Dla wielu zbyt hardkorowa, dlatego powyżej pisałem o kluczu do frajdy. Czyli do przechodzenia misji sprytnie. Niekoniecznie zupełnie po cichu, ale z jakimś planem. Pracując solidnym zwiadem na późniejsze łatwe strzały. Tegoroczna wszechstronność bohatera oznacza, że wreszcie jest kompetentny również w walce na bliskim dystansie. Jeśli mamy zabić cel, który znajduje się w budynku, nie ma nic złego we wpadnięciu tam z shotgunem. Na przykład przez kanały. Albo inne przejście wyjawione przez pechowca, który pozwolił się podejść i musiał wyśpiewać, co wie. Rozwalasz te drzwi wybuchem (możliwe tylko w wyznaczonych miejscach) czy otwierasz zdobytą kartą?Kilka możliwych dróg do zaliczenia zadania nie jest tu iluzją. Owszem, chciałoby się, by były sprytniej ukryte i bardziej zróżnicowane, ale są. I naprawdę cieszy zaliczenie w kwadrans misji, z którą wcześniej biedziliśmy się przez 40 minut bez happy endu na końcu. Zebrane informacje przekładają się tu na realne korzyści. Dlatego wyjście Ghost Warrior na otwarty świat znakomicie wpłynęło na świeżość rozgrywki. Najlepszym partnerem gracza jest teraz wielofunkcyjny dron. Cholernie nieprecyzyjny w sterowaniu, ale dający cierpliwemu graczowi dużą przewagę. Nie tylko wykryje wroga, ale odwróci jego uwagę (a zasięg ma spory) czy zhakuje zabezpieczenia systemu CCTV, dzięki czemu obecność Northa nie zaalarmuje kamer, a on sam podejrzy dostarczane przez nie widoczki. Pakując się w korytarze wrogiej bazy, trudno przecenić takie informacje. W kalkulowaniu ryzyka trzeba wszak wziąć pod uwagę, że nie da się tu ręcznie zapisać gry. A automatyczne punkty zapisu są skąpe.Nie wszystkie misje stworzono na jedno kopyto. Czasem chodzi tylko o zwiad i wzniesienie alarmu oznacza game over. Kiedy indziej na pole walki wkroczą inne postacie, które trzeba będzie osłaniać z dogodnej pozycji. Gdzieniegdzie czuć, że CI Games chciało po prostu zmusić gracza do wykorzystania nowego systemu wspinaczki terenowej. Uaktywniając zmysł zwiadowcy, widzimy krawędzie, których North może się złapać. Przydatna sprawa, choć mechanice brakuje szlifów i finezji, nawet w porównaniu z Far Cry 3, w którym tak przyjemnie spadało się wrogom na głowy. O parkourowej maestrii Dying Light nawet nie wspominając.Wiem, że nie braknie graczy, którzy co jakiś czas stękną, że nudno tu, po raz kolejny sprawdzając zmysłem te same ślady co pięćdziesiąt metrów wcześniej. Sam siadając do gry o snajperze, bynajmniej nie oczekuję silenia się co rusz na hollywoodzką widowiskowość. I choć większość misji to faktycznie "wejdź na teren, dostań się do celu, zabij/ukradnij/zabij i ukradnij", to tych kilka "innych" misji wystarcza, by nie czuć monotonii. A komu nie w smak kolejne większe polowanie, temu wspomniane już znaki zapytania i mniejsze lub większe misje poboczne prędko się nie skończą.Krótkie żołnierskie słowa i dowcipy niskich lotów to esencja rozmów, które North toczy z innymi postaciami w grze. Najczęściej na słabiutkich prerenderowanych filmikach, na których polski, ekspresyjny (zwłaszcza w wykonaniu żeńskiej obsady) dubbing tworzy z gestykulacją i brakiem emocji na twarzach kiczowatych modeli nieprzyjemne połączenie. Może pasowałoby 10 lat temu do jakiejś budżetowej gierki czekającej w koszu w markecie na nieświadomych. Bardzo dobrze, bo zupełnie naturalnie wypadł Piotr "Majami" Stramowski. Przynajmniej gdy mówi o żołnierskich rzeczach, a nie szuka w sobie głębszych uczuć.