Bomberman to przede wszystkim pozycja imprezowa, i nie zmieniłby tego nawet scenariusz autorstwa Yoko Taro. A "imprezowa" szczególnie dla tych graczy, którym termin "multiplayer" nadal pachnie kanapą w salonie, wielgachnym kineskopem czy walającymi się puszkami po browarze. Tryb sieciowy, jeżeli rzeczywiście ktoś miałby na niego ciśnienie, działa sprawnie, choć doświadczyłem kilku lagów (jeszcze przed łatką, która ostatnio wpadła do eShopu). Chodzi jednak o to, iż Konami nie eksperymentuje z tradycją, więc rozgrywka jest lakoniczna, bardzo podstawowa. Kilku bohaterów próbuje się zabić w małych labiryncikach, kojarzycie przecież. Nie sposób przy Bombermanie zarwać nocki, nie ma sensu szukać poziomów doświadczenia lub starć rankingowych. Tutaj trzeba rozsadzić dupsko ziomkowi.Napiszę to najspokojniej, jak tylko możliwe: wsparcie dla ośmioosobowego multiplayera. Przy jednym tablecie lub telewizorze. Dużo czasu jeszcze minie, nim przetestuję to w pełni, ale nawet na cztery osoby (plus cztery boty, które można opcjonalnie dołączyć) frajda bywa dość kosmiczna. Chociaż ja specem w Bombermana chyba nigdy nie będę. Znajomi tyle razy blokowali mi bombami wszystkie ścieżki ucieczki, że przyzwyczaiłem się do latania poduszkowcem i prób zemsty zza grobu. Kultowe dopałki sypią się zewsząd, więc już po kilkunastu sekundach starcie nabiera przerażających kształtów. Chaos, szczęście, spostrzegawczość - tylko to się liczy. I śmiech.Kto przeczyta, ten nie trąba. Na pewno znacie już podstawowe "ale". Ocenianie jakiejś gry z uwzględnieniem jej ceny nie jest do końca sprawiedliwe, lecz w tym przypadku czuję obowiązek zrobić wyjątek. Dlaczego za coś, co powinno być sprzedawane wyłącznie w eShopie, płacimy pełną cenę (dwieście złotych)? Odpowiedź kryje się gdzieś w gęstwinie tematów związanych z kartridżami, kosztami ich produkcji oraz wymogów Nintendo, by wersje elektroniczne nie były tańsze od pudełkowych. Przerabialiśmy to na łamach Polygamii, tylko że tak serio - dlaczego mielibyście to brać pod uwagę? Dla Was faktem jest wyłącznie, że za Super Bomberman R zapłacicie dwu-, a może nawet trzykrotnie za dużo.Jeżeli w ciągu roku na przykład cena spadnie (znacznie), Bombermana warto będzie rozważyć. Sięga tam, gdzie 1-2-Switch nie sięgnie. Kto wie, może nawet zostanie imprezowym standardem, jak lata temu na Szaraczku. Ale bez znajomych bardzo szybko zacznie się kurzyć. Wydaje mi się, że rozsądniejszym wyborem byłoby schowanie tej gotówki na miesiąc oraz wykorzystanie podczas premiery Mario Kart 8 Deluxe - towarzyskiego złota, które nie przestaje błyszczeć nawet "drugiego dnia". Konami da sobie radę bez Was, wiele razy to już udowodniło.