Sid Meier's Starships - recenzja

Sid Meier's Starships - recenzja23.03.2015 16:43
Sid Meier's Starships - recenzja
marcindmjqtx

Nie wszystko złoto, co Sida Meiera.

Starships zaczyna się tam, gdzie kończy się wydane w ubiegłym roku Beyond Earth, czyli "Cywilizacja na innej planecie". Uciekinierom z Ziemi udało się skolonizować obcy świat, a teraz wyruszają, by podbijać kolejne. Nie kierujemy więc osadnikami, piechotą czy czołgami, nie zajmujemy się budowaniem farm ani wydobywaniem surowców. Zamiast tego zwiedzamy kosmiczne rubieże, kierujemy flotą kosmicznych statków i szerzymy kosmiczny odpowiednik demokracji.

Sid Meier's Starships

Brzmi ekscytująco? Takie nie jest. Pal diabli, że mapa galaktyki jest dwuwymiarowa, w końcu to w jakimś sensie odłamek Civki, więc rzut izometryczny, tak jak podział na tury, jest jak najbardziej na miejscu. Problem w tym, że gra nie ma żadnej głębi, a po godzinie zabawy wie się o niej praktycznie wszystko.

Strategia bez strategii Zaczyna się obiecująco. Wybieramy wiodącą ideologię (podział na czystość/harmonię/supremację przeniesiono z Beyond Earth) i jednego z przywódców - różnią się bonusami, więc teoretycznie powinno to mieć spory wpływ na rozgrywkę. Potem przenosimy się do właściwej gry, gdzie początkowo jesteśmy przytłoczeni mnogością opcji. Możemy inwestować w rozwój floty, odkrywać nowe technologie, stawiać ulepszenia na planetach, budować miasta albo cuda i wykonywać misje, by przyłączać kolejne planety do swojego imperium. A jeszcze gdzieś czają się inni kosmiczni władcy, z którymi możemy wchodzić w interakcje. Ale to tylko brzmi jak galaktyczna wersja Civilization.

W istocie bowiem Starships jest grą o numerkach. Mamy jakieś niebieskie numerki nauki, więc wynajdujemy jakąś technologię, która zwiększa jakieś numerki naszych statków. W tym celu wydajemy także żółte numerki energii, ale to już w innym menu. Z kolei za zielone numerki żywności budujemy miasta na planetach, a za numerki nie pamiętam już jakie i czego stawiamy na tych planetach ulepszenia - i jedno, i drugie zwiększa przyrost wszystkich numerków na turę. Początek każdej spędzamy więc na klikaniu po interfejsie i wydawaniu numerków, co zwiększa skuteczność floty albo przyrost numerków.

Sid Meier's Starships

Oczywiście, każda strategia jest w pewnym sensie taką właśnie grą, ale sęk w tym, że w Starships brakuje jakiejkolwiek konieczności planowania. Surowców jest zwykle dużo, więc nie ma potrzeby oszczędzania czy zastanawiania się, co jest potrzebne w pierwszej kolejności. Drzewko technologiczne zwyczajnie nie istnieje, a nowych broni czy statków do odkrycia nie ma. Na budynki bądź miasta nie trzeba nawet czekać - wszystko gotowe jest natychmiast. Jeśli zaspałeś i przez ostatnie 10 tur nie inwestowałeś, ciągle możesz obronić się przed zmasowanym atakiem przeciwnika - wystarczy, że wydasz wszystkie nagromadzone dobra i nagle twoja flota stanie się kilka razy potężniejsza. Zresztą, po kilkunastu minutach z grą i tak już będziesz wiedział, w co inwestować, a w co nie. Potem wystarczy już na początku każdej tury powtarzać rytuał i cieszyć się, że galaktyczna cywilizacja rośnie w siłę, czego jedynym widocznym objawem jest większa liczba kolorowych surowców na koncie.

Zupełnym kuriozum jest "dyplomacja". Napotkanym cywilizacjom można wypowiedzieć wojnę - i to tyle. Poza tym chętnie zdradzą wszystkie informacje na temat swojej floty czy statków, nawet jeśli... są z graczem w stanie konfliktu. Czy ktoś spędził choćby pięć minut, żeby się nad tym zastanowić?

Bitwy bez emocji By przyłączać planety do swojego imperium, należy wykonywać misje. Jeśli jednak spodziewacie się kosmicznych przygód, to będziecie zawiedzeni, bo tu wszystko sprowadza się do toczenia bitew. Niby są tu sążniste opisy sytuacji, ale po co je czytać, gdy ostatecznie wszystko kończy się tak samo? I dlaczego nie ma tu niczego więcej - spotkań z obcymi, niespodzianek, jakichkolwiek decyzji do podjęcia, jak choćby w FTL? Wszechświat w Starships to najnudniejszy kosmos, jaki kiedykolwiek widziałem.

Sid Meier's Starships

Same bitwy przenoszą nas do oddzielnego "widoku strategicznego" (trochę jak choćby w Total War), gdzie kierujemy poszczególnymi statkami swojej floty, kryjemy się za asteroidami i staramy się wystrzelać przeciwników. I tu brakuje jakiejkolwiek głębi - trochę dlatego, że komputerowy przeciwnik jest idiotą i jedyną jego taktyką jest rzucenie na gracza wszystkich swoich sił jednocześnie. Znów po kilku minutach zabawy zna się już praktycznie wszystko, co gra ma do zaoferowania. Znów nie ma żadnego aspektu strategicznego. Statki niby można wyposażać w różne bronie, komponować flotę tak, by dobrze ze sobą współgrała, ale... po co? Wystarczy zainwestować w mocne pancerze i działa, a potem poczekać na wroga i go wystrzelać. I już. Sytuacja być może wyglądałaby inaczej w trybie dla wielu graczy, ale takiego zwyczajnie nie ma. Widocznie zaimplementowanie go w grze turowej przerastało umiejętności twórców.

Żeby było jeszcze śmieszniej, podczas całej rozgrywki kierujemy TYLKO JEDNĄ flotą statków. Która składa się z góra dziesięciu sztuk tychże. O ile naprawdę dużo w nią zainwestujemy - normalnie pięć okrętów powinno wystarczyć do większości misji. Nieźle, prawda? Ludzie ekscytują się EVE Online, gdzie w bitwach biorą udział tysiące statków, a tymczasem w Starships już potyczka sześciu-ośmiu to już wielka wojna, w której ważą się losy kosmosu.

Werdykt Starships udaje grę minimalistyczną, którą łatwo zrozumieć, ale ciężko opanować, ale nią nie jest. Jest grą zwyczajnie ubogą. I nudną. Jest strategią, w której niespecjalnie trzeba myśleć, bo raz, że nie za bardzo jest nad czym, a dwa, że konsekwencje złych decyzji są niewielkie albo niezauważalne. Po jednej skończonej partii będziecie wiedzieli o najnowszym dziele sygnowanym nazwiskiem Meiera wszystko. I nie będzie Wam się chciało do niego wracać.

Tomasz Kutera

Platformy:Win, OS X, iOS Producent:Firaxis Games Wydawca:2K Games Data premiery: 12.03.2015 PEGI:12 Wymagania: Intel Core 2 Duo 1.8 GHz albo AMD Athlon X2 64 2.0 GHz; 2 GB RAM; 256 MB ATI HD2600 XT albo lepsza, 256 MB nVidia 8800 GT albo lepsza, Intel HD4000 albo lepsza

Grę do recenzji udostępniła firma Cenega. Testowaliśmy wersję na Windowsa. Screeny pochodzą od wydawcy.

327145320059463959
Źródło artykułu:Polygamia.pl
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)