Kulek jest ograniczona liczba, trzeba więc trochę pokombinować, w jakiej kolejności i w którym miejscu je rzucić, by zwabić roboty w pułapkę. Mniej tu jest myślenia, więcej metody prób i błędów. W rzucie izometrycznym, wykorzystywanym przez grę, niewiele widać.Trudno przewidzieć, kiedy dany robot zareaguje na przynętę, a kiedy nie. Kiedy zauważy głównego bohatera i ruszy w jego kierunku, a kiedy go zignoruje.Całość to więc taka zabawa w Benny Hilla, że zaczynamy biegać, rzucać te rzeczy w lewo i prawo i patrzeć, jak reagują na to roboty, umieramy, powtarzamy, powtarzamy, ten sam, jeden, wkurzający, irytujący poziom, i w kółko, i w kółko, chociaż wiemy już dokładnie, jakie jest rozwiązanie, ale ani ta kamera nie pomaga, ani sterowanie wyłącznie kursorem myszy, na którym w ogóle nie można polegać, i umieramy znów, i powtarzamy znów, aż w końcu jakimś cudem się uda, tylko po to, żeby „nagrodą” był kolejny, jeszcze bardziej irytujący etap i w tej grze nie ma praktycznie nic więcej.Dawno się tyle nie nakląłem przed komputerem.Chciałbym również napisać, że żartowałem z tymi chmurami i sterowcami. Ale nie! Kiedy taki obiekt przelatuje przez planszę, potrafi zasłonić jej spory kawałek – w tym miejsce, w którym znajduje się aktualnie główny bohater. I nic wtedy nie widać. Trzeba po prostu stać i czekać, aż chmura poleci sobie dalej. Czemu? Czemu Vincent nie widzi tego, co jest naokoło niego, kiedy ma nad głową chmurę? To nie ma kompletnie żadnego sensu. Vincent, nie powinieneś ratować świata, skoro w poruszaniu się przeszkadzają ci chmury.Żeby chociaż wprowadzało to jakieś dodatkowe wyzwanie czy intrygujący mechanizm. Wtedy może dałoby się wybaczyć idiotyzm tego konceptu. Ale nie, po prostu od czasu do czasu ktoś zasłoni ci, graczu, kawałek planszy tak, że nie będziesz tam nic widział i masz po prostu poczekać. W dodatku twórcy doskonale wiedzą o tym problemie, bo wprowadzają w grze urządzenie nazwane „odchmurzaczem”.