Jak podaje strona Exoskeleton Report, różnego rodzaju wojskowe egzoszkielety są aktualnie testowane i rozwijane w Stanach Zjednoczonych, Chinach, Kanadzie, Korei Południowej, Wielkiej Brytanii, Rosji i Australii (i mowa tu tylko o projektach, o których istnieją publiczne informacje). Mimo że pisarze SF snuli wizje na ich temat jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku, w rzeczywistym świecie jest to temat dość nowy - po raz pierwszy usłyszeliśmy o nich w 2010 roku.Do prac nad egzoszkieletami, mającymi znaleźć zastosowanie w warunkach bojowych, przyznały się wtedy firmy Lockheed Martin i Ekso Bionics (ich projekt nosi nazwę HULC) oraz Sarcos Robotics i Raytheon (XOS i XOS2). Swoją drogą - wystarczy spojrzeć na te nazwy, by zdać sobie sprawę, że faktycznie żyjemy już w cyberpunku. Wymienione projekty charakteryzowały się przede wszystkim tym, że były duże, z ciężkim, obejmującym całego człowieka szkieletem i wymagały do działania dużych zasobów energii.I to właśnie wymagania energetyczne ostatecznie stanęły na przeszkodzie w dalszym rozwoju tych projektów. Sarcos i Raytheon wprost przyznały się później, że rozpoczęły rozwijanie XOS-a i XOS-a 2 z nadzieją, że technologiczne możliwości baterii zwiększą się bardziej, niż to faktycznie nastąpiło.Lockheedowi i Ekso poszło nieco lepiej - ich pancerz po licznych usprawnieniach i modyfikacjach zyskał możliwość działania około kilku godzin. Jednak również tutaj ostatecznie natknięto się na dość zabawny paradoks - zwiększanie czasu działania wymagało użycia większej baterii, której ciężar zwiększał zapotrzebowanie energetyczne całego szkieletu. I ot, pułapka bez wyjścia.Nic dziwnego więc, że laboratoria wojskowe i naukowcy zaczęli się zastanawiać również nad rozwiązaniami nieco mniej ortodoksyjnymi. Pod koniec 2014 roku amerykańska DARPA (Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności) przekazała 2,9 miliona dolarów Instytutowi Wyssa, działającemu na Uniwersytecie Harvarda. Pieniądze miały pomóc w dalszym rozwijaniu opracowanego tam tzw. miękkiego egzoszkieletu.Projekt ten nie bazuje na ciężkich, metalowych częściach, a tkaninach. Jego poszczególne elementy mniej przypominają więc hydrauliczny pancerz, a bardziej zwyczajne ubranie. Tyle tylko, że umieszczone w odpowiednich miejscach elementy zaprojektowane są tak, by naśladowały działanie ludzkich mięśni. Czujniki, połączone z niskoenergetycznym procesorem, wspierają stawy człowieka i pozwalają mu na efektywniejsze przemieszczanie się.Cel ich użycia miałby być podobny, jak w przypadku pełnych pancerzy, rodem z The Surge - umożliwienie żołnierzowi przenoszenia cięższych ładunków. Nie pozwolą one wprawdzie na uniesienie 100 kilogramów w rękach, ale w rzeczywistych warunkach bojowych być może wcale nie jest to potrzebne. Wystarczy, że człowiek będzie w stanie swobodnie pokonywać większe odległości z dużym ładunkiem na plecach.Mechaniczne egzoszkielety, wspomagające człowieka, to oczywiście tylko jedna strona medalu. Drugą są roboty autonomiczne, które w najbardziej wymagających zadaniach czy warunkach bojowych będą w stanie zastąpić go całkowicie. I chociaż robotyka może się wydawać dziedziną zepchniętą w XXI wieku na trochę drugi plan przez informatykę, to i w niej dzieją się fascynujące rzeczy.Prym wiedzie tu z pewnością należąca jeszcze do Google’a firma Boston Dynamics (chociaż technologiczny gigant od końca zeszłego roku szuka na nią nabywcy, najpoważniejszymi kandydatami są rzekomo Toyota i Amazon). Prezentowane przez nią roboty są w stanie (w teorii) osiągnąć znacznie więcej niż człowiek korzystający z jakiegokolwiek egzoszkieletu.