Stilwater City, jak wspomniałem wyżej, mocno się rozbudowało i stanowi podobno połączenie Detroit i Chicago. Drapaczy chmur nie brakuje, a lokacji, do których mamy dostęp jest całe mnóstwo. Nie wiem, czy jest więcej do zwiedzania niż w Liberty City, ale jest wystarczająco dużo, abym przez całą długość gry nie zapamiętał co jest gdzie. Łącznie pięć wysp wymaga GPSa, którego na szczęście mamy zawsze przy sobie i możemy wyznaczyć na nim trasę przejazdu. Podróż umila muzyka, która przygrywa nam z jednej z kilku dostępnych stacji radiowych. Różnorodność dostępnych kawałków jest mocnym plusem - mamy rock, metal, reggae, hiphop, pop, a także moją ulubioną stację Mix FM, gdzie dominują kawałki z lat osiemdziesiątych - w tym Europe, Man at Work czy Night Ranger, super. Po drodze mijamy sporo przechodniów, cośtam między sobą gadają, zdarzają się nawet strzelaniny i interwencje policji! Na ulicy zaś, jeśli śpieszymy się pędząc lewym pasem, kierowcy po włączeniu kierunkowskazu zjeżdżają nam z drogi - takie przywiązanie do detali cieszy. Na szczęście w przypadku samego modelu prowadzenia pojazdu obyło się bez zbędnego zafascynowania symulacją i mknie się jak w najlepszej arcade'ówce, bez problemu wchodząc w poślizg i skręcając dokładnie tam, gdzie sobie tego życzymy. Jedni nazwą ten model "kartonowym", ja go nazwę, w przeciwieństwie do tego z GTAIV, przyjemnym dla użytkownika. Dynamicznie zmienia się pogoda oraz pora dnia, co dodatkowo wpływa na wrażenia estetyczne - gra utrzymana jest w przyjemnych dla oka barwach, a spora ilość fioletu działa wręcz relaksująco.