Docelowym miejscem akcji jest dżungla gdzieś w okolicach Peru, gdzie Lara poszukiwać będzie zaginionego miasta Majów. Znawców historii pragnę przy tym uspokoić, że owa nieścisłość (Peru to kraj Inków) nie jest błędem, lecz celowym zamiarem twórców. To właśnie w dżungli Lara z niezrównoważonej psychicznie istotki wreszcie staje się postacią, którą tak bardzo polubiłem kilka lat temu. Zresztą już od pierwszych sekwencji mamy tu do czynienia z całkiem inną bohaterką. Lara wreszcie jest twardym badassem i wygrywa w zapasy na noże z komandosami, a wyników podczas badania spirometrycznego mógłby pozazdrościć jej sam Michael Phelps. Aż się przypomina zalana świątynia w Grecji z Anniversary, gdzie zacząłem podejrzewać Croftównę o posiadanie skrzeli.Po odpaleniu nowego Tomb Raidera w pierwszej kolejności rzuca się w oczy fantastyczna oprawa graficzna. Choć na podstawowym modelu Xboksa One gra działa jedynie w 900p, i tak wygląda zjawiskowo. Lepiej nawet niż podciągnięta do 1080p poprzedniczka. Byłem pod wrażeniem tego, ile wyciśnięto z konsoli zwłaszcza w najgęstszej dżungli. Design jest bezbłędny, a dzięki zastosowanym tu barwom o dużym nasyceniu, nieraz mamy wrażenie, jakby okoliczne drzewa czy rośliny próbowały nas obleźć niczym pnącza w Harrym Potterze. Klimat jest tu maksymalnie klaustrofobiczny, zwłaszcza po zmroku. To zdecydowanie najmroczniejsza odsłona Lary od czasów Angel of Darkness, choć żeby nie zmęczyć oczu, skąpane w mroku etapy przeplatają się z rozgrywanymi za dnia.Zjednoczenie bohaterki z mrokiem odczuć można także w samym gameplayu. To odsłona, w której zabijamy dużo mniej przeciwników, niż w dwóch poprzednich, a sekwencje walki przedzielone są zazwyczaj rozbudowanymi wstawkami platformowymi czy skradaniem się. W temacie tych pierwszych nie zmieniło się wiele. Nowości pojawiły się za to w mechanice skradankowej. Poza klasycznym kryciem się w krzakach mamy też możliwość... wytytłania się w błocie. Taki kamuflaż sprawia, że wrogom trudniej dostrzec nas z daleka, a kiedy już staniemy przy porośniętej bluszczem ścianie, sami mamy problem z dostrzeżeniem tam bohaterki. Popatrzcie zresztą na screena...Nadmiar akcji skutecznie podminowało wreszcie nowe podejście do paska zdrowia. W imię walki z niepotrzebnym interfejsem, po paru otrzymanych ciosach ekran po prostu zrasza się krwią, a my mamy chwilę na zastosowanie apteczki. Te ostatnie mają zastosowanie tylko w momencie, gdy musimy pokonać jeszcze kilku wrogów, bo życie samo regeneruje się po skończonej walce. Warto wspomnieć, że bohaterka jest teraz podczas wymian ognia dużo bardziej krucha, ale takie utrudnienie zrównoważono w najlepszy możliwy sposób – nawet podczas tych dosłownie kilku niemożliwych do ominięcia strzelanin, liczba wrogów na ekranie rzadko jest dwucyfrowa.W ogóle interfejsu tym razem na ekranie praktycznie nie ma, co kapitalnie wzmacnia wczuwkę. Można ją natomiast wzmocnić jeszcze bardziej, korzystając z absolutnie genialnych ustawień poziomu trudności. W menu sterować będziemy nie tylko potyczkami, ale i sekwencjami wspinaczkowymi. Jeżeli wkurza was powycierana skała czy deski w miejscu, gdzie trzeba się chwycić, z poziomu ustawień można te ślady usunąć tak, by miejsca interakcji niczym specjalnym się nie wyróżniały. Warto utrudnić sobie odrobinę życie, bo immersja jest wtedy naprawdę ogromna.Nowością w Shadow of the Tomb Raider są również nieliczne, ale przy tym dość rozbudowane sekwencje, gdzie bohaterce towarzyszy kompan. Niby wiele nie zmienia to w temacie gameplay'u, ale jakoś tak raźniej mieć bota pod ręką. Najprzyjemniejsze były zwłaszcza sekwencje z Jonasem, odgrywającym coraz większą rolę w cyklu kucharzem z pamiętnego rejsu statku Endurance. Swoją drogą od czasu poprzedniej gry, bohater wyraźnie pozbył się brzuszka i odbył co najmniej kilka treningów na siłowni, ale jego relacja z Larą i tak jest wciąż „zaledwie” przyjaźnią. Pani archeolog kocha przede wszystkim skarby i sekrety.Przez większość czasu gra jest liniowa, ale ponownie powracają znane z poprzedniczek opcjonalne grobowce z wyzwaniami. Za jego przejście otrzymujemy oczywiście doświadczenie, ale też odblokowujemy na odnowionym wizualnie drzewku talenty, będące nagrodą za zaliczenie danego wyzwania. Tym razem odniosłem jednak wrażenie, że ich zawartość została lepiej wyważona. W poprzedniczkach często nie chciało się ich wykonywać, bo w pewnym momencie okazywało się, że nie mamy odpowiednio rozwiniętego ekwipunku, by pokonać jakąś umieszczoną w środku zabawkę.