Gra stała się tak popularna, że powstał już czarny rynek, gdzie można kupić dostęp do wersji testowej gry. Aż strach pomyśleć, co gracze wymyślą po premierze.

bELcCVBx

Sporo się ostatnio dzieje wokół strzelanki twórców League of Legends, która ma połączyć precyzyjne strzelanie znane z Counter Strike’a z wyraźnie zarysowanymi bohaterami. Beta wystartowała raptem trzy dni temu, a już zgromadziła wokół siebie ogromną publikę na Twitchu – w szczytowym momencie poczynania streamerów śledziło 1,7 milionów użytkowników – skłaniając jednocześnie część internetowych twórców do porzucenia dawnych gier i skupienia się tylko na Valorancie.

325318964471412700

Jak jednak działa cały system i czemu zdecydowano się na tak mało przejrzysty sposób przyznawania dostępu do gry? Riot postanowił się do tego odnieść w specjalnym oświadczeniu opublikowanym na stronie głównej gry. Dostęp do bety ma być przyznawany “z głową”, by wszystkim grającym zapewnić komfortową rozgrywkę: Mniej więcej znaczy to tyle, że start otwartej bety (o ile takowy nastąpi) nie nastąpi zbyt prędko i dalej dostęp do gry będą miały te osoby, które zdecydują się na oglądanie streamów na Twitchu. Jakie jednak kryteria trzeba spełnić, by dostać zaproszenie?

bELcCVBz

Przede wszystkim należy nabić odpowiednią liczbę godzin (nie podano dokładnie jaką), ale nawet to nie gwarantuje otrzymania dostępu do gry – Riot dokładnie monitoruje wszystkie konta połączone z Twitchem i jeśli uzna, że ktoś zasługuje na dołączenie do zabawy, to zostanie o tym poinformowany drogą mailową.

Valorant - Gameplay Trailer [HD 1080P]

Sam system jest w pełni losowy (oczywiście uwzględnia tylko tych z odpowiednią liczbą godzin), a godziny tzw. dropów, czyli okresów przyznawania dostępu do gry, zmieniają się przez cały czas. To wszystko brzmi strasznie skomplikowanie (przypomnijmy, że ciągle mówimy o becie a nie pełnym produkcie), ale niektórzy, niezrażeni kłodami rzucanymi pod nogi, postanowili za wszelką cenę dostać się do gry.

Tuż po ogłoszeniu informacji o starcie wersji próbnej wielu graczy postanowiło założyć jak największą liczbę kont w nadziei, że któreś zostanie wybrane. To rozwiązanie oczywiście nie zadziałało (tak samo jak pomysł z botami), dlatego część najbardziej zainteresowanych graczy, nie bało się rozbić swoich świnek skarbonek, by być częścią szumu wokół Valoranta.

Jak zauważył PC Gamer, niektórzy wybrańcy zaczęli wystawiać konta z betą gry na eBay'u – cena waha się od kilkudziesięciu do nawet 150 dolarów, co według obecnego kursu daje jakieś 623 złote. Riot wziął już na celownik kilku nieuczciwych graczy i dodaje, że wszyscy, którzy zdecydują się kupić dostęp do gry, zostaną zbanowani.

bELcCVBF

Twórcy zdają się być świadomi popularności gry, ale na razie mogą jedynie zapewnić, że z czasem liczba udostępnianych kluczy będzie wzrastać.

Bartek Witoszka

bELcCVCv