The Walking Dead to znakomita gra. Poproszę jeszcze raz to samo, tylko bez zombie

Strona głównaThe Walking Dead to znakomita gra. Poproszę jeszcze raz to samo, tylko bez zombie
13.12.2012 16:25
The Walking Dead to znakomita gra. Poproszę jeszcze raz to samo, tylko bez zombie
marcindmjqtx
marcindmjqtx

Jeśli graliście kiedyś w papierowe RPG, to może kojarzycie taki typ człowieka - gdy cała drużyna próbuje się wczuwać w swoje postaci i odgrywać role, on wcina głośno czipsy i siorbie colę, a w samej grze zachowuje się jak kretyn, wrzeszcząc do wszystkich "dupa!". Przypomniałem sobie o nim, gdy ostatnio grałem (wreszcie!) w The Walking Dead.

By była jasność już od początku: bardzo, ale to bardzo mi się ta gra podoba. Jak żadna inna potrafi pokazywać wiarygodne relacje między ludźmi, jest pełna niezwykłych, pełnokrwistych postaci i angażuje emocjonalnie, w dodatku mocno jak cholera. Ja się w takie rzeczy zawsze strasznie wkręcam, podczas rozgrywki niesamowicie przejmuje się losem poszczególnych postaci, przywiązuje się do nich i nawet łzę w kluczowych momentach potrafię uronić.

Problem w tym, że od czasu do czasu w tej grze trafiają się zombie i wtedy czuję się, jakby mnie ktoś uderzył mokrą ścierą w twarz. No bo jak to tak? Ja się wczuwam, śmieję się i płaczę, gdy śmieją się i płaczą bohaterowie gry, a tu nagle wychodzi na mnie groteskowe monstrum bez dolnej szczęki i robi "buaaaa".

No naprawdę, śmiertelnie się przeraziłem. To już bym wolał, żeby powiedziało "dupa", przynajmniej byłoby zabawnie.

Bueeeee.

Zombie zombie zombie Mówiąc szczerze, uważam zombie za jedną z najbardziej wyświechtanych i nieciekawych popkulturowych motywów. Apokalipsy żywych trupów nie da się sensownie wyjaśnić (pokażcie mi choć jedną sytuację, która nie wywołuje zawodu), a przez nadużywanie makabry i zgnilizny, trudno jest traktować te historie poważnie.

Oczywiście - The Walking Dead to gra na licencji. Wszystkie zarzuty dotyczące braku kreatywności idą więc raczej w stronę Roberta Kirkmana, twórcy komiksu, niż ludzi z Telltale Games. Paweł Kamiński z naszej redakcji przez długie godziny próbował mnie przekonać, że zombie mają być The Walking Dead opozycją do ludzi, że z drugiej strony to oni w sumie są tymi "żywymi trupami", a nie same umarlaki i że przecież to jedyny sposób, żeby postawić ludzi w tak ekstremalnej sytuacji. Prywatnie nadal tego nie kupuję - zagładę ludzkości tego typu mogłaby wywołać choćby jakaś katastrofa naturalna albo epidemia supergrypy.

Wersja skrócona: nie lubię i już.

A człowiek człowiekowi wilkiem Mimo wszystko spróbowałem zagrać w The Walking Dead. Początkowo tylko z dziennikarskiego obowiązku - skoro tak wiele osób zachwycało się tą grą, to postanowiłem sprawdzić, o co tyle szumu - ale ostatecznie muszę przyznać, że to zdecydowanie najważniejsza produkcja tego roku, którą będziemy wspominać jeszcze przez wiele lat. Twórcom z Telltale Games udało się stworzyć grę angażującą emocjonalnie w stopniu do tej pory niespotykanym.

Rodzinny obiad zawsze na propsie

Ma się rozumieć, momenty z zombie i tak są dla mnie nie do przetrawienia. Totalnie wybijają mnie z rytmu, zamiast przerażać czy podnosić adrenalinę - śmieszą. Nie potrafię, stety albo niestety, na poważnie odnieść się do uczuć bohaterów, jeśli dotykające ich problemy są tak totalnie abstrakcyjne. Zawsze z tyłu głowy siedzi mi myśl "ale oni uciekają przed zombie... A zombie nie istnieją". Gra mnie wciąga, ale nie umiem traktować jej do końca poważnie.

Ale nie to jest tutaj w sumie najważniejsze. Sukces The Walking Dead skłania mnie bowiem do zastanowienia się czy możliwe jest stworzenie podobnie angażującej gry, z podobną albo nawet taką samą mechaniką, ale bez jakichkolwiek fantastycznych tudzież nadprzyrodzonych elementów. Moim zdaniem? To jak najbardziej możliwe.

Chciałbym zobaczyć grę o zwykłych ludziach w obliczu codziennych problemów. Dlaczego w ten sposób nie można opowiedzieć historii nastolatka dręczonego w szkole? Dlaczego nie można opowiedzieć o kryzysie wieku średniego? Albo o grupie przyjaciół, z których jeden nagle dowiaduje się, że jest śmiertelnie chory? To oczywiście tylko kilka wymyślonych naprędce przykładów. Chciałbym, potwornie chciałbym zobaczyć grę obyczajową - opowiadającą o realnych problemach zwykłych ludzi. Bez jakiejkolwiek postapokalipsy, jakiegokolwiek ratowania świata i bez - przede wszystkim - nadęcia i patosu.

Heavy Rain - gra obyczajowa?

Heavy Rain starało się - trochę! - być taką produkcją, ale i tam musiał znaleźć się agent służb specjalnych z gadżetami o magicznych mocach. No i jednak rozgrywka to jeszcze "nie było to" - ciężko mi się zaangażować emocjonalnie w grę, w której problem sprawia mi otworzenie szafki.

The Walking Dead pokazuje jednak, że "się da". Można poświęcić rozgrywkę na ołtarzu fabuły i wyjść z tego obronną ręką. Można stworzyć grę, w której nie zabija się setek wrogów. Nawet jeśli mechanika jest ograniczona do minimum - albo wręcz nie istnieje - to granie ciągle może być pasjonujące. Może i jest w tym coś zbliżonego do oglądania interaktywnego filmu, ale, mówiąc szczerze, w ogóle mi to nie przeszkadza. Liczą się przecież emocje - im silniejsze, tym lepsze.

W okolicach premiery Heavy Rain zastanawialiśmy się, jakie następne gry po nim przyjdą. The Walking Dead jest jedną z nich, inspiracje i rozwiązania widać gołym okiem. Teraz poproszę o następny krok do przodu, tylko już bez zombiaków. Naprawdę nie są potrzebne.

Tomasz Kutera

327130165636519978
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)