Ale wspomniałem o Driveclubie. Podobna do kontrowersyjnego dziecka Evolution jest kafelkowa struktura samej kariery. Z tym że Rally Evo od razu daje Ci dostęp do większości wydarzeń - wystarczy odpowiednia kategoria samochodu. Autka kupujesz za trudem wywalczone kredyty lub wygrywasz w najważniejszych wyścigach całej gry - wyzwaniach Loeba, dla których wspinasz się powoli po drabinie popularności kierowców. Ostatnim z nich - nie mogło być inaczej - jest pełna odsłona trasy Pikes Peak (dwadzieścia kilometrów na sam szczyt!) za kierownicą specjalnego monstrum Peugeota. Ale tam dobrniesz po dobrych piętnastu godzinach zabawy.Za mało? Zainteresuj się trybem Loeb Experience. To jeszcze jedna porcja pojedynczych odcinków, tym razem wzorowana na całej sportowej karierze tytułowego bohatera, który w przerwach osobiście, bez sztucznego wstydu i unikania kłopotliwych kwestii, opowiada swoją historię „mistrza świata z ulicy”. O ile tutejsze wydarzenia są po prostu dodatkowymi trzema godzinkami jazdy na krawędzi, tak dokument ogląda się przednio. Fajny dodatek.Za mało...? O matko, masz chyba zbyt wiele wolnego czasu. To może tryb sieciowy? Jeżeli grałeś w WRC 5, powinieneś od razu odnaleźć się też w SLRE. Wszyscy uczestnicy głosują na państwo, odcinek oraz porę dnia, po czym w postaci duchów przystępują do synchronicznej czasówki. Widzisz zatem, jak daleko odstawiłeś konkurencję z Francji, która nigdy nie odłącza kamerki i nawija nieustannie w swoim narzeczu. Pamiętaj tylko, że w trybie sieciowym nie cofniesz czasu po kraksie (offline'owe tryby, zgodnie z obecnym standardem, umożliwiają takie zagrywki). Nie żałuj hamulców.Za mało?! Nie, żartuję, więcej trybów już nie ma. Ale zawartość Sébastiena Loeba warto podsumować, bo robi niemałe wrażenie. Perfekcjoniści będą mieli zajęcie chyba do samej konsolowej premiery nowego Dirta. Dodajmy, iż do wycalakowania/wyplatynowania należy jeszcze wygrać wszystkie rajdy w ich najdłuższej, czterodniowej odsłonie. Gdzie święta, kiedy ich najbardziej potrzeba?Skoro zaczynałem od najgorszego, kończyć wypada tylko najlepszym. Odcinki specjalne zaprojektowane są fantastycznie, wiją się w każdym kierunku, nie obawiają nagłych wzniesień, dolin, przeskoków z lasu na pola, koszmarnych zwężeń, przepaści, serpentyn na wysokości albo obłudnych prostych. Zawsze mają w zanadrzu jeszcze jedną pułapkę, która będzie na Ciebie dybać. Dlatego chce się nadal jeździć, uczyć kolejnych zakamarków, nawet po dziesięciu czy piętnastu godzinach zabawy. Co przy takiej oprawie wizualnej jest niezłym osiągnięciem.