No i co ja mam napisać? Że Shadow Warrior 2 zapowiada się świetnie? Tak, zapowiada się świetnie. Że jest cholernie śmieszny? Owszem, jest. Że jest pod każdym względem lepszy od i tak dobrego remake’u jedynki? No pewnie, że jest. Albo że to solidny kandydat do FPS-a roku, który naprawdę może okazać się lepszy od DOOM-a, co według Maćka jest cholernie trudne? To też prawda.Coś poszło nie tak i światy ludzi i demonów wymieszały się ze sobą. Efektem tego są ci drudzy zamieszkujący naszą rzeczywistość, co w zasadzie całkiem nieźle wychodzi. No bo co z tego, że sąsiad ma rogi albo kopyta. Ma to ma, nie róbmy z tego zagadnienia.Trochę gorzej, że poza tymi dogadującymi się z ludźmi demonami trafiły tu też te mniej przyjaźnie nastawione. Na szczęście w tym momencie do akcji wkracza Wang i jest jeszcze lepiej wyposażony, sprytniejszy, zabawniejszy no i w ogóle fajniejszy, niż ostatnio.We wstępie napisałem, że Shadow Warrior 2 jest pod każdym względem lepszy od poprzedniczki i wcale nie przesadzałem, bo usprawniony został każdy element gry. Począwszy od świetnego humoru czy to w postaci nawiązań do popkultury, czy złośliwości wymienianych między Lo Wangiem, a zamieszkującym jego ciało demonem, który swoją drogą w dwójce zyskał bardziej przyjemną dla oka powłokę. Nie zabrakło też mniej wyszukanych żartów, jak na przykład demonicznego artefaktu, który tak naprawdę okazuje się wielkim… penisem. Falliczne inspiracje są zresztą w tym tytule częste. Wystarczy spojrzeć na nocne niebo.To oczywiście nie jedyne ulepszenia, bo sporym zmianom uległa też mechanika gry. Przede wszystkim świat jest teraz półotwarty, a wygląda to trochę jak Homefront: The Revolution. Po mapie możemy przemieszczać się w miarę swobodnie, zatem do celu dotrzemy zarówno ścieżkami, jak i po dachach budynków, albo po prostu na przełaj. Nie mamy tu co prawda jednej, wielkiej mapy, a mniejsze obszary, do których dostajemy się z centralnego huba, ale za to Hogom udało się wpleść element losowości do poziomów.Działa to w ten sposób, że za każdym razem, kiedy ładujemy kolejny etap możemy trafić do niego w jednej z kilku pór doby, a do tego w różnych warunkach pogodowych. Najciekawsze jednak jest to, że sam rozkład może być zupełnie inny. Tam gdzie za pierwszym razem była wioska, przy kolejnym przechodzeniu gry może być las. Nie jest to generowane proceduralnie, ale po wymieszaniu wszystkich zmiennych i tak mamy kilkanaście wersji tego samego poziomu.Solidnie zabrano się też za arsenał Lo Wanga. Poza klasycznymi katanami w zwarciu możemy też walczyć za pomocą nakładanych na ręce szponów, czy okrągłego ostrza. Różnice są czysto kosmetyczne, ale jeśli ktoś chce poczuć się jak Wolverine, to proszę bardzo. Do tego dochodzi cała masa mniej lub bardziej dziwnych giwer. Strzelby, rewolwery, pistolety maszynowe, czy demoniczne karabiny plujące kwasem to tylko kilka z nich. No i łuk, który jest genialny. I teraz robi się ciekawie.