Oczywiście szybko okazuje się, że za wszystko, co tutaj złe, odpowiadają tajemne, mroczne moce, a cała historia ustawia się komfortowo w wygodnych torach tradycyjnego fantasy, ale nie zmienia to faktu, że jej wyjściowy problem pozostaje jasny i czytelny. Pakujący imigrantów do więzień włodarze krainy współpracują oczywiście z mrocznym, daedrycznym kultem, nie ma tu więc co liczyć na bliższe prawdziwemu światu niuasne, ale przynajmniej serce ma ten dodatek po odpowiedniej stronie.Stąd też po raz kolejny grając w Elder Scrolls Online człowiek łapie się na tym, że główny wątek jest na tyle ciekawy, dobrze napisany i wciągający - nie mniej niż w jakiejkolwiek grze z tego cyklu dla pojedynczego gracza - że da się w to grać z całkowitym pominięciem aspektów MMO. Gra zresztą zdaje się doskonale o tym wiedzieć już od dawna. To przecież dlatego trzy lata temu wprowadzono “Tamriel Unlimited” - zmianę w grze, po której wszystkie zadania i przeciwnicy są skalowane do poziomu gracza.To wszechobecne w Elder Scrolls Online skalowanie jest również charakterystyczne dla gier Bethesdy dla pojedynczego gracza, ale w świecie MMO jest dosyć niespotykane. Potrafi więc wzbudzać wątpliwości i nie każdemu przypadnie do gustu. Ja, po kolejnych godzinach z tą grą, przekonuje się, że jest to najlepsza decyzja, jaką mogła podjąć Bethesda.Sprawia ona, że Elder Scrolls Online radzi sobie doskonale z podstawowym problemem, jakie MMO stawiają przed typowym graczem. Nie wymaga olbrzymich inwestycji czasu i wysiłków. Można do niego usiąść na godzinę - dwie dziennie nawet i raz w tygodniu i świetnie się bawić, nie mając wrażenia, że coś nam umyka. Można powiedzieć, że jest to wobec tego gra casualowa - być może nawet bardziej niż jakiekolwiek współczesne produkcje Bethesdy. I bardzo dobrze się jako taka sprawdza.Nie wszystko musi być zobowiązaniem, drugą pracą, testem umiejętności i sprawności intelektualnej. Czasami wystarczy możliwość ucieknięcia w piękny świat fantasy.