W zeszłym tygodniu w Warszawie odbył się zamknięty pokaz Days Gone. W postindustrialnym wnętrzu na terenie fortów Mokotów czekały stanowiska z PlayStation – można było sprawdzić na nich, jak wyglądają trzy pierwsze godziny rozgrywki. Miałam też okazję porozmawiać z Johnem Garvinem, dyrektorem kreatywnym Bend Studio oraz scenarzystą gry.Ale najpierw - Days Gone. Pierwszym, co przyciągnęło moją uwagę, był ponury nastrój, skąpany w ciemnych barwach świat, stonowana kolorystyka pozornie sielskich krajobrazów. To nie będzie bajeczne Toussaint i raczej nie uświadczymy radosnych wschodów słońca jak w Tamriel. Tutaj nad wszystkim unosi się rozkład i widmo śmierci. Świat się zmienił i nic nie zapowiada, by miał powrócić do poprzedniego stanu. Zresztą, wygląda na to, że ludzie już się z tym pogodzili. Niby minęły tylko dwa lata od katastrofy, ale homo sapiens to elastyczny gatunek, szybko adaptujemy się do nowych warunków. Kim są freakersi i czemu są tacy, jacy są? To nieistotne. Ważne jest, by przeżyć. Chociaż już na początku trafiamy na ślad pewnej organizacji o nazwie NERO, która zdaje się wiedzieć coś więcej...Zresztą, sam prolog jest dość rozbudowany i całkiem sprawnie pełni rolę tutoriala – podobnie jak to miało miejsce w Red Dead Redemtpion 2, aczkolwiek tutaj trwa to nieco krócej. Zamiast prostych zadań mających po kolei pokazać nam mechaniki: "zbierz tutaj kilka grzybków i zrób mi z nich bigos", od razu wrzucani jesteśmy w konkretny kontekst. Deacon, wraz z kumplem Bozzerem, muszą przebyć najeżoną niebezpieczeństwami drogę do kryjówki. Walka zaczyna się praktycznie od razu, i to nie polegająca na strzelaniu do królików. Jest też sporo szybkiej jazdy, której tyle się naoglądałam na zwiastunach.Motocykl jest takim charakterystycznym elementem Days Gone, którego nie było w innych grach traktujących o zombie. Przyznać muszę, że mechanika jazdy jest dobra, realistyczna – bez ułatwiania sterowania, jak w przypadku Red Dead Redemtpion 2, bez ścieżki, po której pojazd sam się będzie poruszać. Jednoślad wprawdzie wcale nie jest taki łatwy do rozwalenia o okoliczne skały i drzewa (sprawdziłam!) i wyrabia się na zakrętach nawet na wilgotnym podłożu, ale ponoć w zależności od pogody jazda nim ma wyglądać nieco inaczej. I można bawić się w drifting.Motocykl rozwija, wiadomo, niezłe prędkości. Aż czuć było wiatr we włosach. I szybkość pojazdu jest w jakiś sposób... budująca. Bowiem istoty, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć, to nie powolnie człapiące zombie. Koncepcja freakersów jest zupełnie inna i kojarzy mi się bardziej z niby-wampirami z "Jestem legendą", niż z obrazami znanymi z "The Walking Dead". Nie jest tak, że będziemy obserwować je z dachu jak w Dying Light, z uśmiechem politowania (i lekkim niepokojem) patrząc jak obijają się o ściany. To jest zupełnie nowy rodzaj szkodników, nie bez powodu ani razu nie nazywanych mianem "zombie".Podczas rozmowy z Johnem Garvinem zapytałam o ten właśnie aspekt Days Gone: