The Crew - recenzja

Strona głównaThe Crew - recenzja
16.12.2014 13:25
The Crew - recenzja
marcindmjqtx
marcindmjqtx

Ubisoft kończy rok zupełnie nową marką, ale już bez wielkiej, nadmuchanej bańki jak w przypadku Watch Dogs. Jak wypadło The Crew?

Zanim w moje ręce wpadł finalny produkt z napisem The Crew, podchodziłem do testowych wersji dwa razy. W obu przypadkach odbiłem się bardzo szybko. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy pełna wersja już przy pierwszym włączeniu przytrzymała mnie przy konsoli kilka godzin.

Witajcie w Ameryce Tym, co najbardziej zachwyca w The Crew, jest wielki świat. Oczywiście, nie dostajemy USA w skali jeden do jednego, ale wielkość mapy robi ogromne wrażenie. By przejechać wirtualne Stany z zachodu na wschód potrzeba 40-50 minut. I w tym czasie nie zobaczycie ani jednego (podkreślam - ani jednego!) ekranu ładowania. Co więcej, nikt nie postawił niewidzialnych ścian i jeśli już na samym początku zabawy będziecie chcieli po prostu pozwiedzać, nic nie stanie Wam na przeszkodzie. A jest co oglądać - od wielkich metropolii, takich jak Nowy Jork, Chicago czy Las Vegas, po najbardziej charakterystyczne miejscówki Stanów Zjednoczonych. Chcecie zobaczyć głowy prezydentów na Górze Rushmore albo park Yellowstone? Proszę bardzo, nic nie stoi na przeszkodzie. No chyba, że prędko Wam akurat do misji. Owszem, istnieje coś takiego jak szybkie podróże, nie da się jednak ich użyć na nieodkrytych jeszcze miejscach. Gra w pewien sposób wymusza więc zwiedzanie  świata, ciężko jednak traktować to jako minus.

fot. Polygamia.pl

Wielkość przedstawionego w grze świata oznacza niestety, że twórcy musieli iść na ustępstwa w kwestii jego szczegółowości. I nie chodzi tu o szczegóły dotyczące miast czy konkretnych miejsc - nigdy nie byłem w Stanach, ale wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Świat po prostu nie tętni życiem, jak to ma miejsce w GTA czy nawet Assassin's Creed. Zatrzymanie się na chwilę na chodniku nie pozwoli pooglądać wirtualnych postaci w ich naturalnym środowisku. Każda idzie gdzieś bez sensu - i to tyle. Podobnie spotykane auta, które jadą bezmyślnie przed siebie. Kilkukrotnie próbowałem zjechać na przeciwległy pas i pojechać pod prąd. Nikt nie próbował nawet uniknąć kraksy, po prostu stanąłem na drodze prostego algorytmu. A stuknięty przypadkowo pojazd? Nikt z niego nie wysiada, nikt nie ucieka, nikt nie krzyczy. Auto po prostu staje na środku drogi i nie zamierza nigdzie się już ruszać.

Nie dla estetów Niestety, wielkość świata miała też zapewne wpływ na wizualny aspekt The Crew. Owszem, gra ma momenty naprawdę ładne, ale potrafi też kłuć w oczy fatalnymi modelami spotykanych aut, szczególnie, że nasze pojazdy prezentują się nieźle. Nierówne są ponadto tekstury - czasem ich szczegółowość jest w porządku, innym razem razu prostotą i dziwnym rozmazaniem. Na statycznych obrazkach wygląda to niestety zdecydowanie gorzej niż w ruchu. Nie zachwycają również efekty świetlne, z których tak naprawdę ładnie wygląda tylko zachód słońca, choć wciąż daleko mu do tego z piątego GTA. Miasta nocą? Chicago w Watch Dogs było ładniejsze. Oprawa dźwiękowa też jest tylko poprawna. Odgłosy silników nie wgniatają w ziemię, a stacje radiowe - choć muzyka jest różnorodna, od elektroniki, przez rocka, ambient, aż do klasycznej - nudzą się już po kilku, może kilkunastu godzinach zabawy. Przydałoby się zwyczajnie więcej utworów. Brakowało mi również zmiennych warunków pogodowych, cykl dnia i nocy to jednak w dzisiejszych czasach trochę mało.

fot. Polygamia.pl

W kwestii stabilności The Crew prezentuje się nieźle. Konsola zawiesiła mi się tylko raz podczas szybkiej podróży do wybranego punktu. Auta nie znikały, ludzie nie przenikali przez ściany. Może czasem podczas zderzenia jakiś pojazd podskoczył nienaturalnie, ale były to sporadyczne sytuacje. Nie ma więc obawy, że The Crew podzieli los Watch Dogs i Assassin's Creed: Unity, stając się obiektem żartów dla każdego łowcy niedociągnięć i nienaturalnych sytuacji. Gra działa również płynnie i nie zalicza spadków animacji niezależnie od tego, co dzieje się na ekranie.

Sztampowo, ale w ramach gatunku Jeśli szukacie w The Crew wzruszającej, głębokiej opowieści, to pomyliliście adresy. Jeśli jednak bawiliście się świetnie na "Szybkich i Wściekłych", poczujecie się jak w domu. Aleks Taylor to brodaty kierowca, a jego brat to wysoko postawiony członek klubu parającego się nielegalnymi wyścigami. Ten drugi zostaje zabity, a nasz bohater trafia na kilka lat za kratki, bowiem organy ścigania uważają, że to on był mordercą. Z pudła wyciąga go śliczna agentka Zoe, proponując układ. Oferuje wsparcie, którego efektem ma być zdemaskowanie skorumpowanego agenta FBI i zlikwidowanie zabójcy brata bohatera. Naszym zadaniem jest wspięcie się w hierarchii ogólnokrajowej organizacji przestępczej, co zaowocuje spełnieniem założonych celów. I choć widziałem to już przynajmniej w kilku filmach, całość pasuje do The Crew bardzo dobrze. Tytułowa ekipa ma związek z trybami sieciowymi (o których za chwilę), ale oddaje również ideę opowieści. Alex nie jest bowiem w swej misji sam, podczas opowieści spotyka nowych (jak i starych) znajomych, którzy postanawiają mu pomóc. Gdyby przenieść tę historię jeden do jednego na ekran kinowy, śmiało można byłoby stworzyć kolejną odsłonę wspomnianych "Szybkich i Wściekłych".

Gramy w The Crew Ciężko jednoznacznie ocenić, ile trwa opowieść w The Crew. Po pierwsze licznik nie działa tak, jak trzeba, po drugie nie da się po prostu zaliczyć ciurkiem 65 fabularnych misji jedna po drugiej. Myślę jednak, że w 30-40 godzin powinno się to udać, choć łącznie około 70-80 godzin zajmie Wam pewnie zaliczanie wszystkich wyzwań i zwiedzanie wirtualnego świata. Dużo, jestem pod wrażeniem. Szczególnie, że The Crew po prostu wciąga, "jeszcze tylko jedna misja" kończy się w środku nocy. Bo przecież odblokowałem nowe usprawnienia auta albo mam wreszcie fundusze na wymarzony pojazd. No i zwiedzanie potrafi wciągnąć. Kolekcjonerzy też znajdą coś dla siebie, bowiem na każdym z czterech głównych obszarów pochowano po 20 elementów. Zgromadzenie wszystkich pozwoli odkryć cztery samochody typu hot rod, których nie znajdziemy w salonach.  Dla ułatwienia dodam, że warto odblokować specjalne stacje przekaźnikowe, które pomagają w poszukiwaniach.

Zręcznościowo i z pazurem Wczesne wersje The Crew odrzuciły mnie przede wszystkim modelem jazdy. Podobnie jak pierwsze 15 minut zabawy, kiedy uciekamy przed policją, przejeżdżając zarówno ulicami, jak i cisnąć na oślep po trawie. W rozpoczynającej grze misji auto ślizga się nienaturalnie, nie pozwalając nad sobą zapanować - jakby zamiast czterech kółek miało mechanizm wodnego ślizgacza. Na szczęście kiedy wsiadłem do swojego pierwszego auta, uczucie to zniknęło i tak naprawdę nigdy nie wróciło. Model jazdy jest mocno zręcznościowy, ale przyjemny i dający poczuć różnice zarówno między różnymi modelami aut, jak również ich rodzajami. A tych drugich w grze jest aż cztery - uliczne, offroadowe, rajdowe i przeznaczone na klasyczne tory wyścigowe. Marek i modeli też jest sporo - na przykład Ford, BMW, Mercedes, Nissan czy Aston Marin. Co więcej, większość dostępnych aut można przerobić na poszczególne klasy miałem więc choćby kilka wersji uwielbianego przeze mnie Forda Mustanga. Niestety, nie tylko z wyboru, ale i z konieczności. Wraz z rozwojem fabuły odblokowujemy bowiem poszczególne klasy i pierwszą przeróbkę funduje nam agentka Zoe. Każde kolejne ulepszenie w zakresie klasy finansujemy z własnej kieszeni.

fot. Polygamia.pl

Początkowo planowałem w każdej z klas mieć inne auto, ale po chwili zrozumiałem, że bez spędzenia kilku godzin w okołofabularnych wyzwaniach na niewiele będzie mnie stać. No, może poza najtańszymi, podstawowymi modelami aut. Nie jest to niestety niedopatrzenie, a celowe działanie, bowiem wirtualne pieniądze możemy uzyskać, płacąc realną gotówką w ramach mikrotransakcji. Owszem, da się przejść grę bez dodatkowych opłat, ale obawiam się, że mało kto zasiądzie za kierownicą droższych pojazdów, bazując wyłącznie na pieniądzach z rozgrywki. No, chyba, że planujecie spędzić z The Crew, powiedzmy, 100 godzin.

Trochę jak MMO Wspomniane wirtualne pieniądze zarabia się na kilka sposobów. Wpadają do portfela po zaliczeniu misji fabularnych, dodatkowych wyzwań oraz wyścigów frakcyjnych. Bardzo ciekawie prezentują się te ostatnie - w pewnym momencie opowieści możemy bowiem wybrać przynależność do jednej z kilku frakcji, co pozwala nam uczestniczyć w specjalnych zadaniach. Te potrafią natomiast trwać i godzinę, a w ich czasie zwiedzimy spory kawałek wirtualnego USA.

Niezwykle ważne są wspomniane wyżej wyzwania, które bez problemu znajdziecie na mapie. Dzielą się one na kilka rodzajów. Dotyczą na ogół prędkości lub zręczności. Będzie więc zbieranie porozrzucanych po drodze paczek, slalomy, ciśnięcie jak najszybciej przed siebie lub jazda po zwężającej się linii. Takich wyzwań są dziesiątki i to jeden z najlepszych sposobów na zbieranie ulepszeń do auta. A tych jest cała masa, w dodatku w zależności od wyniku wspomnianego wyzwania mogą wpaść nam w wersji brązowej, srebrnej lub złotej.

fot. Polygamia.pl

W którymś momencie zauważycie również, że bez dodatkowego osprzętu zdobywanego w ten sposób nie macie najmniejszych szans na zaliczenie misji fabularnej. Mi takie przymuszenie do ich wykonywania niespecjalnie przypadło do gustu, ale powinno spodobać się miłośnikom MMO. To bowiem w pewnym sensie taki samochodowy grind wydłużający rozgrywkę.

Wspomniany grind łączy się bezpośrednio z tuningiem, choć w przypadku The Crew jest on mocno uproszczony. Możemy zmienić kolor auta, a także poszczególne grupy elementów - niestety jedynie montując zdobyte w wyzwaniach (lub zakupione) przedmioty. Nie ma tu więc mowy o przesuwaniu suwakami celem ustawienia jak najlepszych parametrów auta. Jeśli lubicie zdobywać doświadczenie i wbijać kolejne jego poziomy, znajdziecie to również w The Crew. Im wyższy poziom, tym samochód szybszy i lepiej sprawujący się na drodze.

Świat, w którym nie jesteś sam Oprócz nas, w wirtualnym świecie jeżdżą również inni gracze. Skąd to wiem? Bo po jakimś czasie zaczęły mnie irytować pojawiające się na ekranie ksywki z PSN, nawet kiedy owi gracze byli daleko. Przypadkowe spotkania również nie należały do najprzyjemniejszych. Ktoś czasem spychał mnie z trasy bez powodu, innym razem jeździł za mną, taranując bezmyślnie. Ot, sieciowe zaczepki. Za to nie znalazłem ani jednego plusa w kooperacyjnym przechodzeni misji fabularnych, choć tu obwiniam przypadkowo spotkanych graczy. Myślałem, że może w misjach, gdzie trzeba wyeliminować samochód przeciwnika przyda się dodatkowa pomoc. Koniec końców lepiej szło mi samemu. Zasadniczo jednak do wspólnej zabawy zaprosić można aż trzech graczy, co świetnie sprawdza się przy zgranej ekipie i zwiedzaniu wirtualnego USA.

fot. Polygamia.pl

Najważniejsze jest jednak to, że online działa jak ta lala. Nie ma problemów z serwerami Ubisoftu, nigdy nie zostałem wyrzucony z gry, nigdy też nie czekałem specjalnie długo na dobranie towarzysza do wspólnej jazdy. Spektakularna wpadka z trybami sieciowymi, która stała się już nie tyle zmorą, co chyba znakiem rozpoznawczym tej generacji, ominęła The Crew szerokim łukiem. Widać kilka wersji testowych zdało rezultat. Jeśli miałoby to pomóc w przypadku wszystkich gier z trybami sieciowymi, chętnie będę w tego typu testach uczestniczył.

Werdykt The Crew niczym nie rzuca na kolana. Nie odkrywa na nowo gatunku samochodówek, a zdobywanie setek części usprawniających auto nie różni się tak naprawdę zbyt mocno od klasycznego ulepszania pojazdów w innych produkcjach traktujących o czterech kółkach. Graficznie bez zachwytów, trudno też znaleźć tu postacie, które zapamiętamy na lata. To jednak solidna, spójna, dobrze zrealizowana, długa i wciągająca samochodowa przygoda, przy której z przyjemnością spędzicie kilkadziesiąt godzin, czy to samotnie, czy w kooperacji ze znajomymi. Ogromne wirtualne USA zachwyca zarówno swoim rozmiarem, jak i technicznymi rozwiązaniami, dzięki którym nie trzeba gapić się bezmyślnie na ekran ładowania przy wjeżdżaniu na inną część mapy. Można zarzucać "Ekipie" pewne niedociągnięcia, ale koniec końców to po prostu dobra gra, w którą warto zagrać. I w pewnym sensie jedno z większych zaskoczeń tego roku. Pozytywnych.

Paweł Winiarski

Platformy:PC, PS4, Xbox One Producent: Ivory Tower i Ubisoft Reflections Wydawca:Ubisoft Dystrybutor: Ubisoft Polska Data premiery:02.12.2014 PEGI: 12

Grę do recenzji udostępnił sklep Ultima (Ubisoft oświadczył, że nie udostępni nam kopii recenzenckiej). Testowaliśmy wersję na PS4, screeny pochodą od redakcji. Grę do recenzji udostępnił sklep Ultima (Ubisoft oświadczył, że nie udostępni nam kopii recenzenckiej).

Testowaliśmy wersję na PS4, screeny pochodą od redakcji.

Udostępnij:
Komentarze (0)