A ta jest oszałamiająca i wymagająca, dodatkowo ścigaczem trzeba sterować nie tylko w poziomie, ale i pionie. Trasy są tak pozawijane, że bez kontrolowania nachylenia statku często będziemy szorować dziobem o nawierzchnię. Lewy analog trzeba odchylać więc nie tylko w prawo i lewo, ale też górę i dół. Spustami przechylamy się natomiast na boki (strafe'owanie) w zakrętach. Spustami w alternatywnym obłożeniu pada. Te domyślne jest wyjątkowo nieżyciowe (sterowanie dwoma analogami jednocześnie, bo gra początkowo wymaga operowania też prawą gałką) i z miejsca radzę je zmienić.Prędkość Redouta oszałamia, co w połączeniu z powykręcanymi trasami i piękną, ale nieco uproszczoną grafiką momentami przypomina gry typu Frequency. Muzyka jest tylko tłem, jej rytm nie zależy od naszych działań (ale tempo odtwarzania już tak), ale analogie same się narzucają. Jeżeli natomiast trochę zwolnimy, to zauważymy, że trasy ulokowano właściwie we wszystkich możliwych strefach klimatycznych i realiach. Są pustynie z przecinającymi trasę burzami piaskowymi, są miasta, tropikalne dżungle i skute lodem rejony. Jednocześnie całość jest o wiele bardziej futurystyczna niż ostatni WipEout.Ciekawie wypada oprawa - pełna kolorów, ale też uproszczeń, będąc takim miksem The Witness z Boundem. Podobnie jak w tej pierwszej grze z ekranu wylewają się pastelowe barwy. I tak jak w tej drugiej, wszystkie obiekty, ze statkami i chmurami na niebie włącznie, mają mocno uproszczoną geometrię (tzw. styl "low-polygon" zderzony z graficznymi fajerwerkami UE4). Akurat to nie do końca mi się spodobało, ale rozumiem zamierzenia twórców. Mniej szczegółowe elementy wymagają mniejszego nakładu pracy i budżetu. A przy TEJ prędkości pójście na graficzne skróty nie rzuca się w oczy.Wracając jeszcze do tras, świetnym urozmaiceniem jest to, że pojedyncze pętle w niektórych eventach się ze sobą łączą. Co jakiś czas na całej szerokości drogi znajduje się teleport, który przenosi nas na przykład z pustyni do dżungli. Wlatując w takie pole nie ma się pojęcia gdzie się pojawimy, a już po pokonaniu pola siłowego trzeba natychmiast przypomnieć sobie układ konkretnego odcinka. Bardzo fajna rzecz. W przeciwieństwie do muzyki. O ile przy dużej prędkości nie widać, że Redout nie miał zbyt imponującego budżetu, tak cały czas to słychać. Elektroniczne, podrygujące gdzieś na styku house’u z techno kawałki brzmią trochę jak stockowa muzyka z internetu, na którą za kilka dolców można kupić sobie licencję.Redout nie jest nowym WipEoutem, ale pozwolił poczuć mi to samo, co towarzyszyło mi podczas ścigania się w WipEoutach. A to już coś. Coś, co bardzo chciałbym powtórzyć z innymi, niegdyś wysokobudżetowymi, a dziś wymarłymi wyścigami. Niezależny Burnout? Duchowy spadkobierca FlatOuta? Nawet jeżeli wzorem Redouta byłyby trochę technicznie uproszczone, to bardzo chętnie bym ich spróbował.