Sherlock Holmes: The Devil's Daughter - recenzja. O jeden krok za daleko

Strona głównaSherlock Holmes: The Devil's Daughter - recenzja. O jeden krok za daleko
04.07.2016 13:23
Sherlock Holmes: The Devil's Daughter - recenzja. O jeden krok za daleko
Maciej Kowalik
Maciej Kowalik

Skoro każdy może być Sherlockiem to czy w ogóle warto?

Studio Frogwares już przy okazji Testamentu Sherlocka Holmesa pokazało, że chce wyjść ze swoją serią do szerszego grona ludzi niż gromadka hardkorowych fanów łamania głowy na zagadkach. Po kolejnych dwóch odsłonach serii muszę z żalem stwierdzić, że frajdy z bycia najsłynniejszym detektywem na świecie jest w nich coraz mniej. The Devil's Daughter przelało w temacie czarę goryczy.Opowieść kontynuuje wiadomy wątek z Testamentu (nie wiesz jaki? zagraj w Testament), choć znajomość tamtej gry absolutnie nie jest tu wymagana. Ot, Sherlock pomiędzy śledztwami musi spróbować dojść do jakiegoś porozumienia ze swoją przybraną córką. Wątek nie spaja opowieści, upiorny voice acting Katelyn i brak rodzicielskich zdolności Holmesa sprawiają, że od tych scenek mogą rozboleć zęby, ale najgorszy jest fakt totalnej ślepoty głównego bohatera na coś innego. Nie powiem co, bo może kiedyś zechcecie zagrać. Ale uwierzcie, że każdego fana detektywa z Baker Street ta głupota zaboli.The Devil's Daughter to kolejny krok, by z nieprzystępnej dla laików serii uczynić propozycję dla każdego. Niestety autorzy poszli w tych próbach wrzucenia do gry czegoś poza główkowaniem za daleko. A przynajmniej przeszacowali swoje umiejętności projektowania tych dodatków.

Największą nowinką w tej odsłonie jest kilka żałosnych minigierek, które z frajdą wcielania się w Holmesa nie mają wiele wspólnego. Co powiecie na rozgranie meczu w boule? Mi grać się zdarzało i całkiem to lubię, ale realizacja tego pomysłu w The Devil's Daughter kuleje. Na szczęście jednym dotknięciem pada da się mecz pominąć. Równie niepotrzebny jest spacer w skórze Toby'ego - psa Sherlocka, ale absolutnie najgłupszym pomysłem jest minigierka, w której Wiggins (chłopaczek od zadań specjalnych na usługach Holmesa) by móc śledzić swój cel musi wyczyścić od środka komin, przez który wchodzi na dach budynku. Ten cały mini-epizod jest zbyt długi i zbyt pozbawiony sensu, by pojawiać się w interaktywnej formie. Nie dla takich rzeczy ktoś zainteresuje się The Devil's Daughter.

Choć z drugiej strony również nie dla fatalnie zaprojektowanej ucieczki przed uzbrojonym pościgiem w jednym z podlondyńskich lasów. W jej trakcie musimy od czasu do czasu przycupnąć za osłoną, by Holmes nabrał sił. Ale pogonią nie rządzi żadna logika. Strzelcy lubią trafiać przez osłonę, sterowanie w kluczowych momentach zawodzi, a całość dłuży się i dłuży. Dobra wiadomość jest taka, że większość kuriozalnych pomysłów upchnięto w pierwszej z pięciu spraw. Która ma swoją drogą znakomity finał. Frogwares naprawdę powinno zostać przy tym, co robić umie.Ok. Kiepskie (nie wszystkie, ale te najgorsze) pomysły zostawiliśmy razem z pierwszym śledztwem. Niestety nie oznacza to, że teraz autorów czeka ocean pochwał. The Devil's Daughter to gra w dużej mierze nijaka i liniowa. Rzeczywistych zagadek jest tu jak na lekarstwo. Większość zabawy w detektywa sprowadza się do wyczyszczenia lokacji z żółtych kropek sugerujących, że danemu miejscu trzeba się bliżej przyjrzeć.Oczywiście powróciło kompletowanie wiedzy o postaciach na podstawie obserwacji rodem z serialu BBC, ale choć można się przy tym pomylić (czerwone oczy to oznaka niewyspania czy choroby?), nie ma to żadnego wpływu na przebieg śledztwa. Jest co prawda drugi poziom trudności, ale gdy zobaczyłem, że w nim powyższą analizę robi się na czas, stwierdziłem, że ktoś upadł na głowę.

The Devil's Daughter jest w dużej mierze banalne. Bez większego wysiłku w każdej ze spraw skompletowałem wszystkie poszlaki, a w wyciąganiu wniosków pomyliłem się raz. Choć tak naprawdę moje rozwiązanie miało chyba więcej sensu. Niestety nie był to jedyny raz, gdy pod koniec śledztwa często czułem, że brakuje mi jakiejś istotnej informacji, ale gra nie miała już więcej do dodania. Nie pozostawało więc nic, tylko wyciągnąć królika z kapelusza i oskarżyć lub uniewinnić któregoś z podejrzanych. Uniewinnienie nie musiało oznaczać, że ktoś zbrodni nie popełnił.Sherlock kieruje się czymś więcej niż literą prawa, więc bardziej interesują go przesłanki stojące za czynem. To akurat pasuje do tej postaci. Ale tak jak w poprzedniej odsłonie - wnioskami końcowymi można żonglować do woli, jeśli gra pokazuje, że nie mamy racji. Przez to nie mają one żadnego ciężaru. Nie zostaniemy ze spapranym śledztwem. Lestrade nie zrezygnuje ze współpracy.Sprawy mają kilka ciekawych momentów, choć bardzo brakuje tu czegoś pośredniego pomiędzy opcją "pomiń" a odtwarzaniem sytuacji na dziesiątki sposobów tak, by wreszcie jakiś szczegół, którego nie widzimy, znalazł się na właściwym miejscu. The Devil's Daughter robi dobry użytek z trybu wyobraźni Holmesa, w którym kilkukrotnie będziemy szukać właściwej sekwencji wydarzeń, które do czegoś doprowadziły, ale próbując odtworzyć gigantyczny karambol na londyńskiej ulicy, tyle razy byłem pewien swego, że ostatecznie skapitulowałem i skorzystałem z opcji dla słabiaków. Trzeba znaleźć tu złoty środek, by gra nie musiała prowadzić gracza za rączkę tak, jak przez większość czasu robi to The Devil's Daughter.Rolę pomocnika gracza powinien pełnić Dr. Watson - zaczynać od sugestii, by potem - widząc, że wciąż sobie nie radzimy - przejść do konkretniejszych porad. Niestety wierny druh głównego bohatera wciąż jest równie bezużyteczny co poprzednio. Graczowi nie pozostaje nic, tylko przejrzeć wszystkie oznaczone przez grę miejsca w lokacji, dorzucić kilka poszlak do tablicy dedukcyjnej i ruszyć dalej. Z rzadka w trakcie natkniemy się na jakiś szyfr do rozgryzienia czy skomplikowane ustrojstwo do uruchomienia. Regularnie pojawia się za to problem otwierania zamków wytrychami, które pod koniec gry bywają absurdalnie skomplikowane. "Przeklikiwanie" się przez sprawy mocno dominuje tu nad zaprzęganiem szarych komórek do pracy. Nie rozwinięto też motywu przebrań Holmesa. Są, bo są i czasem gra każe skorzystać.

Wyjątkiem jest tu ostatnia sprawa. Doklejona do pozostałych dość głupio i ze scenariuszem, w którym brakuje kilku elementów, by fan Sherlocka nie zgrzytał zębami, ale z ciekawymi, wychodzącymi poza powtarzany wcześniej schemat pomysłami. Frogwares ma przebłyski.Studio dalej nie nauczyło się pracować na Unreal Engine 3 o czym świadczą nie tylko tony błędów różnego kalibru. Raz byłem pewien, że musze zacząć grę od początku, gdy Sherlock z uporem maniaka powtarzał "mógłbym się tu schować" zamiast po prostu się schować. Ale po restarcie gry wreszcie się zlitował. Innym razem sekwencje QTE powariowały i włączały złe animacje, przez co raz za razem przegrywałem karczemną bójkę. Znów pomógł restart. Niestety nic nie dało się zrobić z wariującym oświetleniem, rwaniem ekranu czy spadkami płynności animacji w kilku miejscach. Niewielu, ale gra zaczęła dławić się tak mocno, że zacząłem bać się o moje PS4. The Devil's Daughter to techniczna fuszerka, od której lubią łzawić oczy. I uszy, bo kiepski voice acting to domena nie tylko córki Holmesa. W scenkach uzupełnia to kiepska animacja modeli, czego efektem jest słaby spektakl. Dobrą wiadomością jest obecnośc polskich napisów. Nie zawsze trafnie tłumaczących sens wypowiedzi, niepozbawionych literówek, ale w takiej grze bezcennych.Jestem bardzo zawiedziony The Devil's Daughter. Już Zbrodnia i Kara wydawała mi się zbyt płytka i liniowa, by gracz mógł czerpać z niej satysfakcję, ale najnowsza odsłona przebija ją w tych elementach. Frogwares ewidentnie chciałoby stworzyć "Sherlocka" na miarę serialu z Benedictem Cumberbatchem, ale nie umie.

Platformy: PC, PS4, Xbox One

Producent: Frogwares

Wydawca: Bigben Interactive

Dystrybutor PL: APN Promise

Data premiery: 10.06.2016 r.

PEGI: 16

Wymagania: INTEL Core i3 3.6GHz / AMD FX 4.2GHz Quad-Core; 6GB RAM; AMD Radeon HD 7790 / NVIDIA GeForce 460 GTX

Grę do recenzji dostarczył dystrybutor. Graliśmy na PS4. Obrazki pochodzą od redakcji

Umie tworzyć ciekawe scenariusze, chyba nie zapomniało jak tworzyć wymagające zagadki. Ale w imię poszerzenia grona odbiorców odziera swoją grę z wyzwań. A to ich pokonywanie sprawiało przecież, że w Testamencie sam zaskakiwałem się swoją pomysłowością, co było źródłem olbrzymiej frajdy. W The Devil's Daughter tej frajdy nie ma. Więc, tak jak w grze, doradzam opcję "pomiń". Zbrodnia i Kara jest równie przystępna, ale mniej zepsuta. Jeśli złapiesz bakcyla to atakuj Testament. Wcześniejsze gry są bardziej skomplikowane, ale po takim przetarciu dasz sobie radę.

Udostępnij:
Komentarze (1)