O wiele ciekawsze są zabawy w architekta. Przede wszystkim dlatego, że obok zdefiniowanych konstrukcji typu dom, altana czy ognisko, The Forest oferuje także całą gamę prostych elementów jak fundament, podłoga, schody lub dach. Stwarza to duże możliwości, jeżeli chodzi o zaprojektowanie wymarzonej nieruchomości. Po wybraniu elementu, w świecie gry po prostu pojawia się jego zarys i możemy nim manewrować do woli, dopóki nie znajdzie się tam, gdzie chcemy. Potem po prostu biegamy w poszukiwaniu materiałów i wypełniamy zarys elementami. W porównaniu do pierwszych wersji działa to naprawdę nieźle, ale i tak gra miewa syndrom Fallouta, gdzie spasowanie niektórych obiektów ze sobą graniczyło z cudem.Zwykle w momencie, gdy jesteśmy już w połowie konstrukcji, przypomną nam o sobie ludożercy. Na wyspie żyją generalnie w swoich wioskach, tych zaś można łatwo unikać. Przeciwnicy potrafią za to zaobserwować wykarczowanie znacznej liczby drzew czy tlące się między drzewami ognisko. W razie spotkania wiele zależy od poziomu trudności i poświęconego na rozgrywkę czasu. Na początku warto po prostu uciec i przeczekać do momentu aż wrogowie opuszczą naszą wioskę. Z drugiej strony na normalnym poziomie trudności posiekanie odwiedzających nas gości siekierą jest tak proste, że aż do rozważenia. Z biegiem czasu kanibale przestają być zagrożeniem, gdy tylko gracz rozwinie się i otoczy własne domostwo pułapkami.Mi taki stan rzeczy do szczęścia w pełni wystarcza, zwłaszcza, że odważniejsi mają do wyboru także tryb hardkorowy. O wiele bardziej pasowało mi jednak zwiedzanie ciekawych miejsc, których trochę na wyspie znajdziemy. Jedną z większych zalet gry jest to, że nie ogranicza się ona do walk z mieszkańcami wyspy. Spodziewaliście się kiedyś, że wizyta w takim miejscu może wiązać się z noclegiem na luksusowym jachcie? Albo że w ciemnych jak grób jaskiniach znajdziecie przeogromny magazyn dóbr? Dużo czasu spędziłem też próbując wspiąć się na ogromną górę, przykrytą śniegiem i walcząc po drodze z odmrożeniami. Ogółem świat The Forest jest całkiem spory, choć oczywiście wciąż daleko mu nawet do przeciętnie rozległego Fallouta 4. Widać, że twórcom bardziej zależało na tym, by każda lokacja miała własny charakter.Ponarzekałbym za to na dość dziwne działanie ekwipunku. Nasz bohater niby jest w stanie dźwigać na plecach zestaw przedmiotów nie mniej imponujący niż wakacyjny bagaż rodziny z dwójką dzieci, wszystko zależy jednak od tego, co chcemy przenieść. Ograniczenia ilościowe dotyczą bowiem konkretnych przedmiotów. Cały czas mam w pamięci rozczarowanie, jakie przyszło w momencie, gdy po raz pierwszy znalazłem skrzynię dynamitu. Już widziałem siebie obrzucającego kolejnymi laskami wszystko na swojej drodze, a tymczasem... okazało się, że mogę posiadać w ekwipunku zaledwie kilka. Chociaż pojedynczy ładunek zajmuje mniej miejsca niż patyk czy kamień, ich wyrzucenie nie sprawia, że mogłem zabrać choćby jeden więcej. Do skarbu było natomiast tak daleko, że ostatecznie oberwało tylko parę sarenek i moje domostwo.Jak już wspomniałem, The Forest działa na silniku Unity i pokazuje, że takowy nie może być już dłużej kojarzony z tanim, byle jakim narzędziem dla początkujących jak jeszcze kilka lat temu. Wszystko jest tu na swoim miejscu. Dalej można zachwycać się wycinką drzew, której towarzyszą ślady wgryzającego się w drzewa toporka. Słabo wyglądają jedynie obiekty na dalszym planie, ale za to nie ma już śladów po słabej optymalizacji. Spadki płynności w pierwszych buildach były wręcz wizytówką gry. Z kwestii technicznych ponarzekałbym także na polską wersję językową. Miło, że jest, szkoda tylko, że przygotowywano ją w oparciu o translator. Stąd oczy kaleczyć wam będzie składnia na poziomie „Kali jeść” czy „zapisać grę” zamiast „zapisz”.Po tygodniu całkiem udanej zabawy odnoszę jednak wrażenie, że The Forest nie udało się stać grą na lata. Nie chodzi tu wcale o fabułę, która choć krótka, potrafi zaskoczyć i pokazuje, że nie do końca trafiliśmy na skraj cywilizacji. To produkcja oczywiście całkiem rozbudowana, robiąca w pierwszych chwilach bardzo duże wrażenie, nie widzę jednak w niej większego potencjału, by grać w to dłużej niż 15-20 godzin. Dzięki multi (to samo, ale z kumplami) znajdzie się zapewne sporo graczy spędzających całe dnie na budowaniu na wyspie własnych miasteczek, ale z mojej perspektywy, gra znów odsłoniła za szybko wszystkie karty. Szacunek jednak dla Endnight Games za znaczne rozbudowanie talii. W tej chwili i przy obecnej cenie, jest to rzecz jak najbardziej do polecenia.(*) – Nie ma czegoś takiego jak druga świeżość. Jest po prostu zepsute.