W pierwszej misji nie było to jeszcze takie złe, bo nie wiedziałem, że dalej jest tak samo. Tylko gorzej. Niestety późniejsze zadania wyglądają na próbę ukarania graczy za to, że sięgnęli po ten tytuł. Nie dość, że ganiania w tę i nazad za bzdurnymi zadaniami jest więcej a przeciwnicy twardsi, to w trakcie pomniejszania ich numerów walą w nas pioruny, wiatr nie pozwala utrzymać równowagi, a jakieś fioletowe guano wyglądające jak błąd w teksturze odbiera nam władzę nad bohaterem na kilka boleśnie długich sekund. Nie wspomniałem jeszcze o wybuchających beczkach czy granatach, które wyrzucają nas w powietrze nawet, gdy jesteśmy poza zasięgiem. I błędach. Masie, MAAAAAAAASIE błędów. Od wtapiania się w otoczenie (np. w ogień...), po automatyczne skakanie postaci.Może żeby to wyrównać, czasem dostaje się też przeciwnikom. Co powiecie na to, że wielki, okładany przez 4 Żółwie drab nagle gubił orientację (nad głową pojawiał mu się pytajnik) i przestawał atakować? Przeciwnicy potrafią też zawisnąć w powietrzu zaraz po przeteleportowaniu się na arenę, czekając na szlagi. Rany, gdybym miał dalej wymieniać, co to ja tu widziałem...Ale ok - naparzanka nie została zaprojektowana finezyjnie i jest pełna błędów. Nie musi to jeszcze oznaczać, że nie da się wyciągnąć z niej frajdy. Ta niemożność bierze się z czegoś innego.Byłbym w stanie sporo wybaczyć tej grze, gdyby walka sprawiała frajdę. Domyślacie się już pewnie, że tak nie jest. Jak wspomniałem, po planszy zawsze biega cała czwórka ninjasów (no, ninjażółwi, widział ktoś sowy ninja?), co przekłada się na cztery wirujące tornada żelastwa i ciosów specjalnych, wariujące na niewielkiej przestrzeni, na której spawnują się przeciwnicy. Powiedzieć, że na ekranie nic nie widać, to nic nie powiedzieć. No kurde, przecież o to chodzi, gościu - zakrzyknie zaraz ktoś z czytelników. Nie, nie tym razem. Jakkolwiek by to brzmiało, jest chaos, nad którym można w jakiś sposób zapanować skillem i jest chaos z Mutants in Manhattan.Autentycznie żal mi było pada na naparzanie przycisków. Ciosy w zasadzie nie mają tu mocy. Przeciwnicy rzadko na nie reagują, więc nigdy nie wiesz czy trafiasz, czy sieczesz powietrze. Trzeba obserwować paski zdrowia wrogów, by wiedzieć czy nasze akcje przynoszą skutek. A to smuci, bo widać wtedy, jak mało zdrówka zabierają im nasze combosy. Zwłaszcza w późniejszych misjach można zacząć się zastanawiać, czy aby na pewno nie mamy teraz nic lepszego do roboty. Mi chociaż za recenzje płacą..."Jaki nieładny film o niczym" - zobacz naszą recenzję filmowych Żółwi Ninja.