Wokół tego krąży oś fabularna nowego Spider-Mana. Mamy do czynienia z filmem o wiele bardziej kameralnym pod względem skali niż pozostałe pozycje Marvela. Jasne, nie zabraknie wybuchów, laserów i nieuchronnych katastrof, wszak ciągle jesteśmy w kinie superbohaterskim, ale na każdą taką scenę przypadną dwie przypominające nam, że Parker to też licealista z Queens, któremu ciągle giną plecaki. Nie jest to może odkrywcze podejście, kiedy przychodzi do ekranizowania Spider-Mana, ale jeszcze nigdy nie było zrealizowane tak przekonująco. Holland wygląda jak licealista, zachowuje się jak licealista i ma znajomych licealistów z pociesznym Nedem (Jacob Batalon) aka Człowiekiem na Krześle na czele. Jego rozterki też są licealne, choć przefiltrowane przez niesamowitość sytuacji. Czy popisać się przed dziewczyną tym, że "zna się" Spider-Mana? Spędzić ze znajomymi czadową noc na zamkniętym basenie czy jednak lecieć "ratować świat"?Nawet jeśli świat w Homecoming jest wyjątkowo bezpieczny, nie oznacza, że nie zabraknie kogoś, kto go trochę popsuje. Michael Keaton po doskonałej roli w "Birdmanie" ma okazję znowu założyć skrzydlaty kostium i wcielić się w Vulture'a - jednego z lepszych Marvelowskich antagonistów. Wiem, biorąc pod uwagę poziom poprzednich, to jeszcze nic nie znaczy. Ale Keaton ma z Hollandem jedną taką scenę, że wszystkie te zlane w papkę twarze filmowych złoczyńców Marvela mogą się schować. No i sam kostium Sępa wygląda doskonale, co mieliście już okazję zobaczyć na materiałach promocyjnych.Inną ważną cechą Homecoming jest to, jak mocno osadzony jest w Marvel Cinematic Universe. Na tym etapie kinowe uniwersum jawi się już bardziej jako kinowa piaskownica. Widać bowiem, że twórcy fantastycznie bawią się, mogąc nawiązywać do postaci i wydarzeń z poprzednich filmów. Główny wątek nie mógłby istnieć, gdyby nie to, co widzieliśmy wcześniej u Marvela, do tego dochodzi cała masa gagów i mrugnięć. Ten świat oddycha już superbohaterami. Mamy też Tony'ego Starka, choć nie tak dużo, jak mogłoby się wydawać po kampanii marketingowej. Nie uznałbym tego jednak za wadę. Parker w swoim filmie doskonale radzi sobie sam.Poza tym, jak to u Marvela, jest bardzo śmiesznie i dynamicznie. Sceny walki wypadają po prostu solidnie, fantastycznie wygląda strój Spider-Mana. Film charakteryzuje się też świetnym rytmem, który sprawia, że ponad dwugodzinny seans mija diabelnie szybko. Najważniejsze są jednak wszystkie te żarty, cała masa gagów, które napędzają co drugą scenę. Homecoming to bardziej komedia niż film akcji; właściwie komedia sensacyjna z pajęczyną i szkołą zamiast pistoletów i komisariatu. Powiedziałbym wręcz, że "Strażnicy Galaktyki vol. 2" powinni brać przykład. Z tamtego filmu pamiętam może z dwa naprawdę celne żarty; tutaj co chwila przychodzi mi do głowy inny i wszystkie chciałbym wam teraz opowiedzieć, ale przecież nie będę psuł zabawy. Dość powiedzieć, że Homecoming nie stroni od autoironii i rozprawia się z niektórymi głupotami krzewionymi w komiksach o Człowieku Pająku od dawien dawna. Z kolei ciocia May, jak wiadomo, jest "trochę" seksowniejsza niż zwykle i nie uchodzi to uwadze absolutnie żadnemu mężczyźnie w filmowym uniwersum.