Poza klasycznym reagowaniem na zgłoszenia w This Is the Police prowadzimy też śledztwa. W tym elemencie mamy większy wpływ na efekt pracy. Najpierw nasi detektywi zbierają dowody i przesłuchują świadków, co daje nam dostęp do serii fotografii obrazującej popełnione przestępstwo. Następnie musimy je ułożyć we właściwą sekwencję na podstawie wcześniej zebranych materiałów. Potem wystarczy już wysłać patrol po delikwenta i sprawa zamknięta.Może w takim razie po prostu ignorujmy potrzeby podkomendnych i każmy im tyrać w nieskończoność? Też nie bardzo, bo przytrafiają im się różne sytuacje. O ile można śmiało odmówić komuś wolnego, bo w sklepie z ciuchami jest wyprzedaż, to zabronienie pojechania do szpitala, w którym leży potrącona przez samochód matka policjanta, jest już nieludzkie. Prawda jest taka, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby postąpić jak zimny drań, ale jeśli przesadzimy, to prędzej czy później ktoś złoży na nas skargę, a to będzie sporo kosztować.Bo choć w This Is the Police chodzi o zbieranie kasy, będziemy też musieli ją wydawać. Twórcy co prawda oszczędzili nam zarządzania policyjnym budżetem, ale czasem jesteśmy zmuszeni zabulić z własnej kieszeni. Jeśli komisja dyscyplinarna, albo nawet prokurator, uzna, że jesteśmy winni zarzucanego nam czynu (a zwykle uznaje), nie tylko obetnie nam pensję, ale zabierze też część zgromadzonych oszczędności. Raz straciłem tak ponad 200 tysięcy dolców i 90% wynagrodzenia.Straty finansowe możemy co prawda minimalizować, uciekając się do zastraszania świadków, przekupywania związków zawodowych, by te nie protestowały w związku z niesłusznym zwolnieniem pracownika i stosując inne, nie do końca legalne sposoby. Ale to też kosztuje. Po śmierci policjanta spada morale na całym posterunku, ale zaradzi temu biskup, który za jedyne 12 tysięcy dolarów osobiście odprawi nabożeństwo i podbuduje ducha załogi.Skoro przy nielegalnych metodach jesteśmy, pora pomyśleć trochę o sobie i jakoś uzbierać te pół bańki zielonych. Przyznam szczerze, że po pierwszych dwóch godzinach gry poważnie zacząłem się zastanawiać, czy cel ten w ogóle można zrealizować. Okazuje się jednak, że wcale nie jest to takie trudne.Możliwości mamy naprawdę sporo. Na przykład współpraca z mafią, która prześle nam pewną sumę w zamian za przymknięcie oka na jakieś przestępstwo, porzucenie śledztwa czy użyczenie kilku policjantów. Do tego dochodzą też specjalne zlecenia od różnych osobistości Freeburga. Właściciel magazynu z przyjemnością zapłaci 10 tysięcy dolarów za to, że nasi ludzie pojadą zrobić porządek ze strajkującymi pracownikami. Można też zebrane dowody zbrodni przekazać nie do policyjnej piwnicy, a na czarny rynek, warto tylko pamiętać, żeby od czasu do czasu podzielić się z resztą policjantów, bo inaczej postępowanie murowane…Nic nie stoi też na przeszkodzie, by wzbogacić się zupełnie legalnie. Na wypłatę nie ma co liczyć, ale można dostać całkiem niezłe premie. Rozbicie gangu to kilkadziesiąt, a czasem nawet kilkaset tysięcy dolarów. Ujęcie grasującego po mieście seryjnego mordercy to też konkretna kasa, choć tutaj trzeba uważać, bo mi się nie udało. Efektem tego była nałożona na mnie bolesna kara finansowa i zwolnienie połowy policjantów.Właśnie to jest w This Is the Police najpiękniejsze. Konieczność wytyczenia granicy, której jednak się nie przekroczy. I to nie Jackowi Boydowi, tylko sobie. Prosty przykład: mafia chce, bym wysłał praktycznie wszystkich swoich funkcjonariuszy do osłaniania transportu narkotyków. W tym samym czasie grupa napastników urządza strzelaninę w lokalnej podstawówce, co też wymaga odpowiednio silnej ekipy. No i co teraz? Wiem, że w pierwszym przypadku zarobię naprawdę duże pieniądze, ale kosztem życia małych dzieci. Jednak wybieram strzelaninę, odbiję sobie innym razem. A mafia niech się pieprzy, jak zaczną podskakiwać, ja zacznę utrudniać im życie.Dosłownie i w przenośni, bo This Is the Police to przede wszystkim historia Jacka Boyda, człowieka oddanego swojej pracy, ale też wcale nie tak krystalicznie czystego, jak można by zakładać. To przede wszystkim twardo stąpający po ziemi cynik, który chętnie wyśle patrol by pomóc staruszce przejść na pasach, a po chwili każe tym samym policjantom skatować kogoś w sali przesłuchań.