Grając w Shadow Warriora 2 ma się poczucie, że jego twórcy świetnie bawili się podczas pracy. Wspomniane powyżej poczucie humoru przenika bowiem z postaci i ich odzywek w świat gry. To nie jest przestrzeń, która próbuje sprzedać nam swoją wiarygodność, wręcz przeciwnie, na każdym kroku podkreślany jest jej umowny, popkulturowy charakter. Choćby przez liczne nawiązania do innych gier czy filmów.Dla przykładu, jeden z pistoletów żywcem wyjęty z „Łowcy androidów” nosi nazwę DECK-ard. Podczas jednej misji w Zilla City, futurystycznym, lśniącym mieście, któremu klimatem bliżej do pierwszej gry Flying Wild Hog, czyli Hard Reset, napotykamy większego przeciwnika noszącego dumną nazwę Unit-65 Commodore. Służąca do walki wręcz piła mechaniczna zaś to Warrrsaw. Ktoś bardzo dobrze się tu bawił podczas pracy i to poczucie dobrej zabawy przerzuca się na gracza jak stara piosenka, której człowiek nie może sobie wybić z głowy.A w czym, zapytacie, przejawia się wspomniana na początku artykułu ambicja, skoro jak na razie dowiedzieliśmy się, że w Shadow Warriorze 2 jest pełno dobrych żartów? Ano w rozwinięciu w zasadzie wszystkich elementów rozgrywki i dodaniu do tego kilku nowych. No bo powiedzcie, jaka druga część liniowej strzelanki dodaje w kolejnej odsłonie otwarte mapy, misje poboczne, dziesiątki rodzajów broni oraz możliwości ich modyfikacji, a do tego jeszcze tryb współpracy? Odpowiedź brzmi: żadna.Tak naprawdę dzisiejsi twórcy grają bardzo bezpiecznie. Jeśli tylko udało im się znaleźć formułę, która spodobała się graczom, to nie starają się jej raczej zmieniać ze strachu przez naruszeniem nie zawsze do końca rozumianej delikatnej równowagi elementów rozgrywki. Flying Wild Hog pokazuje takiemu podejściu swojego wanga. Dorzuca więc nieliniowe, otwarte poziomy, w których istnieje wiele ścieżek dojścia do celu, zaś wszystkie one okupowane są przez przeciwników. Do miejscówek, które już zwiedziliśmy możemy sobie wrócić w poszukiwaniu lepszych przedmiotów lub aby wypełnić misje poboczne dla tej czy tamtej postaci, co zdecydowanie zwiększa ilość godzin, które w Shadow Warriora 2 można wbić.Kolejną nowością w stosunku do oryginału są modyfikacje broni, których w grze znajdujemy na pęczki. Na początku wydaje się, że dotyczą one tylko i wyłącznie lekkiej zmiany tej czy tamtej cechy danej spluwy, jak choćby obrażeń zadawanych mniejszych przeciwnikom czy czasu przeładowania magazynku, ale już po chwili zaczynamy znajdować modyfikacje, które naprawdę potrafią zmienić rozgrywkę. Irytuje was, że nie można używać dwóch spluw jednocześnie? Nie ma sprawy, jest na to modyfikacja. Chcielibyście, aby ładunki wybuchowe wystrzeliwane z granatnika zamiast odbijać się dookoła przyklejały się do wroga? Nie ma sprawy. Trzeba je tylko znaleźć, ale sądząc po częstotliwości ich wypadania z ciał i skrzynek nie powinno z tym być problemów.Do tego wszystkiego dochodzi żywcem wyjęty z action-RPG-ów system umiejętności i wytrzymałości przeciwników. Najprostsi wrogowie nie są trudni do pokonania, wystarczy wcisnąć w nich wystarczająco dużo amunicji albo naciąć ich w odpowiedniej ilości miejsc i po sprawie. Z bossami jest już trochę większy problem, ponieważ wykazują się oni odpornością na niektóre z naszych ataków, ale nie martwcie się, napakowanie pociskami położy tak czy siak każdego. System odporności sprawia, że kombinowanie z upgrade’ami broni ułatwia rozgrywkę i sprawia, że jest ona ciekawsza. Dzięki temu w naszym arsenale nosimy uzbrojenie przystosowane do konkretnych rodzajów przeciwników. Dodaje to lekki element kombinowania z rozwijaniem postaci.