go w kabinie, gdzie po sekundzie mroku rozświetlają się monitory pokazujące, co jest na zewnątrz sprawia, że czuje się więź z tą maszyną. Podobnie zadbano o ich animacje - tytany są bardzo ludzkie, faktycznie sprawiają wrażenie drugiej postaci - zwłaszcza, że wyposażono je w niezłe AI. Można tytana opuścić, a on dalej będzie ostrzeliwał wrogów, gdy ja w tym czasie przemieszczam się po ścianie w stronę wroga, by zeskoczyć mu na kabinę i przestrzelić obwody. Podoba mi się, że nie zrobiono z mechów bogów - owszem, da się rozdeptać wrogiego pilota, dwóch czy strzelać do ludzi jak do kaczek. Ale sprawny gracz może zajętego walką mecha zaatakować znienacka i jeśli wrogi pilot nie wyposażył maszyny w elektryczny dym do strącania piechurów, to marny jej los. Jeśli zaś dym ma, to nie ma tarczy wyłapującej pociski, więc seria rakiet w kluczowe świecące na czerwono punkty położy kres rządom tytana. Żołnierz ma z maszyną spore szanse. Ba, można ukończyć mecz nie wsiadając do żadnej. Na kilkanaście godzin spędzonych z grą, w tytanach spędziłem kilkadziesiąt minut - nie tylko dlatego, że szybko je traciłem. Czasem nie czułem potrzeby, wolałem wykorzystywać kamuflaż, rakiety, materiały wybuchowe i zakamarki terenu, by prowadzić walkę partyzancką. Ludzie z Respawn zadbali o balans rozgrywki i chwała im za to. Nie licząc przegiętego z początku pistoletu, który sam namierza cele...