Początkowo liczba mnoga w tytule gry wydaje się myląca. Wcielamy się bowiem w osieroconego dawno temu i wychowanego przez ludzi krasnoluda Tungdila. Geny ciągną go do kuźni, jest znakomitym kowalem, ale mieszka w królestwie ludzi, w którym nie ma innych przedstawicieli jego rasy. Wolny czas spędza w bibliotece, w kontaktach z płcią piękniejszą jest nieśmiały. No, niezbyt krasnoludzki krasnolud nam się trafił. Wojownik z niego taki, że przy pierwszej bitce byle ork wytrąca mu z ręki topór.I jak to w fantasy bywa, właśnie ten "kreci syn" - jak zwracają się do niego "długonodzy" - już za kilkanaście godzin rozgrywki będzie (niekoniecznie z własnego wyboru) kandydował na krasnoludzkiego króla, jednoczył zwaśnione krasnoludzkie rody, walczył z magią zmieniającą martwych w pełne nienawiści zombie i generalnie ratował cały Girldlegard przed bardzo przykrym losem. Wraz ze sformowaną w trakcie wędrówek drużyną, w której nie zabraknie ciekawych postaci, rzecz jasna. Cała historia ma kilka miłych dla odbiorcy zakrętów.Nie znam książek Heitza, ale po grze nabrałem na nie ochoty. Opowieść to zdecydowanie największa zaleta The Dwarves, choć trochę czasu zajmuje jej wejście na wyższe obroty. Jest w tej grze coś z paragrafówki. Sami wybieramy drogę po mapie krainy, a w wielu jej punktach czekają przygody, którym będzie trzeba stawić czoła. Gdy na jakieś się natkniemy, zwykle mamy przynajmniej dwie opcje podejścia do sprawy. I nie zawsze chodzi tylko o zdecydowanie czy walczymy, czy uciekamy. Dni spędzone w bibliotekach sprawiają, że Tungdil ma łeb nie od parady i często zdarza mu się rozsądzanie lokalnych sporów. Niejednego potrafi też - z pomocą gracza - przegadać, chociażby po to, by wbrew zakazowi otwarto przed nim bramy osady, w której będzie mógł spędzić noc.Ale nie zawsze się uda. Czasem nie zbadamy dobrze sprawy i pożądana opcja dialogowa się nie pojawi. Czasem damy się zwieść i wydany sąd okaże się zły. Nie każda decyzja ma tu pozytywny finał. I bardzo mi się to podoba. Choć oczywiście jest tu trochę zmyłek. Przechodziłem grę dwa razy (o tym później). Za drugim obierałem inną drogę i spotykały mnie inne przygody. Ale gdy trafiałem w to samo miejsce i wybierałem inne opcje, czasem okazywało się, że finał jest i tak ten sam. Nie mam żalu. The Dwarves nie jest grą, którą trzeba przejść kilka razy, ale każdy wybór i tak daje poczucie, że sami wytyczamy szlak. Nawet jeśli tak nie jest. No i są momenty, w których faktycznie trzeba podjąć ważką decyzję. W jednym z nich straciłem towarzyszkę podróży.Równiez kompania Tungdila przypadła mi do gustu. Początkowo to same bitne krasnoludy, które wyznają zasadę, że im więcej wrogów tym lepiej, a w tawernach urządzają sobie konkursy picia piwa. Ale nie zabraknie też ciekawych jednostek. Takich, z którymi nie do końca wiadomo na czym się stoi. Im dalej w metaforyczny las, tym ciekawiej. Jest nawet system relacji, który sprawia, że czasem ktoś nas popiera w jakiejś decyzji a ktoś nie. A im bardziej się lubimy, tym większa szansa na bonusy w bitce. Ale one tak naprawdę nie wnoszą już nic.Nad przygodą zawsze czuwa narrator, który ciekawie opisuje wszystkie sytuacje. I tu kolejne plusy. Pierwszy dla fantastycznie odegranych ról. Dialogów bohaterów słucha się z przyjemnością, a aktorzy dorzucają sporą cegłę do nadania im charakterów. Większość gry spędzamy, podróżując po mapie krainy, postacie widujemy więc w trakcie walki albo nielicznych - a świetnie "nakręconych" - scenek przerywnikowych. Gdyby nie wysiłek ekipy odpowiedzialnej za udźwiękowienie, kompania byłaby tylko zbitkiem nazwisk. Drugi plus wędruje do ekipy odpowiedzialnej za lokalizację gry. Dubbingu nie ma, ale wszelkie teksty, których jest tu zatrzęsienie, przełożono wzorowo. Z wyczuciem. To bardzo pomaga w wejściu w świat gry. I trzyma gracza blisko przygody. Nie jest to może fantasy najwyższych lotów, ale z każdą godziną robi się mniej banalne.Dwa główne elementy The Dwarves to mapa krainy, na której wytyczamy kolejne szlaki oraz lokacje, w których toczymy bitwy. I tak, jak w warstwie fabularnej gra studia King Art nie zawodzi, tak gdy przychodzi do wywijania toporem jest już gorzej.