Stealth Inc. - recenzja. Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?

Strona głównaStealth Inc. - recenzja. Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?
28.07.2013 11:34
Stealth Inc. - recenzja. Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?
marcindmjqtx
marcindmjqtx

Stealth Inc. to dobrze znany pecetowym graczom Stealth Bastard. Od zeszłego tygodnia możemy skradać się i kombinować także na PS3 i Vicie. Warto?

Ku wolności! Stealth Inc. to gra o ucieczce z fabryki klonów, której twory były przeznaczane do rozmaitych eksperymentów. Nic dziwnego, że taki los nie widzi się głównemu bohaterowi. Początkowo do pomocy ma tylko pokazujące status widoczności gogle oraz... nasze szare komórki.

Kolejne plansze powoli wprowadzają gracza w meandry mechaniki ucząc go, co wolno, a co kończy się śmiercią. Stealth Inc. to w dużej mierze gra o przemykaniu. Największym sprzymierzeńcem jest cień, którego kamery nie potrafią spenetrować swoimi obiektywami. Prędko przekonacie się jednak, że autorzy przygotowali zatrzęsienie rozmaitych przeszkód na naszej drodze. Dzięki temu gra nie nudzi, regularnie dorzucając nowe elementy i eksploatując je akurat do momentu, gdy chcielibyśmy odmiany. Wielkie brawa dla autorów, za to wyczucie. To rzadkość.

Wiem "co", ale nie wiem "jak" Kamery są zastępowane przez działka, pojawiają się roboty strażnicze, czujniki, lasery... chyba nie ma sensu wymieniać wszystkiego. Każdy z nowych elementów jest okazją do postawienia przed graczem innego rodzaju wyzwań. Do zmuszenia go do przełączenia się na inny sposób patrzenia na planszę i jej zagadki. Do nauczenia nowych sztuczek.

Są i bossowie, którzy zmuszają do błyskawicznego przypomnienia sobie wszystkiego, czego się nauczyliśmy

Stealth Inc. uczy obserwacji otoczenia, ale nie jest ślamazarne. Owszem, trzeba się skradać, ale trzeba robić to sprawnie - znajdując odpowiednie tempo omijania przeszkód, pułapek i wrogów. Chociażby po to, by zaliczać plansze poniżej limitu czasowego, co prowadzi do odblokowywania bonusowych lokacji i gadżetów dla głównego bohatera. Oprócz szarych komórek przydadzą się sprawne palce.

Podstawą jest ułożenie sobie planu. Każda plansza ma jedno dobre rozwiązanie, którego fragmenty można wywnioskować z uważnej obserwacji tworzących ją elementów. Potem zaczyna się testowanie pomysłów metodą prób i błędów. Wielu błędów, na których na szczęście często można się czegoś nauczyć. Czasem zawiedzie plan, czasem wykonanie, a kiedy indziej winny będzie tylko zwykły pech. Stealth Inc. to nie gra logiczna, w której wystarczy wymyślić rozwiązanie. Bez ryzykownych skoków i sprintów, w których ułamek sekundy jest różnicą pomiędzy życiem i śmiercią, się nie obejdzie.

Ginie się często, ale tak, jak w Super Meat Boy'u nie jest to szczególnie dotkliwe - respawn jest szybki, a punkty kontrolne częste. Zresztą większość plansz i tak jest do zaliczenia w dwie minuty. A nawet mniej, gdy już wiemy co robić.

Duży i mały ekran

Oprócz szarych komórek, przyda się też refleks

To sprawia, że Stealth Inc. jest tytułem idealnym do grania na PS Vita. Nie czułem żadnej potrzeby odpalania gry na PS3, by na przykład skorzystać z większych analogów. Sterowanie zostało odpowiednio dokręcone i nie miałem najmniejszych problemów z elementami platformowymi. Zresztą i tak gra wygląda ładniej na mniejszym ekranie, niż na telewizorze. Trochę trudniej jest czasem odczytać planszę - zidentyfikować, które elementy nadają się do wskoczenia, a które to tylko tło. W końcu to gra, w której dominuje półmrok. Rzecz jasna nie ma najmniejszych problemów z przenoszeniem zapisów pomiędzy platformami, a kupując Stealth Inc. dostajemy od razu dwie wersje gry.

Wyścig ze śmiercią, wyścig z czasem Poziom trudności rośnie stopniowo. Gdy zauważycie, że coraz częściej i coraz dłużej przystajecie w miejscu, by podrapać się po głowie i spróbować zgadnąć następny krok, będziecie wiedzieli, że przedszkole się skończyło. Ale Stealth Inc. nie doprowadza do płaczu. W kryzysowych chwilach łatwo odejść od gry, tylko po to, by za pół godziny wpaść na rozwiązanie problemu, robiąc coś zupełnie innego. Potrafi wejść do głowy i siedzieć tam, drwiąc z naszego braku pomysłowości. Naśmiewa się też całkiem dosłownie w trakcie zabawy, poprzez wyświetlane na elementach otoczenia niewybredne komentarze, których nie powstydziłaby się GlaDOS z Portala.

Gra lubi rozwiewać złudzenia, że idzie nam dobrze

To także gra, w której przejście wszystkich planszy nie oznacza jeszcze końca zabawy. Dołączony edytor planszy nie umożliwia co prawda dzielenia się salami tortur z innymi graczami, ale na odblokowanie czeka cały garnitur pomocnych gadżetów. Te pomagają pokonywać plansze jeszcze szybciej i ścigać się z innymi graczami na tablicach wyników.

Werdykt Stealth Inc. to mnóstwo główkowania, jak dojść do wyjścia nie ginąc na jeden z mnóstwa rozmaitych sposobów. Bywa trudno, nie ma co tego ukrywać, ale przeszkody zaprojektowano tak pomysłowo, że gdy już sobie z nimi poradzimy, ma się ochotę przybić piątkę autorom. To znakomita gimnastyka dla szarych komórek. Urocza gra, która nie ma żadnego problemu z zachęceniem gracza do sprawdzenia, jakież to pułapki czają się na kolejnej planszy. I kolejnej. I jeszcze jednej.

Maciej Kowalik

326960465287796778
Udostępnij:
Komentarze (0)