I faktycznie, jeśli rzucić okiem, to Twitter zapełnił się takimi głosami i wciąż spływają nowe. W końcu, co jest trudnego, w napisaniu czegoś i dodaniu taga. W trakcie pisania tej informacji mógłbym zrobić to 5 razy.
Oficjalnej odpowiedzi od Sony nie było, ale kilka osób tam pracujących odpisało na Twitterze, co organizatorzy mogą sobie poczytywać za sukces. O ile kupią takie formułki, jak słowa Johna Kollera, szefa marketingu sprzętu, o fanach pełnych pasji:
Na akcję odpowiedzieli też Scott Rohde (szef działu tworzenia produktów) i Shahid Kamal Ahmad (starszy menadżer rozwoju biznesowego).
Niektórzy mogą pomyśleć: "Ha, dobra nasza, słyszą nasz głos". Owszem. I tylko tyle. "Słyszą" nie znaczy "słuchają". Zapewnienia mogą znaczyć tyle co: 'Słyszymy Was, ale w efekcie i tak zrobimy to, co nam się bardziej opłaca. Bowiem jesteśmy firmą i żyjemy nie z waszej miłości, a z zarabiania pieniędzy".
Pewnie, lepiej robić cokolwiek, niż nic ale wysyłanie tweetów to akurat forma protestu zakładająca minimum aktywności. Więc nie zakładałbym, że wywoła maksymalny efekt. Dobrze podsumował to znany twórca wideo, TotalBiscuit, nazywając ten protest przejawem slacktivismu (robienie czegoś, co pozwala nam się poczuć lepiej, bo coś robimy, ale w sumie nie daje efektu):
Co oczywiście rozsierdziło tweetujących, którzy zaczęli się z nim kłócić, udowadniając, iż akcja ma sens i znaczenie.
Żeby było śmieszniej: tweeta z tagiem puściło też fałszywe konto Kaza Hirai, którego autor podśmiewa się z Sony - dało znać, że "Sony widziało wasz tag".