Otoczka fabularna, kilka słów wyjaśnienia? Ale po co? Gra sama nie zdradzi Wam nawet, że imiona "bohaterów" to Snip i Clip. Na szybko dowiecie się wyłącznie, że jeden plastuś potrafi "obcinać" drugiego. A że obu bohaterów można obracać pod dowolnym kątem, przy odrobinie zręczności wytniecie z nich łódeczki, rogi, haczyki, pojemniczki czy dowolne zdrobnienia, jakie przyjdą Wam do głowy. Poza tym pocieszne istoty potrafią skakać i kucać. Dokładnie, to właściwie wszystko, cała mechanika Snipperclips. Na podstawową przygodę składa się ponad czterdzieści wypełniających jeden ekran poziomów. Samouczek zaliczony, więc albo ruszacie z koksem, albo wracacie do Zeldy.Magia pozycji kryje się w liczbie kreatywnych pomysłów, jakich wymagać będzie ogólny progres. Na początku uda się wrzucić piłkę do kosza albo przebić kilka baloników i nawet jeśli ma się świadomość, że to zaledwie rozgrzewka, sukces cieszy. Bo gra nie podpowiada w żaden sposób. Jest za to w miarę oczywista - problemem może stać się wyłącznie własna wyobraźnia. Godzinka zabawy lub dwie i miejsce banałów zajmą rzeczywiste wyzwania, wymagające twórczego podejścia, interpretacji otoczenia, wykorzystania podstawowych praw fizyki, sprytu oraz... ciągłej rozmowy z drugim graczem.Tylko trzy akapity wytrzymałem bez wyjaśnienia, że w Snipperclips TRZEBA grać z kimś. No okej - samotny wilk nie pocałuje klamki, bo równie dobrze wszystkie etapy może ogarnąć w pojedynkę, przeskakując między jednym a drugim ludkiem, ale to coś takiego, jak pójście do kina na popcornowy megahit bez paczki znajomych. Niby tak samo, ale zdecydowanie gorzej. Nudniej, bez sensu jakoś. Gra preferuje kontrolery trzymane w orientacji poziomej (w żargonie switchowców - "padziki"), więc tak naprawdę gdziekolwiek ze Switchem nie jesteśmy, mamy wszystko, czego potrzeba do zabawy w kooperacji. Bo i ekran, i dwa padziki. Tylko znajomych potrzebujemy.Największym wyzwaniem u boku partnera lub ziomeczka okazuje się walka z werbalnymi przyzwyczajeniami. Nawet jeśli ograny z logicznościówkami umysł ma już pomysł, jak manipulować bohaterami, by przeturlać po nich delikatne jajko, musi ten pomysł wyjaśnić drugiej osobie. Gdy szarpałem w Snipperclips podczas przedpremierowego pokazu Switcha w Pradze, grałem z panią, która językiem angielskim operowała na poziomie co najwyżej komunikatywnym. Nie było łatwo. Ale nawet z rodakiem na kanapie trzeba pamiętać, iż wytwory Waszego mózgu wcale nie będą tak oczywiste dla drugiej osoby. Przekonałem się o tym dobitnie. Bez ciągłej, radosnej rozmowy i pokazywania kształtów gestami rąk zabawa stałaby się bardziej frustracją niż frajdą.