The Wolf Among Us - recenzja. Wilk przebije The Walking Dead?

Strona głównaThe Wolf Among Us - recenzja. Wilk przebije The Walking Dead?
15.10.2013 14:15
The Wolf Among Us - recenzja. Wilk przebije The Walking Dead?
marcindmjqtx
marcindmjqtx

Święty Graal, kamień filozoficzny, kura znosząca złote jajka czy inny cudowny przepis na grę roku jest w posiadaniu Telltale Games. Wystarczy dodać materiał źródłowy!

Tak jak kiedyś LucasArts (Lucasfilm Games) ze swoim interfejsem SCUMM, tak dzisiaj studio Telltale Games opracowało metodę na tworzenie kolejnych historii w opracowanych przez siebie ramach. Zajęło to kilka lat i opłacone było kilkoma mniejszymi lub większymi sukcesami. Nie mam żadnych wątpliwości, że ekipie odpowiedzialnej za grę roku 2012 (The Walking Dead) udało się przenieść wszystko to, co czyniło TWD wyjątkowym, do The Wolf Among Us.

„Baśnie” ”Baśnie” to seria komiksów autorstwa Billa Willinghama wydawana od 2002 roku przez Vertigo (markę DC Comics). Komiks traktuje o bohaterach bajek, baśni i opowieści ludowych, którzy są zmuszeni do opuszczenia baśniowej krainy i zamieszkania w Nowym Jorku. Nie mają z tym większych problemów Królewna Śnieżka czy Bella („Piękna i Bestia”), ale już krasnoludki czy sam Bestia nie mogą się pokazać na ulicy. Każdy odbiegający wyglądem od przyjętego standardu musi więc zadbać o stosowny czar/aurę, który ukryje ich prawdziwe oblicze i pozwoli zamaskować się pod postacią człowieka. Kogo nie stać na opłacenie zaklęcia, ląduje na Farmie za miastem, która w praktyce stanowi więzienie.

The Wolf Among Us

Mieszkańców Fabletown dotykają te same problemy co nas wszystkich: bogaci się bogacą (bo udało im się uciec z krainy baśni ze skarbem), a biedni biednieją, próbują wiązać koniec z końcem, popadają w marazm, alkoholizm i prędzej czy później lądują na farmie. Porządku wśród bajkowych istot pilnuje szeryf Bigby Wolf. Nikt inny jak Wilk z bajek o Trzech Świnkach i o Czerwonym Kapturku. To właśnie poczynaniami Szeryfa Bigby'ego przyjdzie wam pokierować w TWAU.

Baśnie to wyjątkowy pomysł, nie tylko dla gry. Oryginalny, interesujący i nieprzestający zaskakiwać. Do tego niesłychanie znajomy - jak same bajki. Wielokrotnie zdarzy się Wam skojarzyć jakiś szczegół, który znacie z bajki, a który w TWAU przyjmuje formę drobnego smaczku czy puszczenia oka w stronę widza. Poznacie inne, mroczniejsze spojrzenie na dobrze Wam znane wydarzenia, które nie przyszło Wam nawet do głowy. W ciągu dwóch godzin bajki, które znacie od dzieciństwa, zostaną Wam przedstawione w zupełnie innym świetle. W TWAU chce się grać również z innego powodu - by przekonać się, jak daleko idące odstępstwa i zwariowane interpretacje tych bajek zaproponują Wam scenarzyści.

Neon-noir Gra czerpie garściami z dorobku kina noir. Nowy Jork, w którym jasno robi się tylko po to, by lepiej móc przyjrzeć się miejscu zbrodni. Bigby, który w rozmowie jest szorstki jak pumeks. Okrutne morderstwo i zabójca ukrywający się wśród mieszkańców Fabletown. Wszystko wskazuje na to, że poszukiwany jest jednym z nich.

The Wolf Among Us

TWAU nadaje temu schematowi własny szlif dodając do palety kolory rodem z lat 80. Noc jest ciemna, ale pełna neonowych odcieni kolorów. Paleta przypomina odrobinę tę znaną z innego komiksu - „Strażników” Alana Moore'a i Dave'a Gibbonsa. Te kolory to jedyne nawiązanie do epoki. Cała reszta, tj. projekt postaci czy muzyka są absolutnie ponadczasowe.

Na szczególną uwagę zasługuje gra aktorska. Wszystkie postacie bez wyjątku zagrane są bardzo dobrze. Wybija się Bigby, który brzmi jak połączenie Clinta Eastwooda z Johnem Wayne'em, nadając każdemu słowu ton zmęczenia i zobojętnienia.

Parówka z wilka W TWD było gry tyle co mięsa w parówkach. Zaledwie kilka ciasnych lokacji z listą czynności czy przedmiotów do policzenia na palcach jednej ręki. Skoro The Wolf Among Us jest powieleniem tych rozwiązań, to i tu nie możecie spodziewać się niczego więcej. Kolejne elementy do obejrzenia czy dotknięcia służą tylko i wyłącznie za sposób na odpalenie skryptu i pchnięcia akcji o krok dalej.

Najważniejsze decyzje w TWAU podejmuje się nie analizując zawartość plecaka, a w czasie rozmów, pojedynków czy pościgów. Nie ma więc czasu na dumanie i szukanie najkorzystniejszej odpowiedzi w prowadzonym dialogu. Wyborów dokonuje się w mgnieniu oka. To sprawia, że akcja jest wartka, ale też naturalna, bo rozmówcy nie patrzą sobie w oczy przez np. 3 minuty nim zdecydujemy w końcu, by nasz bohater wydusił z siebie dwa zdania.

The Wolf Among Us

Nie obyło się bez usterek typowych dla TT. Gra wciąż zaczyna się jeszcze zanim zakończy się ładowanie i kilka pierwszych sekund sceny "czka". Ale to drobnostka i występuje może trzy razy w czasie trwania całego epizodu. Z pewnością nie jest to powód, dla którego należy sobie grę odpuścić.

Werdykt Formuła przyjęta przez TT to ziszczenie moich marzeń: gra napędzana rozmowami i scenariuszem, na który mam wpływ. Postęp nie zależy od zręczności i szybkości. Przychodzi sam. Historia opowiedziana sposobem TT jest jak rzeka, która płynie czy się w to zaangażujemy, czy nie. Jedyne co nam zostaje to wybrać koryto, którym ma popłynąć.

W The Wolf Among Us koniecznie należy zagrać. Nie ma żadnego wytłumaczenie dla pominięcia tego tytułu, chyba że ktoś nie umie czytać/nie zna języka angielskiego. W takim wypadku należy koniecznie poprosić kogoś kto ten język zna, by zagrał z nami i tłumaczył na bieżąco. Naprawdę.

Marcin Jank

The Wolf Among Us Episode 1: Faith ukazał się na PC, Mac i Xbox Live Arcade, na PSN ma się pojawić niebawem.

Udostępnij:
Komentarze (0)