Jest jeszcze problem poruszany w wielu tekstach zachodnich krytyków: „Ready Player One” oglądany w 2018 roku sprawia wrażenie filmu albo zupełnie nieświadomego tego, kim są i jak okrutni potrafią być jego odbiorcy, albo świadomie ignorującego tę wiedzę, by się im podlizać.To oda do gracza, pisana tak, by każdy z nas poczuł się dobrze; film o niewinnych marzycielach, ciemiężonych przez rzeczywistość, dla których gry wideo są jedyną drogą ucieczki. I który przekonuje, że ta droga ucieczki ma sens - że mierzenie się z rzeczywistością można odłożyć na później, bo równie ważna, mogąca kiedyś uratować świat jest anegdotyczna wiedza na temat gier wideo z lat 80., teledysków A-Ha i cytatów z „Powrotu do przyszłości”.Nie znajdziecie tutaj niezdrowej rywalizacji, seksizmu czy rasizmu nękających społeczność graczy. Całego tego bagna, które wybiło kilka lat temu: wrzucania do sieci nagich zdjęć kobiet, których się nie lubi; nasyłania na ludzi SWAT-u; streamerów namawiających 13-latki, by pokazały piersi, a w przypadku odmowy wyzywających je od szmat na oczach 40 tys. rozbawionych widzów. Zamiast tego usłyszycie poruszającą, górnolotną przemowę głównego bohatera, na którą odpowie społeczność graczy - zjednoczona przeciwko okrutnej megakorporacji, wciskającej w ich kochaną grę reklamy i mikropłatności. Wade wygłaszający tę przemowę ani razu nie wspomina, że IOI jest winne prawdziwych dramatów prawdziwych ludzi: niewolnictwa i morderstw. Zamiast tego odwołuje się do dziecięcego idealizmu ludzi, dla których wyznacznikiem wartości drugiego człowieka jest to, czy porusza się on DeLoreanem z „Powrotu do przyszłości”, motorem Kanedy z „Akiry”, Mechagodzillą czy Stalowym gigantem. W pewnym momencie zwraca na to uwagę Art3mis, ale jej argumenty nigdy nie zostają potraktowane poważnie - bo gdyby tak było, okazałoby się, że zbudowany przez Hollidaya monopol nie jest żadnym darem dla ludzkości, ale jej przekleństwem.I jeszcze nostalgia, oczywiście. Jest w tym filmie scena, w której główni bohaterowie uciekają DeLoreanem przed Mechagodzillą. Przyjaciel przybywający im na ratunek podróżuje Serenity z „Firefly” i zmienia się w robota Gundam. W walce pomaga mu Stalowy gigant.Steven Spielberg stoi za wieloma najważniejszymi filmami Kina Nowej Przygody. Nurtu powstałego na przełomie lat 70. i 80., odrzucającego kino zaangażowane i stawiającego na czystą, eskapistyczną rozrywkę. Sukces obrazów kręconych między innymi przez Spielberga ukształtował dzisiejszą popkulturę. To dzięki niemu kinematografię zdominowały puste, wysokobudżetowe widowiska, a klisze i stereotypy wyparły wszelkie próby przedstawienia skomplikowania świata. Kino Nowej Przygody inspirowało twórców pierwszych gier wideo - dziś najbardziej dochodowej branży rozrywkowej - zmonopolizowało światową kulturę i narzuca jej ton. A przy tym jest Spielberg wybitnym artystą, kręcącym nie tylko płytkie kino rozrywkowe, ale i obrazy w stylu „Amistad” czy „Lista Schindlera”; głośne, dyskutowane dzieła, wytykające niesprawiedliwość i stające w obronie krzywdzonych.Wydawałoby się, że jest on właściwym człowiekiem, na właściwym miejscu - twórcą mającym coś do powiedzenia na temat fałszywości nostalgii i jak nikt uprawnionym do jej komentowania. Niestety temat ten w ogóle nie zostaje w „Ready Player One” poruszony. Nostalgia rozumiana jako bezkrytyczne idealizowanie przeszłości, jest paliwem tego filmu, wykorzystywanym tak nagminnie, że aż bezrozumnie.Stalowy gigant był pacyfistą, który nigdy nie użyłby siły? DeLorean potrafił latać, więc jego udział w wyścigu samochodowym jest bezsensowny? King Kong nie był krwiożerczą bestią, ale zaszczutym zwierzęciem? Spielberga nie interesują niuanse, bo w sumie nie interesują go przywoływane dzieła. Jego celem jest upchanie w filmie jak najwięcej świecidełek, na które rzucą się widzowie. Geeki, nerdy, nołlajfy, gracze. Ludzie wciąż tkwiący w fałszywym przekonaniu, że są pogardzaną i dyskryminowaną mniejszością. Zapatrzeni w poczucie wyimaginowanej krzywdy, którą tłumaczą swoje najbardziej toksyczne wybryki.