Jeżeli jednak przypomnimy sobie o licznych spotkaniach z Tyrantami w "dwójce" lub Nemezisem w "trójce", prawdziwym novum pozostanie wyłącznie rzut kamery. Nie, nie padliście ofiarami przemyślanej kampanii marketingowej, świeżutki Resident w stu procentach rozgrywa się "z oczu". Ma to swoje plusy, naprawdę, nawet jeśli nigdy nie zamierzacie sobie sprawić gogli VR. Panika, w jaką wpada się tutaj dość często, mocno zyskuje na desperackim uciekaniu przez ciemne pokoje z okrojonym polem widzenia. Nie razi tak ciasnota wielu lokacji. O wiele sugestywniej wyglądają też momenty prawdziwie makabryczne, gdzie jucha leje się hektolitrami. Horror przekonał się o tym wszystkim dawno temu. Dziś przekonuje się ostatni z niewiernych Tomków. Ta perspektywa dobrze tu leży po prostu. Gdybym miał wskazać, na co będzie się narzekać, to palec wyciągam w kierunku ślamazarnego biegu Ethana. Wydaje mi się, że to (jedyny) odprysk ciśnienia na technologię VR.To nieduża pozycja. Spokojna, samodzielna przygoda trwała w moim przypadku jedenaście godzin. Ze względu na długość moich sesji, większość pierwotnego przejścia spędziłem klasycznie, przed telewizorem. Nie wydaje mi się jednak, by niemożliwym było zaliczenie "siódemki" w całości z goglami na oczach. To zdecydowanie najbardziej atmosferyczny Resident w dziejach, potrafiący obudzić niepokój podczas głupiej eksploracji pogrążonej w mroku lokacji. PlayStation VR potęguje to wrażenie. Nie jest opracowany idealnie, bo naturalny model sterowania, z "przeskokami" ekranu przy obracaniu, wybija delikatnie z koncentracji, ale między grą Capcomu a takim Here They Lie, czyli poprzednim horrorem, jaki sprawdzałem w hełmie, różnica jest kolosalna. Przede wszystkim o wiele rzadziej zbierało mi się na pawia. I z ogromną przyjemnością sprawdzę "siódemkę" od początku do końca w tej technologii. Nawet jeśli oprawa graficzna tak mocno wtedy traci. Wiecie, 1080p i 60 fpsów to komfort, który ciężko odrzucić. Chociaż tekstury i tak mogą Wam się brzydko doładować przed samym nosem, jeśli nie macie szczęścia.3 grosze Macia: Grałem raptem 4 godziny. Ale jestem nimi zawiedziony. Po Outlaście RE7 jest bardzo spóźnione, a podstawowa mechanika jest tu zrealizowana gorzej. Z kolei po P.T. nudne wałęsanie się po domu rozczarowuje. Po jakimś czasie dokładnie wiesz, kiedy gra spróbuje postraszyć, a kiedy możesz biegać do woli. Z dubeltówą w dłoni nie bałem się nikogo. A szkoda, bo chciałem. Pewnie się jeszcze o tę grę z Adamem pokłócimy na łamach.Jeszcze raz - to nieduża pozycja. Na grę składa się kilka logicznie połączonych lokacji, tworząc tradycyjny labiryncik, w którym bez zerkania co chwilę na mapę łatwo stracić orientację. I zanim w finale, zgodnie z tradycją odpuści (odrobinkę, maksymalnie na godzinę) pod względem architektury lokacji, dołoży wiele przyjemnych impresji do zestawienia moich ulubionych momentów w serii. Dobrze będę wspominał pierwsze minuty w Luizjanie, wieczór w domku gościnnym, domek na bagnach, gdzie rządziła ta stara prukwa Marguerite, wizytę w pokojach dziecięcych, intymny kwadransik w szklarni, standardowo odjechany finalny pojedynek. "Dobrze", czyli w tym przypadku z lekkim obrzydzeniem. Czego po "piątce" i "szóstce" mocno mi brakowało.Warto rozważyć, którym fanem growych horrorów się jest, nim ktoś zaryzykuje z kupnem Residenta w chwili premiery. Zwolennicy nowej szkoły: intensywności Outlasta, skradankowego potencjału Obcego albo ultrasi ostatnich kilku odsłon legendy Capcomu - czujcie się ostrzeżeni, to odrobinę inna, może nawet archaiczna pozycja. Starej wydze, która pamięta czasy pierwotnych sukcesów marki, polecam za to w ciemno. "Siódemka" mogła co prawda pójść o krok dalej, kontynuować tam, gdzie przerwało P.T., lecz wolała elegancki powrót do źródeł. I byłbym szalony, by ją za to winić. Jeżeli bowiem okaże się pierwszą odsłoną jeszcze jednej (trzeciej już) trylogii, zaczyna bardzo przyzwoicie. Tradycyjnym survival horrorem, który działa nawet w czasach po swojej teoretycznej śmierci.Zauważyłem też, że nie wszystkie wątki doczekały się tutaj zwieńczenia. Biorąc pod uwagę, jak wielkie plany wobec dodatków do gry ma Capcom, wiecie, co to oznacza, prawda? Jak widać, są rzeczy, których nie sposób już cofnąć do źródeł.Adam Piechota