Niestety jako hack&slash gra niedomaga. Dziwną decyzją było zastąpienie tu płynnego siekania wrogów systemem, który bardziej kojarzy się z klepaniem oprychów w Batmanach. Początkowo mechanika nie pozwala nawet na uniki, po kilku ulepszeniach (marny wybór) po każdym ciosie czy kontrze czas mocno zwalnia, pozwalając nam na przemyślenie kolejnego ruchu. Szlag, pauza, szlag, pauza - tak to mniej więcej wygląda.Bitki prezentują się tu biedne, tworzone w trakcie rozgrywki miecze są w zasadzie swoimi klonami z innym efektem (ogień, lód, leczenie), a przeciwnicy nie powalają różnorodnością. Przez pauzy walce brak satysfakcjonującej dynamiki, płynności, a dodatkowo lubi gubić klatki animacji, wkurzając gdy przez to nie zdążymy z blokiem. Im dalej w grę, tym łatwiej Reynardo radzi sobie z wrogami, ale gracz nie ma z tego wielkiej frajdy. Ot, szybciej dowie się co czeka go na końcu danej fabularnej ścieżki. Nie ma też bossów. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy Reynardo wkraczał na pokład latającego okrętu Imperatora, po czym nie dane mi było stoczyć z nim walki... O finale poinformował mnie tylko narrator.Jest stale obecny i dorzuca sporo do klimatu, gdy komentuje nasze poczynania albo opowiada o świecie gry. Gorzej, gdy zacznie żartować. Wiele kwestii to odwołania do popkultury, które są jednak podane tak bez emocji, że nie wzbudziły u mnie nawet lekkiego uśmieszku. Ale to on i wewnętrzne monologi Reynardo są naszym najlepszym źródłem informacji o tym, jak idzie misja, więc trzeba się uodpornić. Same plansze też są rozczarowująco puste. Nowe miecze pełnią tu rolę kluczy do zablokowanych wcześniej obszarów, ale oznacza to tylko dojście do skrzyni ze skarbami czy do kolejnej areny, na której pojawią się wciąż ci sami wrogowie.Stories: The Path of Destinies to ciekawy pomysł, ale gorsze wykonanie. Po pierwszym przejściu historii zacząłem się zastanawiać, czy na pewno dostałem pełną grę. Ale potem przeszedłem ją znowu i kolejny raz, i kolejny. I zacząłem widzieć w tych przygodach sens. Podobało mi się, że autorzy nie bali się zrobić z Reynardo gościa, który czasem przegrywa. Nie dosłownie, bo do finału dotrze, ale niektóre ścieżki zabierają go w naprawdę mroczne miejsca. Szkoda tylko, że rozgrywka kuleje. Z porządnym, dającym frajdę i ciekawe możliwości systemem walki Stories: The Path of Destinies byłoby perełką. Bez niego jest ciekawym tytułem do sprawdzenia... kiedyś.Więcej o naszym systemie ocen.