Superliga zabije piłkę nożną, jaką znamy. Czy wykończy też tę wirtualną?

Strona głównaSuperliga zabije piłkę nożną, jaką znamy. Czy wykończy też tę wirtualną?
19.04.2021 16:22
Nie wszyscy chcą o ten puchar walczyć. Co zmieni Superliga?
Nie wszyscy chcą o ten puchar walczyć. Co zmieni Superliga?
Źródło zdjęć: © PAP | PAP/EPA/LAURENT GILLIERON

Superliga rozpaliła świat piłki nożnej. Nerwowe rozmowy toczone muszą być nie tylko w gabinetach prezesów rozgrywek, stacji telewizyjnych czy samych klubów, ale też w oddziałach EA Sports i Konami. Co stanie się z kolejnymi edycjami FIFY i PES-a?

bEiYVsNx

Dotychczas rewolucje kojarzyły się z działaniami wykluczonych lub źle traktowanych mas. Tymczasem futbolowy przewrót to dzieło obrzydliwie bogatych, którzy chcą zarabiać jeszcze więcej. 

Superliga, czyli futbolowa rewolucja

12 klubów założycielskich (AC Milan, Arsenal FC, Atletico Madryt, Chelsea FC, FC Barcelona, Inter Mediolan, Juventus FC, Liverpool FC, Manchester City, Manchester United, Real Madryt i Tottenham Hotspur) wydało wspólne oświadczenie. Do ich szajki mają dołączyć jeszcze trzy zespoły, a rozgrywki ruszą "najszybciej jak się da". 

Jest już reakcja UEFY - europejskiej organizacji - oraz FIFY. 

"Kluby, które wezmą udział w Superlidze, stracą prawo gry w rozgrywkach krajowych, europejskich i światowych. Ich piłkarze mogą także stracić prawo gry w drużynach narodowych. Rozważymy wszystkie możliwe sankcje na każdym poziomie, aby powstrzymać ten projekt" - napisała w oświadczeniu UEFA

To będzie prawdziwy efekt domina. Wykluczenie zespołów z Premier League, liga hiszpańska bez El Clasico, włoska bez derbów Mediolanu czy starcia Napoli-Juve. Za chwilę do organizatorów rozgrywek zaczną pukać stacje telewizyjne, które powiedzą, że nie za taki produkt wydawały miliardy euro. 

351168272135114132
Źródło zdjęć: © PAP | PAP/EPA/Daniel Dal Zennaro

Mniej pieniędzy z praw telewizyjnych, to mniej bogate kluby. Oczywiście trudno zapłakać za krezusami z ligi angielskiej, które i tak radzą sobie znacznie lepiej niż reszta Europy, ale nie da się ukryć, że zabraknie paliwa do rozwoju. 

Everton, West Ham czy Leicester City stracą szansę aż tak dynamicznego rozwoju. Nie mówiąc już o tym, że wygranie ligi angielskiej bez City i United, a tym bardziej ligi hiszpańskiej bez topowych trzech zespołów będzie mniej prestiżowe. A same rozgrywki mniej atrakcyjne. 

W to wszystko zamieszani są też twórcy z EA Sports i Konami. Im jednak dłużej o tym myślę, tym mam wrażenie, że autorzy FIFY i PES-a są we względnie niezłym położeniu. 

351168272135179668
Źródło zdjęć: © GETTY, Natalia Fedosenko/TASS | Natalia Fedosenko

Prawa telewizyjne Superligi mają kosztować bajońskie kwoty. Muszą, skoro kluby założycielskie na dzień dobry mają dostać… 3,5 miliarda euro. Dla porównania, Bayern Monachium za wygranie Ligi Mistrzów otrzymał 130 mln euro. Więcej warte ma być granie w fazie grupowej Superligi (sic!). 

Z nieoficjalnych informacji wynika, że 3,5 mld euro na stół wykłada DAZN, które chce transmitować rozgrywki. Ile za prawa do licencji będą musieli wyłożyć zainteresowani ze świata wirtualnej piłki? Strzelam, że kwota nie będzie aż tak duża, ale wciąż będą to olbrzymie pieniądze.

Czy gra warta będzie świeczki? Nie sądzę. O ile z punktu widzenia telewidza rozgrywki Superligi mogą być interesujące, tak dla gracza w FIFĘ czy PES-a co za frajda grać w kółko tymi samymi zespołami? To właśnie liga i kariera są interesujące, jeśli myślimy o trybie dla jednego gracza. 

Superliga, czyli miliony za... demo?

Tymczasem Superliga to coś w rodzaju dema, gdzie najlepsi grają z najlepszymi. Zwykle takie mecze rozgrywamy przed premierą "FIFY" i "PES-a", właśnie w wersjach demonstracyjnych. 

Problemem mogą być reprezentacje, bowiem federacje mają wykluczać zawodników, którzy biorą udział w Superlidze. W przypadku kadry Polski "grozi" to na razie tylko Wojciechowi Szczęsnemu. Jeśli jednak spojrzymy na składy Hiszpanii czy Anglii, dojdzie tam do prawdziwego przerzedzenia. Wirtualne, podobnie jak prawdziwe, Euro czy Mistrzostwa Świata bez Messiego, Kane'a czy Beznezmy nie brzmi jak coś, w co chce się grać i oglądać. 

Trudno wyobrazić sobie, aby UEFA i FIFA, które grożą klubom wykluczeniem z rozgrywek, przymknęły oko na to, że w grze "FIFA" Liverpool dalej będzie grał w Premier League, a El Clasico odbędzie się w wirtualnej La Lidze. 

"O nie, nie - albo wykluczacie ich razem z nami, albo zapomnijcie o licencji na nasze rozgrywki" - powiedzą szefowie topowych lig, które dzisiaj w "FIFIE" czy "PES-ie" są. Pod tym względem dołączenie EA Sports czy Konami do założycieli Superligi może być wizerunkowym strzałem w stopę. Czymś, co nie ma kompletnie sensu. 

Być może Superliga wynagrodziłaby to jakoś finansowo, ale fanów, którzy kupowali "FIFĘ" dla licencji na Premier League, Bundesligę czy La Ligę trudno będzie udobruchać. 

 (Photo by VISIONHAUS)
Źródło zdjęć: © GETTY, VISIONHAUS | Visionhaus
(Photo by VISIONHAUS)

Wydaje się nawet, że to dziś prawdziwe ligi bardziej potrzebują wirtualnego futbolu niż na odwrót. Premier League bez swoich topowych zespołów czymś musi przyciągać. Muszą zachować prestiż. Czymś takim jest więc możliwość rozegrania wirtualnego sezonu. W przypadku "FIFY" i "PES-a" mówimy o milionowej publice, której stracić po prostu nie można. 

Nagłówek "FIFA 22 bez Realu, Barcelony i drużyn z Manchesteru" oczywiście brzmi sensacyjnie. Ale czy naprawdę świat graczy by się zawalił? Przypomnijmy, że w "FIFIE 21" już nie ma Juventusu czy AS Romy. Barcelona zaś nie gra na Camp Nou. 

O fanów "PES-a" troszczyć się nie trzeba - dla nich fakt, że liga będzie wybrakowana, nie jest żadną nowością. Ale być może trwające zamieszanie będzie furtką, by niektóre licencje do Konami również wróciły.

 "OK, EA Sports, rozumiemy, że Konami to wasz rywal, ale sami widzicie, jak jest. Musimy trzymać się dalej. No to zgódźcie się, dorzucamy im jeszcze ligę niemiecką i hiszpańską, więcej ludzi będzie chciało je śledzić, jeszcze na tym dobrze wyjdziemy" - właśnie tak wyobrażam sobie ewentualne pertraktacje. 

e-sport
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
e-sport

E-sport ostatnią nadzieją futbolu

W odróżnieniu od stacji telewizyjnych, to EA Sports i Konami mogą rozdawać karty. Przypomnijmy, że zespoły Superligi mają swoje odpowiedniki w świecie e-sportu. Księgowi tych klubów na pewno już od dawna przeliczają potencjał wirtualnych rozgrywek na euro. I nagle może się okazać, że furtka będzie zamknięta, bo EA Sports i Konami zostają z UEFA oraz FIFĄ. Traci się platformę do rozgrywek. 

E-sport może być więc języczkiem uwagi, przez który rozważyć trzeba dużo mniej, ale jednak prawdopodobny scenariusz. I to właśnie z jego powodu "porozumienie ponad podziałami" nie może być wykluczone. Zarówno Superliga, jak i stary ład potrzebują wirtualnej piłki nożnej, by ich e-sportowe drużyny miały sens. Jedni i drudzy mają tutaj coś do stracenia. 

Oczywiście można powiedzieć, że dla bogaczy z Superligi ewentualne zyski z e-sportu są na tyle mało atrakcyjne, że można machnąć na nie ręką. Tylko że gdyby tak traktowano każdą szansę na wzbogacenie się, o żadnej Superlidze nigdy byśmy nie mówili. Podejrzewam więc, że będzie to kwestia dyskusji pomiędzy realnym a wirtualnym futbolem. 

Wyobraźmy sobie moim zdaniem najmniej prawdopodobny scenariusz, że wszystko pozostaje po staremu. Ewentualnie, że Superliga jest czymś w rodzaju DLC, który można sobie dokupić. I wilk syty, i owca cała. Na pewno? 

Już dziś irytuję mnie, że w "FIFIE" i "PES-ie" nie ma VAR-u. Mam mieszane uczucia wobec zamknięcia oczu na pandemię - przez co w wirtualnych rozgrywkach kibice dopingują zespół jak gdyby nigdy nic. 

I co: w świecie, w którym UEFA dała szlaban na zespoły z Superligi, miałaby pojawić się gra, w której Liverpool dalej może wygrać mistrzostwo Anglii, a w Hiszpanii w top 3 nadal znajdą się Atletico, Barcelona i Real? To bez sensu. 

EA Sports i Konami mają więc nad czym myśleć. Mimo wszystko mam wrażenie, że oni będą najmniej poszkodowani w strzelaninie, do której lada moment dojdzie. Nabojami rzecz jasna będą banknoty euro.