Czasem twórcy bardzo dosłownie biorą znaczenie słowa "remaster" i po prostu podciągają oprawę nie dodając nic nowego. Oczywiście jest to jakiś sposób, choć przykład Kozaków pokazuje, że nie zawsze się sprawdza. Zdecydowanie bardziej wolę jednak, kiedy przy remasterze naprawdę starej gry poza samą grafiką, dostajemy coś nowego, czego oryginałowi brakowało.Dzięki temu, choć pierwowzór mnie ominął, mogę teraz na własnej skórze przekonać się, jak świetną grą jest Rez Infinite. Paradoksalnie coś, co było moim głównym zarzutem wobec Kozaków, tutaj sprawdza się świetnie. Ale pamiętajmy, że jest to zupełnie inny gatunek. Nie jestem w stanie zdzierżyć przestarzałej mechaniki w RTS-ie reklamowanym jako trzecia część serii. W przypadku gry Mizuguchiego nie wyobrażam sobie jakichkolwiek udziwnień. Nie oznacza to jednak, że po prostu poprawiono oprawę audiowizualną, bo Rez Infinite kryje też kilka dodatkowych niespodzianek.Wcielamy się zatem w rolę hakera chcącego uratować sztuczną inteligencję Eden przed wyłączeniem się i wskakujemy do sieci, by walczyć z wirusami, firewallami i resztą cyber ustrojstwa. To tyle jeśli chodzi o fabułę. Ciekawostką dla mnie, jako człowieka nieznającego oryginalnego Reza, jest też sama mechanika gry. Zupełnie nieskomplikowana, polegająca jedynie na poruszaniu się "po szynach" zaznaczaniu kolejnych przeciwników i okazjonalnym zebraniu znajdźki.Ani to wyzwanie, ani jakaś większa filozofia, ale daje ciężką do określenia satysfakcję. Nie wiem, jest coś uspokajającego w tym całym lataniu, wsłuchiwaniu się w elektroniczne brzmienia uzupełniane "wystukiwanym" przez nasze pociski rytmem i patrzeniu, jak obraz komponuje się z dźwiękiem. Nie dziwię się, dlaczego grze brak rozbudowanej fabuły. Szczerze powiedziawszy, zupełnie nie przeszkadzałoby mi, gdyby w ogóle jej nie było.Jedną z największych zmian jest dodanie obsługi PlayStation VR i śmiało można powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę. Dzięki temu można całym sobą wsiąknąć w świat gry. Znika ta ściana ekranu telewizora i czujemy się tak, jakbyśmy naprawdę przemierzali cyberprzestrzeń we własnej osobie.Połączenie wizualizacji dźwięku, elektronicznych brzmień i możliwości swego rodzaju sterowania rytmem daje uczucie strasznie ciężkie do opisania. Nie tyle oglądamy czy słuchamy tego, co dzieje się w naszym otoczeniu, co chłoniemy całość. Granice między poszczególnymi bodźcami zacierają się i wszystko składa się w jedną, harmoniczną całość, w czym pomagają niesamowicie płynne przejścia między każdym z dziesięciu etapów pięciu dostępnych w grze poziomów.