Shadow of the Tomb Raider – recenzja. Ostateczne wejście w mrok

Strona głównaShadow of the Tomb Raider – recenzja. Ostateczne wejście w mrok
14.09.2018 17:09
Shadow of the Tomb Raider – recenzja. Ostateczne wejście w mrok
Krzysztof Kempski
Krzysztof Kempski
bEgyLerq

Wreszcie, po 5 latach Lara nie smuci się już zabijając jelonki i teraz nawet tygrys syberyjski raczy zejść jej z drogi...

bEgyLeqJ

No dobra, po prawdzie to nie tygrys syberyjski, lecz pantera, ale nie mogłem powstrzymać się przed wciśnięciem do tekstu nawiązania do piosenki. Podobnie jak twórcy po raz kolejny nie potrafili sobie odmówić cytowania dwóch poprzednich odsłon serii i zbudowania Shadow of the Tomb Raider ze znanych już na wylot elementów. W trzeciej części nie zaskoczy was ani animacja czekana wbijającego się między skały, ani strzały z liną, których koniec możemy przyczepić w wyznaczonych miejscach tworząc przejście, ani wreszcie poukrywane tu i ówdzie grobowce wyzwań. Paradoksalnie jednak, nowy Tomb Raider naprawdę potrafi zaskoczyć...

Platformy: PC, PS4, Xbox One

Producent: Nixxes Software

bEgyLeqL

Wydawca: Square Enix/ Eidos

Dystrybutor: Cenega S.A

Data premiery: 14.09.2018

Wersja PL: dubbing

bEgyLeqR

Graliśmy na Xboksie One. Grę udostępnił dystrybutor. Zdjęcia pochodzą od autora tekstu.

Historia kontynuuje oczywiście wątki z poprzedniej, syberyjskiej odsłony. Tym razem panna Croft ląduje w Meksyku i Peru celem odnalezienia pewnej tajemniczej skrzynki. Przy okazji zaś odkrycia tajemnych działań Zakonu Trojga (powiązanych, jak się zdaje, ze śmiercią ojca słynnej pani archeolog). Jest to opowieść mocno letnia, choć niepozbawiona tzw. momentów. Ale hej, przeciętność i świetne momenty to przecież spory postęp po fatalnych skryptach zaserwowanych nam w poprzednich dwóch odsłonach. Jak bardzo raniły one poczucie estetyki autora, potwierdzić może reszta redakcji. Moja reakcja za każdym razem, kiedy w trakcie redakcyjnych rozmów o wszystkim tylko nie tekstach na stronę, padało nazwisko Rhianny Prattchet... ale zostawmy to, bo już poranna kawa dostatecznie podniosła mi ciśnienie.O scenariuszu nowej Lary powiedzieć można (bez spoilerów) tyle, że przede wszystkim nie razi już totalnie niewiarygodnymi sylwetkami bohaterów. Ponadto zamyka też we współczesnej Tomb Raiderowej serii pewien etap przemiany bohaterki w kobiecy odpowiednik terminatora, wyjaśniając też sporo w kwestii zaginięcia ojca Lary. Dowiemy się wreszcie, czy szalony papcio naukowiec rzeczywiście zbzikował na punkcie tajemniczego skarbu, czy może za jego śmiercią stało co innego...Zanim to jednak nastąpi, weźmiemy udział w dość liniowej sekwencji w Meksyku, otwierającej całą grę. I to właśnie jeden z tych wspomnianych przeze mnie momentów. Choć lokacja ta pełni podobnie jak Syria w poprzedniczce rolę dodatku do głównej atrakcji, jest dużo bardziej rozbudowana, a wizytę w kraju Azteków kończy mocny akcent w postaci tsunami. Wyglądało to tak cudownie, że aż trzy razy sprawdzałem, czy przypadkiem ktoś w ramach żartu nie podłączył mi do telewizora peceta zamiast Xboksa...Bardzo przypadła mi też do gustu pewna retrospekcja z pierwszej połowy kampanii, gdzie gramy... ale stop, nie chcę psuć wam niespodzianki. Ograniczmy się do tego, że ktoś uwięził Białą Królową i trzeba ją uratować. Jak zagracie, będziecie wiedzieć, o co chodzi. Pomijając jednak te fajne akcenty, scenariusz tak naprawdę niczym szczególnym się nie wyróżnia – ot, jest to raczej typowa przygoda z filmu o awanturnikach. Do tego zakończona niestety w dość marnym stylu. Wyjaśnienie zagadki śmierci ojca Lary jest tak oczywiste, że wpadniecie na to, jak tylko poznacie bohaterów gry.

Docelowym miejscem akcji jest dżungla gdzieś w okolicach Peru, gdzie Lara poszukiwać będzie zaginionego miasta Majów. Znawców historii pragnę przy tym uspokoić, że owa nieścisłość (Peru to kraj Inków) nie jest błędem, lecz celowym zamiarem twórców. To właśnie w dżungli Lara z niezrównoważonej psychicznie istotki wreszcie staje się postacią, którą tak bardzo polubiłem kilka lat temu. Zresztą już od pierwszych sekwencji mamy tu do czynienia z całkiem inną bohaterką. Lara wreszcie jest twardym badassem i wygrywa w zapasy na noże z komandosami, a wyników podczas badania spirometrycznego mógłby pozazdrościć jej sam Michael Phelps. Aż się przypomina zalana świątynia w Grecji z Anniversary, gdzie zacząłem podejrzewać Croftównę o posiadanie skrzeli.Po odpaleniu nowego Tomb Raidera w pierwszej kolejności rzuca się w oczy fantastyczna oprawa graficzna. Choć na podstawowym modelu Xboksa One gra działa jedynie w 900p, i tak wygląda zjawiskowo. Lepiej nawet niż podciągnięta do 1080p poprzedniczka. Byłem pod wrażeniem tego, ile wyciśnięto z konsoli zwłaszcza w najgęstszej dżungli. Design jest bezbłędny, a dzięki zastosowanym tu barwom o dużym nasyceniu, nieraz mamy wrażenie, jakby okoliczne drzewa czy rośliny próbowały nas obleźć niczym pnącza w Harrym Potterze. Klimat jest tu maksymalnie klaustrofobiczny, zwłaszcza po zmroku. To zdecydowanie najmroczniejsza odsłona Lary od czasów Angel of Darkness, choć żeby nie zmęczyć oczu, skąpane w mroku etapy przeplatają się z rozgrywanymi za dnia.Zjednoczenie bohaterki z mrokiem odczuć można także w samym gameplayu. To odsłona, w której zabijamy dużo mniej przeciwników, niż w dwóch poprzednich, a sekwencje walki przedzielone są zazwyczaj rozbudowanymi wstawkami platformowymi czy skradaniem się. W temacie tych pierwszych nie zmieniło się wiele. Nowości pojawiły się za to w mechanice skradankowej. Poza klasycznym kryciem się w krzakach mamy też możliwość... wytytłania się w błocie. Taki kamuflaż sprawia, że wrogom trudniej dostrzec nas z daleka, a kiedy już staniemy przy porośniętej bluszczem ścianie, sami mamy problem z dostrzeżeniem tam bohaterki. Popatrzcie zresztą na screena...Nadmiar akcji skutecznie podminowało wreszcie nowe podejście do paska zdrowia. W imię walki z niepotrzebnym interfejsem, po paru otrzymanych ciosach ekran po prostu zrasza się krwią, a my mamy chwilę na zastosowanie apteczki. Te ostatnie mają zastosowanie tylko w momencie, gdy musimy pokonać jeszcze kilku wrogów, bo życie samo regeneruje się po skończonej walce. Warto wspomnieć, że bohaterka jest teraz podczas wymian ognia dużo bardziej krucha, ale takie utrudnienie zrównoważono w najlepszy możliwy sposób – nawet podczas tych dosłownie kilku niemożliwych do ominięcia strzelanin, liczba wrogów na ekranie rzadko jest dwucyfrowa.W ogóle interfejsu tym razem na ekranie praktycznie nie ma, co kapitalnie wzmacnia wczuwkę. Można ją natomiast wzmocnić jeszcze bardziej, korzystając z absolutnie genialnych ustawień poziomu trudności. W menu sterować będziemy nie tylko potyczkami, ale i sekwencjami wspinaczkowymi. Jeżeli wkurza was powycierana skała czy deski w miejscu, gdzie trzeba się chwycić, z poziomu ustawień można te ślady usunąć tak, by miejsca interakcji niczym specjalnym się nie wyróżniały. Warto utrudnić sobie odrobinę życie, bo immersja jest wtedy naprawdę ogromna.Nowością w Shadow of the Tomb Raider są również nieliczne, ale przy tym dość rozbudowane sekwencje, gdzie bohaterce towarzyszy kompan. Niby wiele nie zmienia to w temacie gameplay'u, ale jakoś tak raźniej mieć bota pod ręką. Najprzyjemniejsze były zwłaszcza sekwencje z Jonasem, odgrywającym coraz większą rolę w cyklu kucharzem z pamiętnego rejsu statku Endurance. Swoją drogą od czasu poprzedniej gry, bohater wyraźnie pozbył się brzuszka i odbył co najmniej kilka treningów na siłowni, ale jego relacja z Larą i tak jest wciąż „zaledwie” przyjaźnią. Pani archeolog kocha przede wszystkim skarby i sekrety.Przez większość czasu gra jest liniowa, ale ponownie powracają znane z poprzedniczek opcjonalne grobowce z wyzwaniami. Za jego przejście otrzymujemy oczywiście doświadczenie, ale też odblokowujemy na odnowionym wizualnie drzewku talenty, będące nagrodą za zaliczenie danego wyzwania. Tym razem odniosłem jednak wrażenie, że ich zawartość została lepiej wyważona. W poprzedniczkach często nie chciało się ich wykonywać, bo w pewnym momencie okazywało się, że nie mamy odpowiednio rozwiniętego ekwipunku, by pokonać jakąś umieszczoną w środku zabawkę.

Albo ja tym razem miałem więcej szczęścia przy doborze usprawnień, albo twórcy zadbali o to, by nie zmuszać już więcej gracza do backtrackingu. W paru sekwencjach trafimy również do lokalnej wioski, gdzie możemy pomóc mieszkańcom. Udostępnione w takiej formie questy poboczne nie szokują może rozbudowaniem, ale zapewniają sporo dodatkowej zabawy. Ogólnie też główny wątek jakby odrobinę od poprzedniego razu spuchł. Fabułę w „jedynce” jak i Rise dało się zaliczyć poniżej dziesięciu godzin, a tu zajęło mi to prawie piętnaście, a wyciśnięcie z wszystkiego wyjmie wam z życiorysu ponad dobę.Jest w nowym Tomb Raiderze taka scena, gdzie bohaterka mierzy się z panterą. Po ubiciu zwierza upoconą, wytytłaną w błocie Larę zastaje inny futrzasty kompan poległej zwierzyny. Po obwąchaniu naszej bohaterki nie odnajduje w niej nic smacznego, zadowala się  więc mięsem poległego wcześniej członka stada i chwytając się pazurami kolejnych konarów uchodzi w las. W tym momencie zrozumiałem wreszcie, że w podobny sposób realia rynku rozszarpały tę starą Larę, którą tak uwielbiałem...Te 5 lat temu sam byłem wobec gry takim „Wybrednym drapieżnikiem”. Jednocześnie im dłużej gram w Shadow of the Tomb Raider, tym mniej tęsknię. A dzięki temu, że dostałem grę od razu z Season Passem, nie zamierzam zbyt szybko usuwać jej z dysku. Bo choć jest to gra dalece inna od przecudownej trylogii zapoczątkowanej Legendą, od samego początku świetne elementy składowe całości wreszcie dobrano tu w odpowiednich proporcjach, tworząc grę szalenie przyjemną i wartą uwagi. To najlepszy "nowożytny" Tomb Raider!

bEgyLerH