Można też wreszcie szukać skarbów na własną rękę i odwiedzać poboczne lochy, pokoje wyzwań etc. Wiążą się z nimi skarby, ale to tylko pieniądze, a nie żadne tam miecze „+20 do bólu łydki”. Uzbieraną sumę można następnie zainwestować w ekwipunek czy naklejki, ulepszające zdolności bohatera. Da się też wreszcie zająć chodzeniem po chałupach i pomaganiem ludziom. Jedna z pierwszych postaci, jaką spotkałem zażyczyła sobie nazbierania dla niej sztucznych wąsów. Co brzmi fajnie, ale ostatecznie polegało na kręceniu się po lokacjach i zabiciu tylu wrogów, żeby losowy generator łupu w końcu obdzielił mnie odpowiednią liczbą takowych.Największą bolączką The Swords of Ditto nie jest jednak powtarzalność, lecz fakt, że developerzy nie pozwolili sobie na odrobinę więcej luzu. Gra przypomina gościa, który chce mieć w grupie opinię śmieszka, ale jest sztywniakiem i potrafi wykrzesać z siebie zaledwie parę żartów.W dodatku takich niespecjalnie wyrafinowanych. Miasto rodem z fantasy, w którego centrum stoi budka z odnawiającymi zdrowie hot-dogami? A to dowcipne... Wow, można opychać się też czekoladą i donatami? Czy ten pistolecik do aktywacji odległych przycisków nie wygląda przypadkiem jak karabin na śmigus dyngus? Niech ktoś zatrzyma tę karuzelę śmiechu, bo do naciągnięcia mięśnia brzucha blisko... Przez to wszystko ładnie narysowany świat pozostanie ostatecznie w mojej pamięci nijaki. Wydane jakiś czas temu Pit People pokazało natomiast, że powściągliwość i przesadna inteligencja to nie zawsze cechy rzeczy śmiesznych. Przesyłając mi kod do wersji recenzenckiej, nasz miłościwie panujący naczelny zgrabnie przechrzcił nawet grę na... (tak, dobrze myślicie) i myślę, że jego wersja miałaby dalece większy potencjał.Oprawa graficzna to bez wątpienia jeden z największych atutów całego projektu. Świat wygląda baśniowo i jest pełen detali. Zadbano nawet o takie szczegóły jak różne kształty anten satelitarnych na dachach. Nieco przeszkadzać może fakt, że losowość sprowadza się tu wyłącznie do zmiany układu takich samych za każdym razem pokoi. Domyślam się jednak, że wynika to z ograniczeń stawianych przez obraną konwencję. Warto natomiast dodać, że kolejne podróże o 100 lat w przyszłość nie wiążą się z jakimikolwiek zmianami w teksturach. Jak poszukacie wspomnianych zapisków, znajdziecie jednak wyjaśnienie tego faktu.Za The Swords of Ditto przemawia też tryb kooperacji (tylko przy jednym ekranie). Przed premierą nie bardzo miałem z kim go przetestować, w trakcie gry natrafiłem natomiast na parę elementów przygotowanych z myślą o duecie jak druga dźwignia do drzwi, nie mająca w solowej zabawie zastosowania. Nie znajdziecie tu nic więcej niż w grze singlowej, ale nie od dziś wiadomo, że dobry kompan i szklanka pienistego napoju potrafi umilić każdą przygodę.