Wiele wątpliwości budzi również sama organizacja walk. Poza tym, że pokonujemy niczym w Call of Duty stojących na naszej drodze przeciwników, (za często) trafiamy też na areny, gdzie przez dobre kilkanaście minut musimy bronić się przed szturmującymi na nas oponentami. Typy wrogów są oczywiście bardzo urozmaicone i jest to fajne, ale wynika z tego również pewna głupotka. Otóż gra nie zawsze oczekuje od nas wybijania całego stadka, ale pozbycia się konkretnego, wzmocnionego oponenta. Pół biedy, gdy jest to walka z bossem, ale czasami musimy po prostu wynaleźć w dzikim tłumie kilku mocniejszych oponentów trudnych do dostrzeżenia na tle szeregowców i liczyć, że ich ubicie szybciej załatwi sprawę. Ale w sumie możecie skreślić to z listy minusów, bo już wam o tym powiedziałem – tyle, że dowiedziałem się tego sam, a nie od gry.Ponarzekałbym też jeszcze na powtarzającą się zbyt często walkę z pewną magiczną kulką. Polega ona na tym, że rozwalamy atakującą nas falę przeciwników, po czym kulka ożywia się, nawala w nas pociskami, a my musimy pozbawić ją trzech segmentów życia. Naturalnie przedzielonych kolejną falą wrogów. Za pierwszym razem było jeszcze fajne urozmaicenie względem strzelania w świecące punkty, ale za każdym kolejnym stawało się coraz bardziej męczące. W Strange Brigade pojawia się ponadto rzecz, która wielu z was nie będzie przeszkadzać, ale ja umieściłbym ją na samym szczycie listy „rzeczy, których nienawidzę w grach” – każdy przeciwnik w shooterze (!) ma własny pasek zdrowia. PO CO KTOŚ TO WYMYŚLIŁ?Na szczęście pomiędzy starciami, twórcy urozmaicają nam przygodę prostymi zagadkami, o których pisałem już poniekąd we wstępie. Dodam jeszcze tylko, że tylko część z nich otwiera nam drogę do dalszej części poziomu, sporo sekretów czeka natomiast na fanów szukania znajdziek. Chociaż schematów zagadek jest zaledwie kilka, zbieranie materiałów archeologicznych i skarbów, mimo iż służą tylko do oglądania w menu, potrafi wciągnąć. Pomiędzy dekapitacją kolejnych zastępów wroga pobawimy się w znane między innymi z Bioshocka układanie rur dla płynącej cieczy, ustalanie odpowiedniej kombinacji pięciu znaków (odpowiedź jest wkomponowana w lokację, metodę prób i błędów utrudniają tylko 3 podejścia) czy odstrzeliwanie ukrytych kocich figurek.Poza standardową kampanią dostępną solo lub w czteroosobowym trybie kooperacji, mamy też przechodzenie fragmentów gry na punkty (dodatkowo premiowany brak zgonów czy nawet pojedynczych obrażeń) oraz bronienie się przed falami oponentów. W zacnym gronie ocena na pewno wzrasta, ale trzeba też mieć na uwadze, że niekoniecznie jest to gra na szybką sesję. Podział gry na 9 etapów powoduje, że na wyższych poziomach trudności ciągną się nawet przez godzinę. Właśnie z tego względu ze znajomymi lepiej bawić się w trybie hordy, gdzie można wskoczyć na nieco krócej, by sobie postrzelać.Podstawowym problemem Strange Brigade jest jednak to, że choć Rebellion chciał zaoferować coś nowego, nie zaczął rewolucji od dostosowania do potrzeb gry posiadanych narzędzi. Skutkiem tego gameplay potrafi mocno zirytować...Nawet pomimo braku sensownego scenariusza, jest tu świetny klimat przywodzący na myśl klasyczne kino przygodowe. Mapy intrygują i chce się je przechodzić, choćby dla uzbierania tych wszystkich strzeżonych przez łamigłówki znajdziek. Cóż jednak z tego, skoro na padzie strzelać da się wyłącznie wtedy, gdy dzierżymy w łapie karabin automatyczny... Cóż z tego, skoro za każdym pięknie wymodelowanym rogiem kryje się kopia poprzednich dziesięciu starć. Chociaż cieszyłem się, że Rebellion robi coś nowego, ostatecznie chyba piąta reinkarnacja Sniper Elite, choć mniej zaskakująca, uniknęłaby tak podstawowych błędów...