The Devil's Daughter jest w dużej mierze banalne. Bez większego wysiłku w każdej ze spraw skompletowałem wszystkie poszlaki, a w wyciąganiu wniosków pomyliłem się raz. Choć tak naprawdę moje rozwiązanie miało chyba więcej sensu. Niestety nie był to jedyny raz, gdy pod koniec śledztwa często czułem, że brakuje mi jakiejś istotnej informacji, ale gra nie miała już więcej do dodania. Nie pozostawało więc nic, tylko wyciągnąć królika z kapelusza i oskarżyć lub uniewinnić któregoś z podejrzanych. Uniewinnienie nie musiało oznaczać, że ktoś zbrodni nie popełnił.Sherlock kieruje się czymś więcej niż literą prawa, więc bardziej interesują go przesłanki stojące za czynem. To akurat pasuje do tej postaci. Ale tak jak w poprzedniej odsłonie - wnioskami końcowymi można żonglować do woli, jeśli gra pokazuje, że nie mamy racji. Przez to nie mają one żadnego ciężaru. Nie zostaniemy ze spapranym śledztwem. Lestrade nie zrezygnuje ze współpracy.Sprawy mają kilka ciekawych momentów, choć bardzo brakuje tu czegoś pośredniego pomiędzy opcją "pomiń" a odtwarzaniem sytuacji na dziesiątki sposobów tak, by wreszcie jakiś szczegół, którego nie widzimy, znalazł się na właściwym miejscu. The Devil's Daughter robi dobry użytek z trybu wyobraźni Holmesa, w którym kilkukrotnie będziemy szukać właściwej sekwencji wydarzeń, które do czegoś doprowadziły, ale próbując odtworzyć gigantyczny karambol na londyńskiej ulicy, tyle razy byłem pewien swego, że ostatecznie skapitulowałem i skorzystałem z opcji dla słabiaków. Trzeba znaleźć tu złoty środek, by gra nie musiała prowadzić gracza za rączkę tak, jak przez większość czasu robi to The Devil's Daughter.Rolę pomocnika gracza powinien pełnić Dr. Watson - zaczynać od sugestii, by potem - widząc, że wciąż sobie nie radzimy - przejść do konkretniejszych porad. Niestety wierny druh głównego bohatera wciąż jest równie bezużyteczny co poprzednio. Graczowi nie pozostaje nic, tylko przejrzeć wszystkie oznaczone przez grę miejsca w lokacji, dorzucić kilka poszlak do tablicy dedukcyjnej i ruszyć dalej. Z rzadka w trakcie natkniemy się na jakiś szyfr do rozgryzienia czy skomplikowane ustrojstwo do uruchomienia. Regularnie pojawia się za to problem otwierania zamków wytrychami, które pod koniec gry bywają absurdalnie skomplikowane. "Przeklikiwanie" się przez sprawy mocno dominuje tu nad zaprzęganiem szarych komórek do pracy. Nie rozwinięto też motywu przebrań Holmesa. Są, bo są i czasem gra każe skorzystać.