Spokojnie, tam musi być coś więcej. Nie wierzę, że Ubi nie chowa w rękawie żadnych asów pod postacią dużo poważniejszych akcji. To by było zwyczajnie niepoważne. Zwłaszcza, gdy opóźnienie premiery dało Francuzom mnóstwo czasu na wyciągnięcie wniosków z krytyki gry Bungie. Destiny zresztą wciąż dostaje w kość od swojej społeczności. Na czym się uczyć jak nie na błędach innych?Ale wróćmy do tematu. Destiny i Division mają ze sobą wiele wspólnego, ale tylko do momentu, gdy teoretyzujemy sobie z nudów i z dala od konsoli. Gdy nie chwycimy w łapy pada. Przed kontaktem z pierwszą betą Division sam byłem uprzedzony. Tyle gadało się o podobieństwach, że po wielu, wielu godzinach włożonych w grę Bungie nie miałem ochoty na powtórkę z rozrywki. Tyle tylko, że wcale jej nie dostałem. Jak ktoś, kto grał w oba tytuły może na poważnie twierdzić, że są do siebie podobne?Przecież trudno o dwie bardziej różne strzelaniny. W jednej jesteśmy w zasadzie kosmicznym półbogiem, który potrafi latać, ciskać bomby wysadzające w powietrze hordy przeciwników i bez strachu wskakuje w największy tłum wrogów, by przywalić im jak nie atakiem obszarowym, to chociaż każdemu strzelić strzała z piąchy. Twarzą w twarz - tylko ja, ty, twoja armia i moje supermoce.Robi to w przepięknie obcych okolicznościach przyrody. A gdy pourywa już głowy maluczkim i ich dowódcom, zmierzy się z demonem wielkości wieżowca. Skracam i upraszczam, ale taki jest duch tej gry. Destiny to kolorowy wygrzew, w którym łatwo zapomnieć o tym, na jaką świecącą pierdółkę aktualnie polujemy. To piekielnie efektowny FPS. Dynamiczny i pozwalający się wyżyć, choć bardziej w duchu Halo niż Call of Duty. A wszystko, co w nim najlepsze jest poza trybem fabularnym.Z drugiej strony mamy wolniejszą strzelaninę TPP, w której podstawową taktyką jest chowanie się za osłonami i flankowanie przeciwników. Ewentualnie wywabienie ich z kryjówki granatem czy skupionym ostrzałem. Lub - w wariancie optymistycznym - wdrapanie się na pobliski daszek i wystrzelanie ich jak kaczki, gdy przewaga wysokości sprawi, że nie będą mieli się gdzie schować.Nie da się grać w Destiny w ten sam sposób co w Division. I vice versa. Gra Ubisoftu to rzecz bardziej taktyczna. Fani Destiny mogą teraz krzyknąć "nudniejsza" i mogę ich zrozumieć. Choć mi akurat obie filozofie starć odpowiadają tak samo. Uwielbiam czuć swoją potęgę w Destiny walcząc z tymi dziwacznymi stworami, ale ostrzę też sobie pazurki na współpracę, oszczędzanie amunicji i śmiganie od odsłony do osłony w The Division. Jest w tym przecież coś z Ghost Recona, jednej z moich ulubionych serii.