Jeśli znuży nas rozmach Galaktycznego Szturmu, możemy uciec do znacznie mniejszego Uderzenia, gdzie ścierać będziemy się na skromniejszych mapach, próbując wykonać jeden konkretny cel - a to bronić jakiegoś punktu, a to próbować coś wykraść. Ci, którzy natomiast nie lubią wykonywać narzuconych przez grę zadań, mogą po prostu odpalić Potyczkę i beztrosko walczyć o jak największą liczbę fragów.Po dziurki w nosie macie już biegania po planetach? Pora zasiąść za sterami myśliwców. Byłem w szoku, że twórcy tak znacząco poprawili ten element. W poprzedniej części zasypiałem w swoim X-Wingu po pięciu minutach, znudzony pozbawioną dynamiki, niewygodną rozgrywką. Tutaj jest ogień, dosłownie i w przenośni - do wyboru dostajemy trzy rodzaje statków o różnych umiejętnościach, do tego całkiem szybko możemy zasłużyć na kierowanie Sokołem Millennium czy innym Slave I. Lata się znacznie bardziej intuicyjnie niż ostatnio, bitwy są szybsze... Łatwiej też o fraga, a każdy wybuch wrogiej jednostki sprawia niemałą satysfakcję. Na dodatek podczas meczów mamy ciągle jakieś cele w rodzaju obrony większego frachtowca czy zniszczenia wrogich bombowców sterowanych przez AI. Dla każdego coś dobrego. To zupełnie inna jakość niż nudne, galaktyczne buły w gwiezdnym budyniu z 2015. Nawet mapy są ciekawsze, a lawirowanie między resztkami Gwiazdy Śmierci, bitwa o Jakku czy szybowanie tuż nad taflą Kamino na długo zostaną mi w głowie. Ten rozmach!Finałowym trybem, który ma zaspokoić ostatnią potencjalną potrzebę, jaką może mieć fan Gwiezdnych wojen spragniony bitki, są Bohaterowie i Złoczyńcy. Dwie drużyny złożone z czterech ikonicznych postaci z uniwersum ścierają się ze sobą w walce przekoksów. Gra wyznacza w każdej ekipie gracza będącego celem dla wrogów. W momencie gdy cel umiera, zespół zabójców zdobywa punkt, a system wybiera następne cele. I tak do dziesięciu fragów. Dla wielu taka forma tego trybu będzie poprawą, bo zawsze jest się jakimś bohaterem, w czasie gdy w pierwszym Battlefroncie przypadała czasem rola zwykłego żołnierza, ale osobiście nie uważam, żeby brak szarych jednostek był zaletą. Ale nie jest też wadą. Ot, to po prostu inne podejście. Najważniejsze, że Yoda może sklepać Kylo Rena, a Imperator przysmażyć Hana Solo. Choć walki na miecze świetlne to dalej festiwal naparzania jednego przycisku w chaosie wirującej kamery i lecących iskier. Znowu marzy się gra, która bardziej skupiałaby się na szlachetnej formie walki mieczem świetlnym, a nie tych barbarzyńskich blasterach. Pamiętacie multiplayer w Jedi Academy?Poprawie uległ też sam przebieg meczów. Arcade'owy, rozmemłany miszmasz jedynki został uporządkowany przez wprowadzenie czterech klas, które mają konkretne zestawy wymiennych umiejętności, określoną ilość życia i własne bronie do odblokowania. Organizacja rozgrywki służy starciom - klasy są przemyślane i faktycznie znacząco się różnią, sterowanie każdą to nieco inna zabawa, wymaga odpowiedniego podejścia. Oficer to świetny obrońca, Ciężki jest idealny do torowania drogi, Specjalistą zlokalizujemy wrogów przez ściany i ściągniemy ich ze Snajperki. Poza tym rozpoznajemy te klasy wizualnie, więc widząc przeciwnika, możemy mniej więcej spodziewać się, co nam może zrobić, a idąc za przyjaznym Ciężkim, liczymy na jego tarczę. Nie spodziewajcie się jednak, że tym razem pogracie drużynowo. Twórcy próbują do tego niezdarnie zachęcać, wprowadzając nieintuicyjny mnożnik punktów za trzymanie się blisko członków naszego zespołu, ale poza tym Battlefront 2 zwyczajnie nie jest zaprojektowany tak, by bawić się w jakieś ciekawe akcje z ziomkami. Każdy tutaj raczej dba o siebie i niezależnie od innych próbuje wykonać ten sam cel, co dziewiętnaście pozostałych osób - to najbliższa drużynowość, do jakiej zbliżymy się w grze.Do potencjalnej taktyki dokłada się za to nowy system wcielania się w bohaterów lub specjalne jednostki. Po okropnych żetonach rozsianych losowo po mapie ślad zaginął - teraz każde wykonanie celu misji czy uszkodzenie przeciwnika, ba, nawet zgon, daje nam punkty bitewne, za które możemy wykupić "wcielenie się" czy to w Wookiego, czy AT-ST, TIE-Fightera albo Dartha Vadera. Jedni będą chomikować cenną walutę, aż za sześć tysięcy odpalą miecz Dartha Maula, inni w tym czasie wcielą się w jednostkę z plecakiem odrzutowym, by wprowadzić zamieszanie na polu bitwy i ułatwić sojusznikom przejęcie punktu. Decyzja, w jaki sposób wydamy te punkty, należy do nas, a wybór - szczególnie w Galaktycznym Szturmie - jest zawsze szeroki. Nie zdarzają się też raczej sytuacje, w których przez dłuższy czas nie możemy się w kogoś wcielić, bo jest zajęty. Nawet jeśli nazbieramy już punktów na bohatera i zobaczymy, że Rey gra właśnie ktoś inny, możemy na przykład zadowolić się Yodą. Albo poczekać na młodą Jedi, bo pewnie niedługo się zwolni. Po niemal trzydziestu godzinach zabawy w tym systemie wszystkie moje początkowe obawy znikły. On naprawdę działa - daje i swobodę działania, i zróżnicowanie, i satysfakcję. Do sześciu tysięcy wymaganych zazwyczaj na herosów można natomiast dotrzeć nawet jeśli idzie nam przeciętnie, choć oczywiście idzie trudniej. Model ten zwyczajnie nagradza dobrą grę.Ale wszystko to i tak nie ma większego znaczenia. Bo powiem wam, żebyście nie kupowali tej gry. I nie tylko dlatego, że EA powinno dostać po łapach za wprowadzenie modelu pay to win do gry kosztującej ponad 200 złotych. Po prostu nawet z tymi wszystkimi wymienionymi wyżej zaletami i zachwytem spowodowanym lataniem Bobą Fettem nad dachami Mos Eisley, po jakimś czasie, zbyt szybkim jak na grę sieciową, wpada się w bagno mozolnego grindu i niesatysfakcjonujących możliwości rozwoju. Kręgosłup gry zbudowano bowiem ze skrzynek z lootem.Ogólną rangę, wymaganą do ulepszania posiadanych Gwiezdnych Kart, zdobywamy poprzez rozgrywanie kolejnych meczów i zdobywanie punktów doświadczenia. Czyli po bożemu. Ale jest też osobny poziom dla każdej jednostki, a on rośnie w zależności od tego, ile posiadamy Kart dla danej klasy. W efekcie po dziesięciu godzinach gry wybrany po raz pierwszy Specjalista miał już szósty poziom, ale za to Ciężki, którym zdarzyło mi się zagrać wcześniej kilka razy, był ciągle na drugim. Wiecie, tak się akurat trafiło w skrzynkach. Ślepy los. A poziom jednostki potrzebny jest najpierw do odblokowania slotów na Gwiezdne Karty, a potem do ulepszania tychże. To one sprawiają, że mamy inne umiejętności albo szerszy zasięg rażenia granatów. To one mogą dać naszym myśliwcom więcej życia lub szybsze celowanie torped. To one zamienią Bobę Fetta w absolutnego rzeźnika.A wiecie, skąd biorą się te Gwiezdne Karty, prawda? Oczywiście, że ze skrzynek z lootem. Wypadają losowo, między kretyńskimi zwycięskimi pozami, emotkami i śmiesznymi sumami kredytów. Jasne, można je też wytworzyć samodzielnie za pomocą części do tworzenia, wszystko mamy więc teoretycznie pod kontrolą... tylko że części do tworzenia zawsze jest mało. Za mało. Grając te niemal trzydzieści godzin starczyło mi, żeby w miarę wyćwiczyć mojego kochanego Oficera, ale w efekcie zabrakło już na cokolwiek innego. Absolutnie. Z przerażeniem odkryłem, że nie mam za bardzo możliwości rozwoju. A przecież są jeszcze trzy inne klasy, którymi też chciałbym grać na poziomie, jest parunastu bohaterów, każdy ze swoimi mocnymi kartami, są trzy myśliwce, których karty sprawiają naprawdę dużą różnicę na polu bitwy...A wiecie, skąd biorą się części do tworzenia, prawda? Oczywiście, że ze skrzynek z lootem. Te kupujemy za kredyty, które zarabiamy, osiągając kamienie milowe (zabij wieżyczką x wrogów, wygraj mecz w każdym trybie, uduś Vaderem x Rebeliantów, wzmocnij okrzykiem bojowym x sojuszników) i rozgrywając mecze. Niestety, po porządnym zastrzyku gotówki spowodowanym przejściem kampanii fabularnej i zdobyciem prostszych kamieni milowych, wszystko znacząco zwaaaalnia. A przecież i tak większość kredytów na początku wydamy pewnie na odblokowanie tych bohaterów, których EA w swojej wspaniałomyślności, chcąc zapewnić nam "poczucie dumy i satysfakcji z osiągniętych celów", postanowiło zablokować. Absurdalne kwoty zostały już zmniejszone pod naporem ostrej krytyki, ale i tak kredyty - potrzebne przecież na te przeklęte skrzynki - musimy wydać na kogoś, kto powinien być podstawą gry.