Początkowo można się tą wolnością zachłysnąć. Później okazuje się, że choć Karl wspina się po belkach i zwisa z krawędzi jak rasowy assassyn, to jednak nie każdy płotek przeskoczy, nie na każdą skalną półkę wejdzie i wiele sprytnych planów spali przez to na panewce. A dla mnie właśnie to poczucie, że kogoś przechytrzyłem (raczej projektanta niż obdarzonego zerową inteligencją wirtualnego statystę), było największym źródłem satysfakcji w poprzednich odsłonach Sniper Elite. Zwłaszcza w Africe, która otworzyła się na pomysły gracza i oferowała znakomitą mieszankę okazji do spektakularnych strzałów oraz sekcji, w których liczba żołnierzy zmuszała do sięgnięcia po pistolet z tłumikiem, minowanie trupów czy odwracanie uwagi rzucanymi kamieniami.Oczywiście to wszystko można robić i tu, ale... tak naprawdę nie ma po co. Gra nie jest piękna i potrafi zejść z płynnością poniżej 30fps (grałem na Xboksie One) - jest to cena za olbrzymie pole widzenia. A lornetka nie tylko pozwoli nam wypatrzeć wroga po drugiej stronie wyspy, bazy czy miasteczka, ale jeszcze oznaczy go, opisze jego stan i uzbrojenie, a nawet podrzuci jakiś szczegół pokroju "zmaga się z biegunką". A skoro faceta widzisz, to możesz go zabić. Nawet włączając realniejszą balistykę, wciąż w trakcie wdechu dysponujemy tu rombem, który pozwala sadzić strzały życia seriami. Jest jeszcze wyższy poziom trudności, ale mimo wszystko nie jestem masochistą.Chodzi o to, że otwarty świat nie jest już dla Karla piaskownicą, jak bywało drzewiej. Zamiast tego jest otwartym bufetem, a rozgrywka przypomina żabie skoki - od jednego dobrego punktu strzeleckiego do drugiego. Jeśli widzicie gdzieś prądnicę czekającą na kopa, który spowoduje jej krztuszenie się, to najpewniej jest to dobre miejsce, by zapuścić korzenie i przez 10 minut rozwalać każdego, kto wychyli łeb i serwować sobie pokaz spektakularnych ujęć pokazujących z bolesnymi detalami spustoszenie, jakie kula sieje w ciele wroga. Nie będę kłamał - te ujęcia wciąż nie chcą mi się znudzić, ale to zbyt duża nagroda za zbyt mało wysiłku. Wiem, że na nie nie zapracowałem, więc satysfakcja jest marna.