Zamiast po raz kolejny wałkować elfy, krasnoludy, magów, wojowników i smoki, Bethesda zrobiła coś innego. I owszem, swój świat zaczęła kreować dwie gry wcześniej, ale to właśnie w Morrowindzie nabrał on charakteru - i za to chyba najbardziej warto go pamiętać. Bo poza tym miał koszmarny system dialogów, mnóstwo błędów, przesadnie skomplikowany system rozwoju postaci z zupełnie niepotrzebnymi zdolnościami…Jeżeli chodzi o projektowanie gier, Bethesda miała jeszcze wtedy wiele przed sobą. Ale w tworzeniu realiów zdążyła już pokazać innym, gdzie ich miejsce. Aż dziw bierze, że następny przyszedł całkowicie sztampowy pod tym względem Oblivion.Wszystko to wraca w The Elder Scrolls Online: Morrowind - zaplanowanym na początek czerwca dodatku do MMO Bethesdy. Wybrani mogą już grać w niego na serwerze testowym. W ciągu ostatniego tygodnia spędziłem tam nieco ponad 20 godzin. Chociaż mam wrażenie, że zaledwie liznąłem to, co czekać będzie na wszystkich fanów serii po premierze, pewne rzeczy wiem już na pewno. Choćby to, że będę wracał. W zasadzie zamierzam uruchomić grę, kiedy tylko skończę pisać ten tekst. Bo świat, jego klimat, wygląd, tajemniczość, nawet piękno - udało się do MMO przenieść doskonale.W połączeniu z olbrzymim ładunkiem nostalgii (Bethesda doskonale wie przecież, co robi) stanowi to mieszankę, której ciężko się oprzeć komuś, kto pamięta granie w pierwowzór na początku XXI wieku. Kiedy po krótkim samouczku lądujemy na pomoście w nadmorskiej wiosce Seyda Neen, wszystko wraca momentalnie. Pamiętam ten rozkład budynków. Pamiętam tę latarnię morską - czaiłem się w niej na złodzieja! Pamiętam podróż do Vivec City i wrażenie, jakie w zestawieniu ze startową mieściną robiła jego olbrzymia, górująca nad wszystkim świątynia.Dodatek do MMO Bethesdy robi wszystko, by przywołać te nostalgiczne wspomnienia nie tylko wyglądem świata i charakterystycznymi lokacjami. Też sposób, w jaki poznajemy wyspę Vvanderfell, jest analogiczny do tego, jaki znamy z Morrowinda. Niby to nie remake, niby nie remaster, ale czujemy się, jakbyśmy po latach wracali na stare śmieci. To dobre uczucie i kto wie - być może najlepszy sposób na uhonorowanie hitu sprzed lat, jaki jego twórcy mogli wymyślić.Bo też nie czujemy się w tym wszystkim oszukiwani, nie mamy wrażenia, że ktoś serwuje nam odgrzewany kotlet. Świat i sposób odkrywania go są takie same, ale już historia, poszczególne zadania, mechanizmy - zupełnie nowe.