Dodatków. Ta seria to tysiące nowych przedmiotów, strojów czy możliwości interakcji i rozwoju podopiecznych. Tymczasem w przypadku konsolowego portu dostajemy albo "golasa", albo Imprezową Edycję Specjalną zawierającą głównie kosmetykę. Jest jeszcze możliwość dokupienia zestawu trzech dodatków - Wampiry, Styl dawnych lat i Miejskie życie - ale to trochę mało. Szczególnie, że tydzień przed wydaniem wersji konsolowych miała miejsce premiera dużego dodatku Psy i koty.Tylko jest to niezwykle trudne w sytuacji, w której muszę wskazać samym czubkiem kursora szklankę, którą mój Sim powinien włożyć do zmywarki. Dużo lepiej sprawdziłby się system, gdzie albo kursor „przykleja się” do najbliższego obiektu, albo po prostu da się wywołać menu kontekstowe z choćby podstawowymi czynnościami możliwymi do wykonania przez kontrolowaną postać. Jeszcze pół biedy, jeśli muszę wybrać coś dużego w świecie gry, ale przy małych przedmiotach praktycznie zawsze potrzebna jest pauza, co psuje rozgrywkę.Co ciekawe, poruszanie się po elementach interfejsu działa właśnie na zasadzie bezpośredniego przełączania się między poszczególnymi możliwościami. Choć z tym działaniem też różnie bywa, bo cały interfejs potrafi się czasem zawiesić, kiedy indziej przeskoczyć parę pozycji albo aktywować coś, czego wcale nie chcieliśmy.Do tego dochodzą dziwne decyzje projektowe, jak na przykład ta, że w świecie nie da się nic zrobić przy włączonym którymkolwiek panelu informacyjnym. Te panele to zresztą osobna kwestia, bo najważniejszy, czyli z bieżącymi potrzebami Simów, ciągle wyświetla dymki z opisem danej potrzeby, które skutecznie zasłaniają poszczególne wskaźniki. Do d-pada też można było przypisać bardziej przydatne funkcje, a nie przełączanie widoku ścian. Bo jeśli już coś przełączać, to albo tryby życia i budowania, albo nie wiem - poszczególne okna i zakładki? Bo o możliwości przypisania pod „strzałki” wybranych, najczęściej używanych funkcji nawet nie marzę.Ale żeby tylko nie narzekać, pewne rzeczy wyszły w porcie bardzo dobrze. Gra działa płynnie i rzadko gubi klatki, a nawet jeśli, to na przykład w trakcie przełączania między trybem życia i budowy, albo przechodzenia do innych lokacji w miasteczku - na parę sekund, po których wszystko wraca do normy. Edytor postaci działa tak samo jak ten pecetowy i można zrobić w nim dokładnie to samo, przy czym wcale nie jest to trudniejsze. Miło też, że po wciśnięciu lewej gałki gra zawsze wyświetli schemat sterowania odpowiedni do danego trybu. Tylko że to mimo wszystko za mało. Jeśli na konsolową wersję czekaliśmy tak długo, to powinna być ona dopracowana pod każdym względem, a nie tylko w wybranych chyba losowo elementach.I taki oto jest ten port - zepsuty, nieprzemyślany, momentami sprawiający wrażenie amatorskiego projektu, a nie konsolowej wersji jednej z najpopularniejszych gier na świecie. A najgorsze, że spod tych wszystkich kiepskich, irytujących i zwyczajnie męczących rozwiązań nieśmiało wyglądają Simsy krzycząc: „Hej! To nadal my!”. I tylko dlatego konsolowe The Sims 4 dostaje taką notę. Bo gdyby oceniać sam port, byłoby przynajmniej jedno oczko niżej. Kupujcie tę wersję tylko w sytuacji, w której albo nie macie peceta, albo nie jest to maszyna zdolna odpalić gry.